W Szczecinie nie brakuje osób i środowisk, które chciałyby zrobić coś dla literatury. Problem, zdaniem Ingi Iwasiów, zaczyna się wtedy, gdy spojrzymy na literaturę szerzej – jak na element miejskiej polityki, wymagający nie tylko entuzjazmu, ale także zaplecza instytucjonalnego i konsekwentnego działania. – Oddolne idee są. Są środowiska, osoby, które byłyby gotowe poświęcić czas na stworzenie takich instytucji. (...) To nie może być wolna amerykanka, to nie jest działalność społeczna, niszowa. To wymaga pomyślenia całej struktury – mówi pisarka.
„Inne miasta wiedzą, że od literatury można zacząć myślenie, które jest wspólnotowe i koncepcyjne”
W Szczecinie trwają obecnie prace nad strategią kulturalną miasta. Nie wiadomo jeszcze, jakie miejsce zajmie w niej literatura. Pisarka zwraca jednak uwagę, że przez lata nie patrzono na nią strategicznie.
– Od wielu lat literatura nie zajmuje w (...) strategii miasta czy województwa ważnego miejsca. Inne miasta wiedzą, że od literatury można zacząć myślenie, które jest i wspólnotowe, i koncepcyjne. Że bez humanistyki nie ma nowoczesnego miasta – przekonuje.
– My tego nadal nie wiemy – komentuje Iwasiów. – To znaczy ludzie z uniwersytetu, ludzie ze środowisk próbują to powiedzieć i to jest niewysłuchiwane.
Jej zdaniem problem dotyczy nie tylko organizowania dużych wydarzeń. Chodzi także o stworzenie warunków, w których mogłyby rozwijać się księgarnie, wydawnictwa czy kolejne inicjatywy literackie.
– Miejsce literatury w Szczecinie nie istnieje (...) w zbudowanej rozsądnie strukturze. Żeby był dobry festiwal, musi być instytucja, która będzie odpowiedzialna za jego zorganizowanie. Żeby było porządne wydawnictwo, muszą być warunki. Żeby były księgarnie, to nie tylko pasjonaci, ale też różne sposoby pomagania tym kulturotwórczym miejscom – uważa Iwasiów.
Poznań pokazuje, że można inaczej
Jako przykład rozwiązania, które mogłoby być dla Szczecina inspiracją, pisarka wskazuje Poznań. Tamtejsza Poznańska Nagroda Literacka jest – jak podkreśla – efektem współpracy miasta i uniwersytetu, które chcą tworzyć coś miastotwórczego. Inicjatywa jest po stronie dużej instytucji kultury, Zamku w Poznaniu, reprezentującej prezydenta miasta.
Iwasiów zwraca przy tym uwagę na znaczenie decyzji podejmowanych przez osoby i instytucje mające realny wpływ na życie miasta. W jej ocenie czasem potrzebny jest wyraźny gest ze strony tych, którzy mogą uruchomić większy proces.
– Tu nie chodzi tylko o wsparcie miasta jako organizatora kultury, ale chodzi też o taką ideę, która się rozprzestrzenia dzięki temu, że ktoś, także ten ktoś, kto jest widoczny, także ten ktoś, kto jest na górze, wykonuje gest. I tak się dzieje w wielu polskich miastach – tłumaczy.
Mamy z czego się odbić?
Szczecin nie jest jednak całkowicie pozbawiony wydarzeń humanistyczno-literackich. Jednym z przykładów jest Festiwal Bonhoeffera, organizowany przede wszystkim przez Teatr Polski i Uniwersytet Szczeciński. Jest w nim miejsce dla literatury, ale – jak podkreśla pisarka – uniwersytet nie może samodzielnie udźwignąć takiej misji.
– Tu chodzi o to, żeby to całe miasto zrozumiało, jak ważna jest literatura i po co jest literatura. I że literatura to nie tylko rozrywka – mówi.
Literatura potrafi „diagnozować i prognozować”
Iwasiów podkreśla, że znaczenie literatury nie kończy się na czytelniczej przyjemności ani na samym organizowaniu spotkań z autorami. Dużo ważniejsza jest jej funkcja społeczna.
– Literatura jest bardzo specjalnym rodzajem sztuki, ponieważ potrafi diagnozować i prognozować. Dostarczać języka, który jest językiem zarówno krytyki, jak i językiem rozumienia sytuacji społecznej świata, w którym żyjemy – mówi.
Dlatego jej zdaniem Szczecin powinien zastanowić się nie tylko nad tym, jakie wydarzenia literackie organizować, ale również nad tym, po co literatura jest miastu.
– Oczywiście cieszmy się z tego, że mamy tu literaturę gatunkową, którą ludzie chcą czytać. Tylko nie poprzestańmy na tym. Bo jeśli chcemy takiej literatury, która także będzie istotna, czy też takich wydarzeń, które będą istotne w polu widzenia szerszym niż tutejsze, lokalne, to musimy coś zaoferować – przekonuje.
Zdaniem pisarki Szczecin nie ma dziś literatury, która byłaby istotna w szerszym kontekście polskiej kultury.
– My w tej chwili nie mamy do zaoferowania w planie ogólnopolskim, jeśli chodzi o literaturę, niczego – stawia zarzut pisarka.
Komentarze