„Blisko brzegu pływała łabędzie rodzina i nagle oba psy rzuciły się do wody. W obronie stanął samiec, który podjął walkę, podczas gdy bezradne właścicielki psów bezskutecznie próbowały przywołać swoich podopiecznych”- relacjonuje kapitan Maciej Krzeptowski. „Sytuacja jest absolutnie karygodna i stanowi jasne łamanie zakazu” - podkreśla Paulina Łątka z biura prasowego magistratu.

Do niebezpiecznej dla łabędziej rodziny sytuacji doszło 1 lipca na Jeziorze Głębokim. Drzewa i gęsta roślinność miały zapewnić schronienie sześciu małym, jeszcze nielotnym ptakom. Niestety, ludzka nieodpowiedzialność skutecznie tym zachwiała.

„Wokoło na wodzie pływały pióra i puch”

- Ptaki nie boją się ludzi, można się do nich zbliżyć, a to pewnie dlatego, że bywają dokarmiane przez "miłośników zwierząt". Około południa byliśmy świadkami gorszącej, karygodnej sceny. Dwie panie z pieskami, które nie były prowadzone na smyczach, zbliżyły się do miejsca gdzie blisko brzegu pływała łabędzia rodzina. Nagle oba psy rzuciły się do wody - relacjonuje Maciej Krzeptowski, Honorowy Ambasador Szczecina.

W obronie rodziny stanął samiec. Bezradne właścicielki psów bezskutecznie próbowały przywołać swoich podopiecznych.

- Dobiegliśmy na miejsce, nasz krzyk i wołania właścicielek wreszcie sprawiły, że psy wyszły z wody. Wokoło pływały pióra i puch - ślad po stoczonej walce - opowiada Maciej Krzeptowski.

Jak zwraca uwagę, tego typu zdarzenia mogą się powtarzać. Dlatego żeglarz apeluje do miasta o niezwłoczne umieszczenie odpowiednich tablic informujących o obowiązku trzymania psów na smyczy z powodu przebywania pary łabędzi z młodymi.

Oznaczenie gniazda przyniesie odwrotny skutek i przyciągnie jeszcze więcej osób

Paulina Łątka z biura prasowego miasta przyznaje, że opisana sytuacja jest „absolutnie karygodna”, łamie zakaz puszczania psów luzem w lesie i „wyczerpuje znamiona płoszenia dzikich zwierząt”. Nie jest jednak wskazane, aby oznaczyć gniazdo.

- Z doświadczenia przyrodniczego wynika, że oznaczanie i wskazywanie konkretnych miejsc bytowania dzikich zwierząt czy gniazd ptasich przynosi odwrotny skutek i zamiast je chronić, przyciąga jeszcze więcej osób, które zakłócają spokój zwierząt, a nawet stwarzają zagrożenie - tłumaczy.

Z tego też względu nie podajemy w artykule konkretnego miejsca, w którym doszło do niebezpiecznej sytuacji. Na tym jednak nie koniec.

- We wskazanej okolicy pojawią się natomiast dodatkowe tabliczki przypominające o bezwzględnym zakazie puszczania psów luzem, a służby patrolujące lasy miejskie zintensyfikują swoje działania również pod tym kątem - zapowiada Paulina Łątka.

[1/3]
[2/3]
[3/3]