Do redakcji portalu wSzczecinie.pl zwrócił się przedsiębiorca działający w sektorze turystycznym, który przyznaje, że ma poważny problem z legalizacją pracy cudzoziemców. „Jesteśmy przyzwyczajeni do nadmiarowych formalności, ale ostatnie miesiące to już prawdziwa przesada. Urząd wojewódzki bawi się w jakiś teleturniej, loterię, 100 pytań dziennie i do widzenia. Jak załatwiać sprawy, gdy ma się możliwość zadania jednego pytania na jedną osobę i koniec?” – pisze przedsiębiorca.

Nasz czytelnik opisał, jak wygląda obsługa interesantów, którzy przychodzą do urzędu, by załatwić sprawy związane z legalizacją pobytu cudzoziemca. Jak mówi, zdarza się, że proces jest skomplikowany i wymaga wielu precyzyjnych odpowiedzi na pytania ze strony przedsiębiorców. Urząd wprowadził więc zmiany, które przedsiębiorcy oceniają jednym słowem: „kpina”.

– Jest biletomat, odbiera się bilecik i każda osoba może zadać jedno pytanie. Jeżeli jest drugie, to trzeba stanąć w kolejce jeszcze raz. Jeżeli nie ma wielu chętnych, to w porządku, a jak jest wielu, to trzeba czekać na swoją kolejkę. Jedna osoba, jedno pytanie – mówi nasz rozmówca.

– Sprawy są przeciągane, nie ma jak dodzwonić się do urzędu, czasami legalizacja zatrudnienia jednej osoby zajmuje kilka miesięcy. Rekord to jest złożenie wniosku w grudniu i finalizacja w czerwcu. Brakuje nam możliwości dopytania o pewne procedury, rozmowy po prostu – słyszymy.

Przedsiębiorcy narzekają nie tylko na „przeciąganie spraw” i „ucinanie tematów”, ale jak mówią, również brak kompletnych informacji związanych z legalnym zatrudnieniem np. pracowników z Indii, Bangladeszu, Nepalu czy Wenezueli.

Jak słyszymy od wojewody Adama Rudawskiego, takie trudności występują już w całej Polsce.

– Faktycznie jest problem i jest kolejka oczekujących, bo trudno wszystkich obsłużyć z marszu, a zgłoszeń związanych np. z wydaniem kart pobytu czy przedłużeniem pobytu jest wiele. Staramy się zwiększać naszą działalność operacyjną – przyznaje Adam Rudawski, wojewoda zachodniopomorski.

Dlaczego 100 pytań, a nie więcej?

– Nawet pracujemy w weekendy, by wspierać ludzi oczekujących na pobyty w Polsce. Nie jesteśmy w stanie uczynić cudów, robimy, co możemy – komentuje wojewoda. 

Największy problem jest w tym momencie z zatrudnianiem cudzoziemców w branżach mocno intensyfikujących nabór przed sezonem letnim. Mowa np. o rolnictwie, budownictwie, turystyce i hotelarstwie.

Szacuje się, że w regionie pracuje kilkadziesiąt tysięcy osób spoza Polski. Dominują obywatele Ukrainy, ale są także osoby z krajów, o których mówił nasz informator, czyli m.in. Filipin i Bangladeszu.