„Gdy moje dziecko idzie do szkoły, nie ma jak bezpiecznie przejść. Kiedyś pasy nie były potrzebne, bo mieliśmy chodnik. Teraz urywa się w połowie, a dodatkowo parkują na nim samochody. Czy musi dojść do tragedii, aby coś się zmieniło? Na co czekamy? Na pierwszego trupa na skrzyżowaniu?” – pytają zrezygnowani mieszkańcy ulicy Herbowej.

Przed kontrowersyjną budową przy ulicy Szymanowskiego (która w 2024 roku została wstrzymana i czeka na decyzję NSA), mieszkańcy okolicznej zabudowy wielorodzinnej przy ul. Herbowej i Szymanowskiego mogli korzystać z chodnika, który prowadził w stronę Jasnych Błoni i Urzędu Miasta.

Wraz z rozpoczęciem prac i ogrodzeniem placu budowy, część chodnika została zabrana i pozostały tylko miejsca postojowe. Pozostała część chodnika także jest notorycznie zajmowana przez samochody. W efekcie mieszkańcy wychodzący z ulicy Herbowej nie mają jak bezpiecznie przejść na drugą stronę ulicy.

– Od dwóch lat budowa jest wstrzymana. Mamy ogrodzony teren, na którym zalęgły się szczury wielkości kotów, ale nie mamy chodnika i przejścia dla pieszych, dzięki któremu moglibyśmy spokojnie przejść. Proszę zobaczyć, jak idą ludzie. Przez środek skrzyżowania albo wzdłuż samochodów. A ruch jest tutaj spory – mówi pani Grażyna.

Podczas około półgodzinnej obserwacji zauważyliśmy dziesiątki mieszkańców. Chcąc dostać się na drugą stronę, wybierali albo przejście przez środek skrzyżowania, albo przejście wzdłuż zaparkowanych samochodów (jeśli nie chcieli przechodzić przez środek jezdni). Wśród pieszych byli zarówno starsi mieszkańcy, matki z dziećmi oraz uczniowie pobliskich szkół.

– Moje dzieci tędy idą, ale co mamy zrobić? Tutaj nie ma jak sensownie przejść. A ruch jest duży, zwłaszcza rano. Kierowcy trąbią na ludzi i w sumie mają rację. Jest bałagan, którego miasto nie ma zamiaru uregulować. Nikomu na tym nie zależy, bo parkowanie jest darmowe. A wydzielenie przejścia dla pieszych wiązałoby się z usunięciem kilku miejsc do postoju – mówi pani Grażyna.

– Dla urzędników i interesariuszy to super rozwiązanie, bo mogą tutaj parkować. Dla nas to jednak fatalne rozwiązanie, bo nie da się przejść. Kiedy ktoś potrąci moje dziecko, czyja to będzie wina? – pyta pan Marek.

Mieszkańcy prosili o pomoc radnych miejskich. Interpelację w ich sprawie złożył pod koniec sierpnia m.in. radny Wojciech Kępka. Nie ma jednak na nią odpowiedzi.

Redakcja wSzczecinie.pl również wysłała w tej sprawie pytania do magistratu. Do sprawy powrócimy.

[1/7]
AUTOR ZDJĘCIA: K. Rzeszotarska
[2/7]
AUTOR ZDJĘCIA: K. Rzeszotarska
[3/7]
AUTOR ZDJĘCIA: K. Rzeszotarska
[4/7]
AUTOR ZDJĘCIA: K. Rzeszotarska
[5/7]
AUTOR ZDJĘCIA: K. Rzeszotarska
[6/7]
AUTOR ZDJĘCIA: K. Rzeszotarska
[7/7]
AUTOR ZDJĘCIA: K. Rzeszotarska