Naszym głównym zadaniem jest teraz zlikwidowanie zagrożenia i zdemontowanie głowicy kolumny w bezpieczny sposób. Nie będzie to łatwe, bo musimy dotrzeć do niej od góry – mówi dr inż. Stefan Nowaczyk, zajmujący się wyjaśnianiem przyczyn czwartkowej katastrofy budowlanej.

Ważąca ok. 10 ton głowica zniszczonej kolumny, trzyma się teraz tylko na ściągach, metalowych prętach konstrukcyjnych, pochodzących z odbudowy Zamku w 1958 roku. Zdaniem dra Nowaczyka nawet jeśli głowica runie, to nie spowoduje zniszczeń zagrażających całej konstrukcji Zamku. Znacząco jednak zwiększona zostałaby wtedy skala uszkodzeń.

Trudna operacja zabezpieczenia głowicy

Dlatego pomysł z kontrolowanym „zrzuceniem” głowicy będzie rozpatrywany tylko w ostateczności. Prowadzący prace zabezpieczające skupiają się obecnie na innych rozwiązaniach. Rozważają „podczepienie” głowicy do kratownicy, stanowiącą stabilną konstrukcję tarasu widokowego. Inne pomysły zakładają zbudowanie pomostu opartego na istniejących filarach lub nawet rozebranie dachu i wykorzystanie dźwigu.

- Trwają obliczenia, na podstawie których wybierzemy najlepsze rozwiązanie, gwarantujące bezpieczeństwo prac. Nie mamy na ich wykonanie tygodni, tylko raczej dni – mówi dr Nowaczyk.

„Coś” jest pod ziemią

Do katastrofy budowlanej w skrzydle północnym Zamku doszło w czwartek. Słup (wraz z całą kolumną) osunął się, powodując zarwanie się części stropów na trzech kondygnacjach. Według wstępnych ustaleń dra Nowaczyka, bezpośrednią przyczyną mogło być zapadnięcie się filaru ze względu na niestabilne podłoże.

- To było zupełnie niespodziewane. Takie rzeczy zdarzają się najczęściej w rejonach szkód górniczych. Wszystko dokładnie widać na filmie z monitoringu [prokuratura nie zezwoliła na jego zaprezentowanie opinii publicznej –red.]. Słup wszedł w grunt jak w masło. Tam pod ziemią musi być „coś”, co spowodowało tąpnięcie – mówi dr Nowaczyk.

Na dokładne ustalenie przyczyny przyjdzie czas po odgruzowaniu terenu, gdy przeprowadzone zostaną badania georadarem. Przypomnijmy, że eksperci pracowali w Zamku jeszcze przed katastrofą, gdy pojawiły się pęknięcia na ścianach. Wtedy wykonano badania geotechniczne, które wykazały, że do głębokości 4 metrów grunt jest nośny, dyrekcja Zamku zapewniała, że żadnego niebezpieczeństwa nie ma.

Teraz spekuluje się, że pusta przestrzeń (stare pomieszczenie?, tunel?, kawerna?) może się znajdować głębiej niż 4 metry pod ziemią. Trwa właśnie inspekcja instalacji wodnych i kanalizacji, by sprawdzić, czy jakaś usterka nie spowodowała nadmiernego nawilgocenia gruntu pod feralnym słupem.


Zapewniają, że innych niebezpieczeństw nie ma

Poza pracami zabezpieczającymi na miejscu katastrofy, cały czas prowadzony jest monitoring geodezyjny całego Zamku. Eksperci podkreślają, że nie ma powodu do żadnych obaw i pozostała część budynku jest bezpieczna.

- Zwiększyliśmy liczbę punktów pomiarowych. Wszędzie wyniki są dobre. Żadnych odchyleń większych niż tolerancja przy tego typu pomiarach, wynosząca zaledwie 0,3 milimetra – podkreśla dr Nowaczyk.

Od wtorku oba dziedzińce Zamku Książąt Pomorskich zostaną ponownie udostępnione zwiedzającym. Do odwołania, czyli zakończenia prac zabezpieczających, zamknięte będzie skrzydło północne (Sala Bogusława, Piwnica przy Krypcie, Taras Widokowy, Restauracja Zamkowa). Przez kilka najbliższych dni wyłączone z eksploatacji będzie też skrzydło wschodnie (m.in. Kino Zamek).

- Potrzebujemy je zamknąć, by na nowo zaaranżować nasze ekspozycje. Potrwa to najpóźniej do końca tygodnia, później skrzydło wschodnie będzie już otwarte – mówi Barbara Igielska, dyrektor Zamku Książąt Pomorskich.

W tym roku na Zamku nie odbędzie się Noc Muzeów (sobota 20 maja).