– Działamy zaledwie od czterech dni, a już zajrzało do nas wiele osób, żeby powspominać i opowiedzieć, jak to miejsce wyglądało w czasach świetności. Przyszła nawet pani, która pracowała tutaj przez 40 lat i ma w domu album pełen zdjęć – mówi Aleksander Chowaniec, współwłaściciel B4bilard & Lounge Bar.
Klub bilardowy działający pod takim szyldem znali do tej pory tylko Wrocławianie. Ten otwarty naprzeciwko szczecińskiej Kaskady jest drugim w Polsce.
Rozmawiano o niej w dalekich portach
Nowi właściciele zajęli lokal, który przez wiele lat stał pusty. Zupełnie inaczej niż w czasach PRL, gdy to właśnie tutaj koncentrowało się nocne życie Szczecina. Nazwę „Bajka” wymieniano nie tylko w okolicy, ale też w odległych portach.
– Była częścią tzw. trójkąta bermudzkiego. Gdy okazywało się, że kapitanowie statków szykujących się do wypłynięcia ze szczecińskiego portu nie mają kompletu załogi, to wiadomo było, że zaginionych trzeba szukać w trójkącie bermudzkim klubów: „Bajka”, „Kaskada”, „Paloma” – opowiadał nam Szymon Kaczmarek, szczeciński dziennikarz, który w latach 80. pracował w „Bajce” jako „prezenter muzyki mechanicznej”, czyli ówczesny DJ.
Znakiem rozpoznawczym „Bajki” był jej oryginalny wystrój, w dużej części zachowany jeszcze z czasów przedwojennych. Dawni goście najczęściej wspominają lustrzany parkiet, czyli grube płyty z matowego szkła w podłodze. W przeciwieństwie do innych elementów wyposażenie wnętrz, nie był on jednak objęty ochroną konserwatorską i już wiele lat temu został zdemontowany.
– Biorąc pod uwagę profil naszej działalności, odbudowa parkietu w takiej formie jest niestety niemożliwa – przyznaje Aleksander Chowaniec. – Cieszymy się natomiast, że wiele z historycznych elementów przetrwało do dzisiaj.
Burzliwe losy witraży i kałuże pod świetlikiem
Mowa przede wszystkim o boazerii z czarnego dębu, kominku holenderskim i najbardziej reprezentacyjnej sali lustrzanej. Nad wejściami do niej znajdują się witraże, a niewiele brakowało, by bezpowrotnie zniknęły. Zostały bowiem skradzione podczas jednego z remontów.
– Witraże przywłaszczył sobie jeden z pracowników. Udało nam się je odzyskać, znaleźliśmy skradzione mienie pod Warszawą – opowiadał nam specjalizujący się w odzyskiwaniu zaginionych zabytków kom. dr Marek Łuczak z Komendy Wojewódzkiej Policji w Szczecinie.
Sufit sali lustrzanej wieńczy ozdobny świetlik. To z nim w ostatnich tygodniach najwięcej problemów mieli nowi właściciele lokalu.
– Tworzyły się pod nim kałuże. Musieliśmy wszystko u góry wyremontować, ułożyć płytki i wykonać hydroizolację. Zaniedbanych elementów było tutaj zresztą więcej. Wszystko, co przetrwało, zostało przez nas zachowane – podkreśla Aleksander Chowaniec. – Najbardziej mi szkoda, że do naszych czasów nie dotrwał bar. Słyszymy opowieści, że był piękny, mozaikowy i zaokrąglony. Być może, jeśli będzie nam dobrze szło, uda nam się go kiedyś odwzorować.
Dużo wcześniej na ścianach B4bilard & Lounge Bar mają pojawić się historyczne zdjęcia. Na razie w klubie dostępnych jest 10 stołów bilardowych, ale kolejnych 7 planowanych jest w remontowanej jeszcze piwnicy. Na dole będzie też dart, a u góry zapowiadana jest palarnia cygar.
W to miejsce zainwestował słynny niemiecki pięściarz
Kamienica przy ówczesnej Paradeplatz 30 powstała w latach 1905-10. Od połowy lat 20. w lokalu na parterze działała winiarnia Wilhelma Ohlena. Zainwestował w nią, sygnując własnym nazwiskiem, słynny niemiecki pięściarz – Max Schmeling. W latach 30. jego pojedynkami z Amerykaninem Joe Louisem żył cały świat.
Po wojnie w lokalu przy al. Niepodległości ulokowała się restauracja „Sim”. W 1950 roku zastąpiła ją „Bajka”, która z jedną przerwą (w latach 1967-76 nazwę zmieniono na „Atlantycką”) działała w tym miejscu do 2001 roku. Później była „Vienna” i „Figaro”. Po przebudowie w 2010 r. na krótko wprowadził się Noble Bank, a później lokal stał pusty.
Komentarze