Piękne i eteryczne frazy
Program wieczoru rozpoczął się od utworu „Brother wind march”. Garbarek wydobywał ze swego instrumentu piękne i eteryczne frazy, a publiczność, jak to się mówi, „zamieniła się w słuch”. Myliłby się jednak ten, kto stwierdziłby, że lider składu był od początku do końca głównym muzykiem na scenie. Poszczególni artyści mieli wiele przestrzeni dla siebie, więc dużo miejsca wypełniły partie solowe, podczas których czarowali swoimi umiejętnościami, a tych im nie brakowało. Te fragmenty zajęły znaczącą część programu, a najbardziej zapracowanym muzykiem był Trilok Gurtu.
Niebywała konwersacja
Otoczony licznymi i przeróżnymi instrumentami perkusyjnymi zestawiał brzmienia tradycyjne z głosem. Sięgał po puszki, piszczałki i inne akcesoria, by ubarwić swoje zabawy dźwiękowe, a jego gra urozmaiciła bardzo brzmienie całego zespołu. Szczególnie ciekawy był fragment koncertu,w którym Jan Garbarek sięgnął po prosty, drewniany flet selje. Wtedy Trilok Gurtu zaczął z nim konwersować, używając rytmicznego śpiewu konnakol, czyli indyjskiego systemu rytmicznego, nazywanego wokalną perkusją, dzięki któremu można artykułować motywy muzyczne za pomocą sylab i gestów rąk. Publiczność nagrodziła tę rozmowę szczególnie mocnym aplauzem.
Emocjonalny przekaz
Pojawiły się też inne układy instrumentalne – „prokurowane” w trio oraz w duecie, a zatem kompozycji zagranych od początku do końca, tak jak na płytach studyjnych (wydawanych przez firmę ECM), nie było dużo. Niektórzy bardzo emocjonalnie odbierali to, co się działo na scenie. Siedzący kilka foteli ode mnie pan naśladował niemalże każdy gest i ruch Triloka Gurtu, zahipnotyzowany wręcz jego grą… Kto wcześniej nie widział, co ten indyjski muzyk potrafi na żywo, musiał być bardzo pozytywnie zaskoczony, aczkolwiek klawiszowe „wycieczki” Rainera Brüninghausa (najstarszego w całym składzie) niewątpliwie także uatrakcyjniły przekaz.
Kołysanka na finał
W sumie otrzymaliśmy długi, dwugodzinny, zróżnicowany program i przez to satysfakcjonujący widzów o różnych gustach. Jedni zapewne bardziej docenili improwizowane, awangardowe epizody, łamiące schematy, inni dostali to, czego najbardziej oczekiwali, czyli melodyjne, wręcz przebojowe utwory, takie jak zagrany na finał „Pygmy Lullaby”.
Wydarzenie zostało zorganizowane przez Agencję Perspektywy.
Komentarze