- Na budynek Cezasu i jego otoczenie trzeba spojrzeć całościowo. To charakterystyczna lokalizacja w centrum miasta, która jest łącznikiem między Galerią Galaxy a historycznym centrum Szczecina. Wbrew temu, co jest zapisane w planie ogólnym, nie powinniśmy maksymalizować powierzchni użytkowej mieszkalnej, tylko stworzyć przestrzeń użyteczną dla mieszkańców i turystów - ocenia Michał Wąsik z Asset Home.
Wraz z miejskim konserwatorem zabytków Michałem Dębowskim, dziekan Wydziału Architektury ZUT Klarą Czyńską i radną miejską Wiktorią Rogaczewską dyskutowali nad przyszłością szczecińskiej architektury PRL podczas Archiwolty.
„Śmieję się, że wychowujemy kolejne pokolenie Szczecinian”
Z jednej strony na szczecińskim rynku jest nadmiar mieszkań, ale to nie oznacza, że przyszły wieżowiec przy ulicy Rayskiego, który mógłby zająć miejsce Cezasu, byłby skazany na porażkę. Na jego budowę pozwala plan ogólny uchwalony w czerwcu tego roku.
- Jeśli na tym placu powstaną biurowce - skomercjalizują się. Jeśli powstaną mieszkania - na pewno się sprzedadzą. Sam tam kupię mieszkanie. Z punktu biznesowego to rewelacyjne rozwiązanie, bo sporo się na tym zarobi. Nie jestem jednak za powiększaniem pum-u - ocenia Michał Wąsik.
Jak proponuje, to miejsca na parking podziemny i przede wszystkim usługi dla mieszkańców i turystów. - Jeżeli dobudujemy do tego nowoczesną architekturę o wysokości nawet 40-50 metrów, a wszystko połączy się w spójną całość, myślę że zostaną spełnione oczekiwania mieszkańców.
Dawny pawilon Centrali Zaopatrzenia Szkół w ponad 90 procentach należy do miasta. Niewielki fragment należy do właścicieli sklepu „Krystal”.
- Stan techniczny budynku jest całkiem dobry. Co prawda był kilka razy remontowany, ale to konstrukcja żelbetowa, która ma dobrą wytrzymałość - ocenia Andrzej Bajor. Jest drugim pokoleniem, które prowadzi sklep z pościelą. W parterze Cezasu najpierw działał jako państwowy, a od 36 lat prowadzony jest w ramach rodzinnego biznesu.
- Wielu klientów wspomina, jak przychodziło tutaj ze swoimi mamami, a teraz przychodzą z córkami. Śmieję się, że wychowujemy kolejne pokolenie Szczecinian. Przyjeżdżają do nas klienci z Torunia, Gdańska, a ostatnio odwiedzili nas nawet dawni mieszkańcy Szczecina, którzy od lat żyją w Stanach Zjednoczonych. Zrobili bardzo duże zakupy i poprosili o wysłanie ich pocztą - uśmiecha się Andrzej Bajor.
„W bardzo łatwy sposób możemy rozwiązać dwa problemy”
Pawilon z lat 60. według projektu Mariana Rąbka jest brany pod uwagę przez radnych miejskich jako nowa siedziba Filii nr 28 Miejskiej Biblioteki Publicznej, która od lat mieści się w tymczasowym pawilonie przy Placu Lotników.
Wraz ze sprzedażą działki wzdłuż Placu Adamowicza, filia zostanie pozbawiona siedziby. Choć obecna i tak od lat jest niewystarczająca i niedostępna dla osób z niepełnosprawnościami. Zajmuje około 165 m kw. powierzchni użytkowej i znajduje się na piętrze, a zamiast windy mamy wąską klatkę schodową.
