Budynek przy ul. Hożej 9 i 11 grozi zawaleniem, a jego mieszkańcy musieli przeprowadzić się do lokali zastępczych. Miasto zaproponowało, że sfinansuje prace zabezpieczające o wartości około 200 tys. zł., ale lokatorzy nie mają pewności, czy w przyszłości nie zostaną zobowiązani do oddania tych pieniędzy. – Wspólnota mieszkaniowa przedstawiła własny projekt uchwały, który zakłada złożenie przez gminę oświadczenia, iż wszelkie poniesione koszty nie będą nigdy obciążać wspólnoty ani poszczególnych lokatorów – mówi mecenas Piotr Barwina.

Mieszkańcy uszkodzonego budynku od dwóch lat zwracali uwagę na powiększające się pęknięcia na ścianach. Według zleconej przez nich ekspertyzy, wpływ na ich powstanie miały drgania przenoszące się z progu zwalniającego wybudowanego tuż obok podczas remontu ul. Hożej.

Poza tym, pod budynkiem pojawiły się wody gruntowe, które naruszyły jego fundament. Pod koniec sierpnia inspektor nadzoru budowlanego orzekł, że budynek grozi zawaleniem. Zarządzono ewakuację.

Lokatorzy już nie ufają miastu

Na razie nie ma jeszcze decyzji, czy budynek można uratować, czy należy go rozebrać. Gmina chce natomiast wykonać prace zabezpieczające przed dalszą degradacją (to nie będzie remont). Zwróciła się do wspólnoty z projektem uchwały, w której lokatorzy zgadzają się na takie prace. Kosztami (ok. 200 tys. zł) ma zostać obciążone miasto. Wspólnota nie zgodziła się jednak na uchwałę w takim brzmieniu.

– Wspólnota przygotowała własny projekt uchwały, który jasno zabezpiecza ją przed tym, żeby za jakiś czas gmina nie zwróciła się do mieszkańców z żądaniem zwrotu kosztów poniesionych na zabezpieczenie budynku. Na chwilę obecną nie ma podstaw do twierdzenia, że jakiekolwiek prace są ekonomicznie uzasadnione, ponieważ gmina wciąż nie potwierdziła przyczyn degradacji budynku – podkreśla reprezentujący wspólnotę mieszkaniową mecenas Barwina.

Dlaczego pod budynkiem pojawiła się woda?

Miasto na razie nie wykonało własnej ekspertyzy. Mieszkańcy powołują się na badania geotechniczne sprzed rozpoczęcia przebudowy ul. Hożej, po których stwierdzono, że w okolicy nie ma zagrożenia podmyciem przez wody gruntowe. Teraz ta woda się pojawiła, a lokatorzy dopytują, czy podczas prac nie zostały uszkodzone poniemieckie dreny, które przez lata skutecznie odwadniały teren.

– Gmina twierdzi, że prace przy przebudowie ul. Hożej zostały wykonane prawidłowo i odebrane. Pytanie, czy faktycznie tak było? Nie mówię, że coś jest ukrywane. Tylko, czy wiedza o prawidłowym wykonaniu inwestycji była zgodna ze stanem faktycznym? – zastanawia się mecenas Barwina.

Wspólnota mieszkaniowa wystąpiła wobec Zarządu Dróg i Transportu Miejskiego (zlecający przebudowę ul. Hożej) na drogę sądową.