Tutaj liczą się setne części mikrometra, a trafiają nawet urządzenia do pomiaru… szerokości barków ratowników morskich. Wszystko to w budynku, który codziennie mijają setki Szczecinian, ale mało kto zagląda do środka. Od 125 lat mieści się w nim Okręgowy Urząd Miar.

Szczeciński urząd zajmuje gmach przy Pl. Lotników 4/5, jeden z nielicznych w okolicy, który przetrwał drugą wojnę światową. Wzrok przechodniów często przyciągają oryginalne, drewniane drzwi z bogato zdobionym portalowym obramowaniem. I to najczęściej ich jedyna styczność z Okręgowym Urzędem Miar.

„Żeby waga w sklepie odpowiednio zważyła pomidory”

Większość mieszkańców nie ma potrzeby, żeby odwiedzać to miejsce, ale to, co dzieje się w środku, znajduje bezpośrednie przełożenie na ich codzienne życie.

– To prawda, że nie wszyscy wiedzą, co dzieje się w tym reprezentacyjnym budynku Tymczasem nasze zadania koncentrują się na trzech czynnościach: legalizacji przyrządów pomiarowych, ich kontroli (możemy wystawiać mandaty do 500 zł) oraz wzorcowaniu – tłumaczy Krzysztof Skwark, dyrektor Okręgowego Urzędu Miar w Szczecinie.

W praktyce chodzi o to, żeby waga w sklepie odpowiednio zważyła nam pomidory, taksówkarz nie oszukał nas na taksometrze, a na wyświetlaczu dystrybutora nie pojawiła się zawyżona ilość paliwa wlanego do baku.

To najprostsze przykłady, ale zastosowań przyrządów pomiarowych jest multum, zwłaszcza w przemyśle. Każde z nich musi być poddane wzorcowaniu, a jeżeli wymaga tego prawo to zalegalizowane. W obu przypadka oznacza to sprawdzone w jednym z takich laboratoriów jakie znajdziemy w gmachu przy Pl. Lotników 4/5.

Z dokładnością do setnych części mikrometra

W pracowni długości cały czas utrzymywana jest temperatura 20 stopni Celsjusza i słyszymy, żeby nawet nie oddychać na płytki pomiarowe. Wilgoć może doprowadzić do korozji.

– Weryfikujemy tutaj płytki z dokładnością do setnych części mikrometra – opowiada Alfred Kuczyński, naczelnik Wydziału Usług Metrologicznych.

To praca dla osób z dużą cierpliwością i zamiłowaniem do precyzji. Wystarczy powiedzieć, że podczas sprawdzania mikrometrów trzeba dokładnie policzyć malutkie prążki interferencyjne, które pojawiają się na płaskiej powierzchni i określają jej stopień odchyłu od idealnego kształtu.

Od stacji pogodowych po taksometry

Zostawiamy suwmiarki i mikrometry, żeby zajrzeć do sąsiedniego pomieszczenia, w którym królują różnego rodzaju przyrządy do pomiaru ciśnienia. Później przechodzimy do laboratorium, w którym wzorcowane są wilgotnościomierze, termometry i stacje pogodowe.

Na stanowisku czasu testowane są sekundomierze, tachografy i taksometry. W pracowni elektrycznej znajdziemy m.in. kalibratory elektryczne. Za pomocą komparatora na poddaszu można porównać z tą wzorcową większe długości. W laboratorium masy sprawdzane są różnego rodzaju wagi i wzorce masy.

– W czasie swojej pracy przeszedłem od 2009 roku przez prawie wszystkie pracownie. Co jest tutaj najciekawszego? Wszystko jest ciekawe – uważa nasz przewodnik.

– Najmniej ciekawa jest praca dyrektora, bo za wszystko trzeba odpowiadać i człowiek siedzi głównie w papierach. To zdecydowanie mniej pasjonujące dla inżyniera – śmieje się Krzysztof Skwark, który pracę w urzędzie zaczął 23 lata temu i po drodze do gabinetu inżyniera też zaliczył wszystkie szczeble.

Jak pomieścić ratowników w helikopterze?

Okręgowy Urząd Miar w Szczecinie obejmuje swoją jurysdykcją województwa zachodniopomorskie i lubuskie. Dlatego funkcjonują również wydziały zamiejscowe w Koszalinie, Stargardzie, Gorzowie i Zielonej Górze. Łącznie we wszystkich lokalizacjach zatrudnionych jest około 70 osób. I wciąż są wakaty.

– Czynności jest dużo, mamy za mało ludzi i tak naprawdę jesteśmy dość mocno obciążeni pracą – mówi Krzysztof Skwark.

To praca, która wymaga ciągłej nauki, gdyż cały czas zmieniają się przepisy dotyczące różnych aspektów pracy urzędu. Czasem pojawiają się też bardzo nietypowe urządzenia do wzorcowania.

– Ostatnio dostaliśmy antropometr. To urządzenia służące do mierzenia szerokości barków ratowników morskich – opowiada Alfred Kuczyński.