- W bardzo łatwy sposób możemy rozwiązać dwa problemy. Myślimy, aby była to biblioteka w nowym wydaniu, pełniąca wiele funkcji społecznych, budująca naszą odporność społeczną. Przed budynkiem mamy wspaniałe otoczenie, które dzisiaj jest totalnie zdegradowane przez pawilony gastronomiczne. Kiedy oczyścimy tę przestrzeń, zyskamy bardzo wdzięczny plac, który będzie współgrać z funkcją kulturalną - argumentuje radna Wiktoria Rogaczewska, która reaktywowała pomysł nowej funkcji dla Cezasu.
Jak podkreśla, mowa nie tylko o bibliotece jako miejscu wypożyczenia książek i otrzymywania kodów Legimi. To potencjał i szansa na nowe miejsce spotkań kulturalnych i autorskich z mieszkańcami.
- Umieszczenie biblioteki w Cezasie jest bardzo dobrym pomysłem. Pomieszczenia na górze są bardzo jasne i przestronne, a te żaluzje pionowe nawiązują trochę do kartek. Działalność mojego sklepu i biblioteki w żaden sposób nie będą ze sobą kolidować - zapewnia Andrzej Bajor.
Jaka jest szansa, że Cezas faktycznie stanie się nową siedzibą jednej z najprężniej działających filii? Radni z komisji ds. kultury złożyli dezyderat do prezydenta Piotra Krzystka w sprawie rozważenia możliwości przeniesienia biblioteki.
„Materialne ocalony, ale zniknął z krajobrazu”
Żadna inna architektura nie budzi tak skrajnych emocji jak modernizm. Nie brakuje zarówno zwolenników wyburzania tego typu obiektów (wśród argumentów wymieniają, że są zaniedbane, zniszczone, „źle się zestarzały), jak i obejmowania ich ochroną (doskonałe planowanie urbanistyczne, duże ilości światła i zieleni wokół budynków).
W zachodniopomorskim rejestrze zabytków znajdziemy kilka przykładów moderny, choć niektóre z wpisów nazywane są „pyrrusowym zwycięstwem”. - Pamiętamy głośną debatę przy Kinie Kosmos. To wybitny obiekt kultury, który został heroicznie ocalony - przypomina miejski konserwator zabytków Michał Dębowski.
Niestety, kontekst budynku według projektu Andrzeja Korzeniowskiego został bezpowrotnie stracony. Pierwotnie gmach kina został wycofany w głąb ulicy, dzięki czemu przed powstał plac - z jednej strony dawał przestrzeń i oddech, z drugiej pozwalał na oglądanie panoramicznej mozaiki autorstwa Sławomira Lewińskiego i Emanuela Messera. Teraz to niemożliwe.
- Kosmos jest materialnie ocalony, ale zniknął z krajobrazu urbanistycznego. Stary miejscowy plan dopuszczał odbudowę XIX-wiecznej pierzei i pojawił się konflikt wartości. Postawiliśmy na odtworzenie pierzei, ale utraciliśmy ekspozycję wybitnego przykładu architektury modernistycznej - dodaje Michał Dębowski.
Z jednej strony przykład pożądanej realizacji…
Najmłodszym przykładem szczecińskiego modernizmu, który doczekał się wpisu do rejestru zabytków, jest wiata na przystanku Szczecin Pogodno z 1973 roku. Zaprojektowała ją architekt Danuta Rysiecka we współpracy z konstruktorem Henrykiem Kowalczykiem.
- Przy niej też była duża dyskusja, czy warto ją chronić, podważano jej wartości. Musieliśmy pójść na pewne ustępstwa, ale udało się ją uratować. W pracach brali udział dyplomowani konserwatorzy dzieł sztuki, którzy zwracali uwagę na bardzo szczegółowy poziom detalu. Na łączeniach nowych słupów wykonali mazerunki imitujące dawne deskowanie szalunku. Chciałoby się, żeby więcej tego typu realizacji było w naszym mieście - dodaje Michał Dębowski.
