Czarne Ciasteczka to projekt muzyczny, który trwa „8, no może 9 lat” - jak powiedział podczas wczorajszego koncertu w Klubie XIII Muz wokalista, słynny polski literat - Marcin Świetlicki. Zgodnie z tekstem piosenki członkowie zespołu są „starzy, piękni i bogaci”. No i uzdolnieni!

Czarne Ciasteczka tworzą muzykę jazzową, jazzowo-etniczną, półimprowizowaną, często eksperymentalną, której znakiem rozpoznawczym są dźwięki trąbki Antoniego Gralaka (znanego z Tie Break i Young Power) i charakterystyczne teksty (oraz wokal) Marcina Świetlickiego. To właśnie ci dwaj panowie są założycielami wspólnego projektu muzycznego o intrygującej nazwie Czarne Ciasteczka. Prócz nich w zespole można usłyszeć jeszcze basistę - Grzegorza Dyducha oraz Marka Piotrowicza grającego na perkusji. Jak wiadomo są oni częścią Świetlików - zespołu Marcina Świetlickiego.

Przybyłych słuchaczy nie było zbyt wielu, ale bez trudu udało się nimi wypełnić całą salę 13 muz, która w ten wieczór należała do Ciasteczek. Cechą charakterystyczną koncertów zespołu jest to, że kolejne utwory poprzecinane są interesującymi refleksjami członków grupy (bezsprzecznie najlepszym mówcą był Grzegorz Dyduch) dotyczącymi, delikatnie mówiąc, tematów różnych - od papierosów i życia ryb, poprzez męskie nogi i palce, aż po wynurzenia eschatologiczne. Ubarwiało to koncert i sprawiało, że stawał on się improwizowanym spotkaniem słowno-muzycznym.

O słowach już było, teraz o muzyce. Muzyka często zakrawała o jazzową psychodelę, odpowiednio zaprawioną oryginalnymi tekstami, ale na szczęście w repertuarze znalazły się też piosenki nieco lżejsze. Na szczególną uwagę zasługuję Antoni Gralak, którego trąbka i jej dźwięki hipnotyzowały i nadawały interesujący wymiar ciasteczkowej muzyce. Antoni Gralak jest współzałożycielem wielu zespołów, jednak największy sukces odniósł karierą solową. W tym momencie jest jednym z najbardziej charakterystycznych jazzmanów w kraju. Na stałe współpracuje np. ze Stanisławem Sojką i Justyną Steczkowską. Nie sposób również nie wspomnieć o charakterystycznym wokalu Marcina Świetlickiego, którego chrypa i śpiewanie jakby „od niechcenia” intrygowało i skupiało uwagę na głosie, zdominowanym poniekąd przez „nikotynizm” - Świetlicki wypalił podczas koncertu około 10 papierosów. Niestety nie można go za to negować, bo ta chrypka jest po prostu atutem.

„Druga komunia”, „Dominikana”, nieśmiertelny „Opluty” (zawsze inny, w zależności od czasu i miejsca), „Złe misie (złe)”, czy „Piosenka o papierosach” to tylko niektóre tytuły zaserwowane wczoraj przez Czarne Ciasteczka. Polecam zapoznać się z nimi oraz z całą resztą, którą ma do zaoferowania Świetlicki i spółka, a wtedy być może ten ciekawy muzyczny projekt przyciągnie jeszcze większą rzeszę fanów, czego sobie i Im życzę.