Po co potrzebne są takie pomiary? Pomagają ustalić, czy ratownicy spokojnie zmieszczą się do helikoptera.

„Miałam przyjechać na chwilę, a zostałam na zawsze”

Gmach przy pl. Lotników 4/5 od zawsze był urzędem miar. Właśnie z myślą o takiej funkcji zbudowano go w latach 1900–01, a później kontynuowali ją w tym miejscu Polacy, którzy przejęli budynek w 1945 roku. I choć po drodze pojawiali się różni „sublokatorzy” (m.in. przedwojenny bank i spółdzielnia pracy), to najważniejsze zawsze były tutaj przyrządy pomiarowe.

Po wojnie był to najpierw obwodowy urząd miar podlegający Poznaniowi. Większą niezależność zyskał z początkiem 1977 roku, gdy został awansowany do rangi Okręgowego Urzędu Miatr. Zbliża się więc okrągła, 50. rocznica.

To niemal tyle, co staż pracy pani Bożeny Wilczyńskiej, która jest zatrudniona w szczecińskim Okręgowym Urzędzie Miar od 41 lat.

– Przeprowadziłam się do Szczecina spod Łodzi. Miałam przyjechać na chwilę, a zostałam na zawsze – opowiada. – Tyle lat tutaj pracuję, że musi mi się podobać w urzędzie. Najważniejsze, że codziennie przychodzę z przyjemnością. Co się zmieniło? Kiedyś przyjmowanie wniosków było łatwiejsze, wystarczyła jedna kartka, a teraz jest tyle papierów do wypełnienia. No i laboratoria się rozbudowały.

Oryginalna stolarka okienna i drzwiowa

Gmach przy Pl. Lotników jest wpisany do gminnej ewidencji zabytków. Poza drzwiami (wejściowymi i wewnętrznymi), zachowała się też oryginalna stolarka okienna. Na przestronnym strychu można z bliska przyjrzeć się konstrukcji dachu.

– Historyczny budynek to pewne ograniczenia dotyczą remontu elewacji i przystosowania obiektu do potrzeb osób z niepełnosprawnościami. Ale jednocześnie to po prostu ładny, reprezentacyjny budynek i w dodatku świetnie zlokalizowany – podkreśla Krzysztof Skwark.

Stała Plancka zamiast platynowego cylindra

Najsłynniejszym gmachem związanym z pomiarami jest siedziba Międzynarodowego Biura Miar i Wag w podparyskim Sevres. Przechowywane tam są historyczne wzorce jak na przykład metalowy cylinder ze stopu platyny i irydu o wadze dokładnie jednego kilograma.

W 2019 roku zdecydowano jednak, że precyzyjniej będzie przejść na wartości definiowane wzorami. I tak kilogram jest definiowany teraz za pomocą stałej Plancka, wynoszącej 6,62607015 × 10⁻³⁴ J⋅s i realizowana za pomocą wagi Kibble’a.

– A tak naprawdę jeden kilogram to nigdy nie jest dokładnie jeden kilogram – podsumowuje dyrektor Krzysztof Skwark.

[1/23]
AUTOR ZDJĘCIA: K. Rzeszotarska
[2/23]
AUTOR ZDJĘCIA: K. Rzeszotarska
[3/23]
AUTOR ZDJĘCIA: K. Rzeszotarska
[4/23]
AUTOR ZDJĘCIA: K. Rzeszotarska
[5/23]
AUTOR ZDJĘCIA: K. Rzeszotarska
[6/23]
AUTOR ZDJĘCIA: K. Rzeszotarska
[7/23]
AUTOR ZDJĘCIA: K. Rzeszotarska
[8/23]
AUTOR ZDJĘCIA: K. Rzeszotarska
[9/23]
AUTOR ZDJĘCIA: K. Rzeszotarska
[10/23]
AUTOR ZDJĘCIA: K. Rzeszotarska
[11/23]
AUTOR ZDJĘCIA: K. Rzeszotarska
[12/23]
AUTOR ZDJĘCIA: K. Rzeszotarska
[13/23]
AUTOR ZDJĘCIA: K. Rzeszotarska
[14/23]
AUTOR ZDJĘCIA: K. Rzeszotarska
[15/23]
AUTOR ZDJĘCIA: K. Rzeszotarska
[16/23]
AUTOR ZDJĘCIA: K. Rzeszotarska
[17/23]
AUTOR ZDJĘCIA: K. Rzeszotarska
[18/23]
AUTOR ZDJĘCIA: K. Rzeszotarska
[19/23]
AUTOR ZDJĘCIA: K. Rzeszotarska
[20/23]
AUTOR ZDJĘCIA: K. Rzeszotarska
[21/23]
AUTOR ZDJĘCIA: K. Rzeszotarska
[22/23]
AUTOR ZDJĘCIA: K. Rzeszotarska
[23/23]
AUTOR ZDJĘCIA: K. Rzeszotarska