Pokój za 1000-1100 złotych, kawalerka za 1800 złotych, a dwupokojowe mieszkanie na Niebuszewie lub Pomorzanach nawet za ponad 2500 złotych. Ceny nieruchomości na wynajem oszalały. Jest to szczególnie uciążliwe dla studentów, którzy rozpoczęli właśnie rok akademicki. W większości akademików nie ma już miejsc, a znalezienie mieszkania na wolnym rynku – nawet po tak wysokich cenach – również nie jest łatwe. W rozmowie z portalem wSzczecinie.pl studenci przyznają, że sytuacja jest ciężka i szukają alternatywnych rozwiązań.

 

Studenci o cenach najmu: „Czyste szaleństwo”. Wracają do rodziców albo mieszkają poza miastem

Niektórzy studenci mieszkania rezerwowali już w czerwcu. Ceny były wówczas niższe, ale właściciele tych mieszkań już zapowiadają, że wzrosty są nieuniknione. Dla młodego człowieka, studiującego dziennie i dorabiającego dorywczo, wydatek rzędu 1800 złotych miesięcznie na wynajem, to kwota absolutnie nie do przeskoczenia.

– Wynająłem mieszkanie w Policach i będę codziennie dojeżdżać do Politechniki Morskiej. Autobus linii 107 przez 40 minut i spacerek przez park. Kawał drogi, ale nie było wyjścia. W Szczecinie zostały mieszkania po 3000-3200 złotych, nawet z kolegą czy koleżanką na pół nie byłoby mnie stać. W Policach znalazłem ładne mieszkanie za 1400 złotych. Nie ma luksusów, ale da się żyć – mówi Patryk, który właśnie zaczyna studiowanie na Politechnice Morskiej.

– Ceny robią wrażenie, bo studiując dziennie, ciężko pracować na cały etat. Co więcej, praca na etat nie gwarantuje, że będzie mnie stać na wynajem i na życie. Mieszkam z rodzicami w Szczecinie, a moi koledzy coraz częściej wyjeżdżają z miasta, bo nie stać ich na studiowanie na miejscu i wynajem. W życiu chodzi o to, żeby żyć, żeby cieszyć się czasem studiów i młodości, a teraz nie za bardzo jest na to przestrzeń – zauważa Filip Góra, student Uniwersytetu Szczecińskiego.

– Obecnie sama studiuję w Szczecinie, na stałe w nim nie mieszkając. Na przeszkodzie stoją wspomniane ceny wynajmu. W tej sytuacji korzystniejszym dla mnie cenowo rozwiązaniem jest codzienne dojeżdżanie na uczelnię komunikacją zbiorową bądź okazjonalnie samochodem. Różnego rodzaju stypendia otrzymywane z ramienia uczelni nie byłyby w stanie pokryć całkowitych kosztów wynajmu, nie wspominając już nawet o innych szybko rosnących rachunkach. Niestety, w moim przypadku łączenie dużej aktywności uczelnianej z jednoczesnym studiowaniem dwóch kierunków, wyklucza podjęcie pracy – mówi studentka Dominika Borowska z Uniwersytetu Szczecińskiego.

„Castingi na lokatora” także w Szczecinie. Jednym mieszkaniem na Santockiej miało być zainteresowanych osiem osób

Eksperci rynku nieruchomości w ubiegłotygodniowej rozmowie na antenie Radia Plus przyznawali, że popyt na mieszkania na wynajem już dawno wyprzedził podaż. Jeżeli w tej chwili ktoś chce wynająć mieszkanie, musi się liczyć z wysokimi kosztami. Zainteresowanie wynajmem jest wygenerowane przez wracających do miasta studentów, uchodźców wojennych z Ukrainy oraz osoby, które nie mogą dostać kredytu hipotecznego i są zmuszone do wynajmu.

– Jest gigantyczne zainteresowanie wynajmem. Ceny kawalerek zaczynają się od 1700 złotych plus opłaty. Mieszkanie dwupokojowe w podstawowym standardzie to koszt w wysokości 2200 złotych i więcej. Studenci zwykle grupują się i wynajmują mieszkania parami albo w kilka osób – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

Dodaje, że słynne „castingi na lokatorów” nie są kaczką dziennikarską, a codzienną praktyką.

– Ostatnio jednym mieszkaniem przy ul. Santockiej zainteresowanych było osiem osób. Właściciel spotkał się ze wszystkimi i wybrał osobę, która najbardziej mu odpowiadała – mówi ekspert.

– Na cenę najmu w całej Polsce wpływają stopy procentowe, które są zbyt wysokie dla osób, które chcą kupić mieszkanie. Jeżeli rata rośnie np. właścicielowi mieszkania, to on przerzuca częściowo koszt na najemcę. Z roku na rok mamy tendencję wzrostu cen – mówi Michał Mazurek, ekspert rynku nieruchomości. – To, co jest odczuwalne, to wpływ wojny w Ukrainie na popyt na mieszkania. Poza tym w sierpniu i wrześniu ceny rosną, bo studenci ich poszukują. Znikają pokoje, kawalerki i małe mieszkania. Na rynku zostały jeszcze droższe, duże mieszkania – dodaje ekspert.