… z drugiej krzyk o braku docenienia
Od ładnych kilku lat w rejestrze zabytków znajdziemy także słynny Grzybek Baltony, który mijamy na ul. Gdańskiej. Za jego projekt odpowiadają Andrzej Korzeniowski i Maria Michałowska. Żelbetowa rotunda stanęła przy ul. Gdańskiej w 1966 roku jako sklep sieci Baltona.
- Ma ogromny potencjał, ale wymaga adaptacji, przywrócenia funkcji, Jest podstawowo zabezpieczony, ale krzyczy na wjeździe do Szczecina, że ta architektura modernistyczna nie jest do końca doceniana w tym mieście - mówi Michał Dębowski.
Nieruchomość z grzybkiem jest w rękach prywatnej firmy z Hiszpanii, która planowała w tym miejscu zrealizowanie projektu pt. „Szczecin Odra Park”.
W rejestrze zabytków znajdziemy także (choć jako cały zespół szpitalny) Aulę Kopernikańską na Pomorzanach z 1972 roku według projektu Mariana Rąbka.
Niekiedy znikają w ciszy i zapomnieniu
W Szczecinie nie brakuje jednak i wyburzeń modernistycznej tkanki. W 2020 roku z rogu ul. Malczewskiego i Matejki zniknął Dom Marynarza według projektu „warszawskich tygrysów”, czyli cenionego tria architektonicznego - Wacława Kłyszewskiego, Jerzego Mokrzyńskiego oraz Eugeniusza Wierzbickiego.
Od 2007 roku na Bramie Portowej nie mijamy także Grzybka według Kazimierza Stachowiaka. Modernistyczny pawilon dyspozytorni ruchu był kultowym punktem spotkań Szczecinian. Musiał jednak ustąpić jednemu z dwóch biurowców, które stanęły na Bramie Portowej.
Wspomnieniem jest także modernistyczny Szczeciński Dom Sportu przy ul. Wąskiej. Budowa jednego z pierwszych kompleksów sportowych powojennego Szczecina według projektu Mariana Rąbka rozpoczęła się na przełomie lat 50 i 60. Sportowcy mieli tutaj do dyspozycji basen, halę sportową, internat oraz część otwartą z basenem i kortami tenisowymi.
Decyzja o jego wyburzeniu zapadła w 2022 roku po zawaleniu się fragmentu jednej ze ścian. Zdaniem grupy architektów to jeden z najcenniejszych i najbardziej spektakularnych, modernistycznych obiektów. Kompleks sportowy zastąpiła nowoczesna zabudowa z większą halą sportową, dostosowaną do współczesnych wymagań.
„Niszczymy pierwsze polskie ślady w Szczecinie”
Pawilony handlowe sklepu „Barbara” oraz Baru Ekstra zniknęły w ciszy i zapomnieniu. Teraz, w miejscu tego pierwszego, mamy różową plombę, która w 2012 roku została nominowana do Makabryły Roku (ogólnopolski antykonkurs portalu Bryła.pl). Bez echa swoją historię zakończył również pawilon kombinatu cukierniczego „Lucynka i Paulinka” przy al. Wojska Polskiego.
- Dzisiaj część z nich wydaje nam się mało zrozumiała, jak na przykład wysokościowce przy Placu Zgody czy zabudowa grzebieniowa przy ulicy Wyszyńskiego w miejscu dawnego Starego Miasta. Według mnie to był ostatni tak kompletny okres w projektowaniu. Czasem nie rozumiemy pierwszych mieszkańców Szczecina, którzy w piecach palili książkami czy pięknymi meblami. Tylko, że oni palili czymś, co przed chwilą należało do ich wrogów i nie mieli przekonania, że Szczecin będzie Polski. A my niszczymy pierwsze polskie ślady w Szczecinie - komentuje architekt Aleksandra Kopińska-Szykuć, pomysłodawczyni i prowadząca Archiwoltę.
Zwraca przy tym uwagę na pawilon Dworca PKS, który nie jest objęty żadną ochroną konserwatorską. W jego miejscu również mogą stanąć dwa wieżowce wysokie na 90 metrów.
Komentarze