Chyba żaden z artystów, występujących w ramach Szczecin Music Fest, nie miał tak dobrego kontaktu z publicznością. Telewizyjna popularność zrobiła swoje. 1500 osób oklaskiwało wczoraj występ Hugh Lauriego (czyli serialowego Dr House'a) z zespołem, na dziedzińcu Zamku Książąt Pomorskich.

 
Laurie nie tylko śpiewał i grał na fortepianie, ale też tańczył, komicznie przewracał się i wykonywał zamaszyste gesty, a nawet wraz z innymi muzykami wzniósł toast za zdrowie i pomyślność widzów. The Copper Bottom Band, czyli zespół mu towarzyszący, kilkakrotnie nazwał najlepszym na świecie, fundując mu wielki aplauz publiczności. Często zatem wykorzystywał swoje aktorskie umiejętności, a w utworze "Send Me to the 'Lectric Chair" (z repertuaru Bessie Smith) sięgnął także po rekwizyt. Konkretnie po młotek sędziowski, którym zastukał na znak rozpoczęcia procesu, opisanego w piosence.
 
W repertuarze, który Laurie wybrał na ten wieczór, dominowały takie jak ta, bardzo leciwe, ale ekspresyjne kompozycje. Pochodziły z dorobku takich twórców jak Nina Simone, Louis Armstrong, Dr John, czy Chuck Berry. Utwór "Louisina 1927" (Randy Newmana) Hugh zagrał sam, a poprzedził tę interpretację, wstępem słownym, w którym opowiedział o smutnych okolicznościach powstania utworu. To jednak był jeden z nielicznych, spokojniejszych fragmentów występu. Praktycznie przez większość czasu przeważały swingujące rytmy, skłaniające do zabawy. Publiczość w pierwszych rzędach co pewien czas podrywała się więc do tańca.
 
Z muzyków Copper Bottom Band, największą uwagę (także ubiorem) przyciągnęła czarnoskóra wokalistka Sister Jean McClain. To jak zaśpiewała  „What Kind of Man Are You” Raya Charlesa, to był popis jej kunsztu, ale także np. "Kiss Of Fire" wyraźnie ukazał walory jej głosu. Niewiele jednak ustępowała jej Gaby Moreno, Gwatemalka, z którą część piosenek zaśpiewały w duecie. Solowe wykonanie kompozycji "The Weed Smoker's Dream” przez tę drugą wokalistkę było bezsprzecznie jednym z ciekawszych fragmentów całego show.  
 
Śpiewali też panowie. I to nie tylko Laurie, ale większe składy. „Lazy River” wykonane zostało w bardzo sugestywny sposób, przez chórek czterech muzyków. Praktycznie każdego z muzyków Copper Band należałoby obdarzyć komplementem, bo to byli zawodowcy, którzy spokojnie mogliby grać z tuzami bluesowej sceny. Choćby kontrabasista David Piltch czy tworzący sekcję instrumentów dętych - Elizabeth Lea i Vincent Henry. Wszyscy zostali przedstawieni przez Hugh podczas grania jednego z ostatnich utworów - „I Wish I Knew How it Would Feel to Be Free” (Billy Taylora). Otrzymali przy tym zasałużoną porcję braw i owacji.   
 
Na koniec dodam, że Laurie w swych konferansjerskich przemowach pochwalił się także znajomością kilku zwrotów po polsku. "Czy masz parasol?" zapytał w pewnym momencie. Niebo okazało się jednak łaskawe i praktycznie nic nie zakłóciło widzom uroków uczestnictwa w tym emocjonującym wieczorze.