Olga Bratkowska, będąc w ciąży bliźniaczej, trafiła do szpitala z krwawieniem śródmózgowym. Lekarze ze szpitala na Unii Lubelskiej stanęli przed koniecznością przeprowadzenia prawdopodobnie pierwszej na świecie embolizacji u pacjentki z dwojgiem nienarodzonych dzieci. - Zabieg przebiegł zgodnie z planem, a możliwość dalszego bezpiecznego utrzymania ciąży była najlepszym rezultatem, jaki mogliśmy osiągnąć - podkreśla prof. Wojciech Poncyljusz, kierownik Zakładu Diagnostyki Obrazowej i Radiologii Interwencyjnej USK-1 PUM.

Pani Olga była w 29. tygodniu ciąży, gdy nagle zaczęła mieć poważne trudności z mówieniem i czytaniem. Ze szpitala w Kołobrzegu trafiła do Kliniki Neurologii z Pododdziałem Udarowym Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego nr 1 PUM w Szczecinie.

Zdiagnozowano u niej krwawienie w lewej półkuli mózgu oraz towarzyszący mu obrzęk. Zdecydowano o przeprowadzeniu zabiegu embolizacji, czyli zamknięcia krwawiącego naczynia. Kluczowe było jednak zapewnienie bezpieczeństwa nienarodzonym dzieciom.

Lekarze byli przygotowani na każdy scenariusz

Na bloku operacyjnym przygotowano wszystko, co potrzebne do przeprowadzenia błyskawicznego cięcia cesarskiego, a także stanowiska neonatologiczne z inkubatorami. W gotowości były zespoły anestezjologiczny, położniczy i neonatologiczne. Przygotowana była też specjalistyczna karetka do przewozu dzieci na intensywną terapię noworodka w Policach.

Na szczęście, żadne z powyższych nie było potrzebne.

- Szczęśliwe zakończenia takich historii są dla nas ogromną radością, ale również dodają naszym zespołom siły do podejmowania kolejnych, nawet najtrudniejszych wyzwań - mówi dr hab. n. med. Konrad Jarosz, Dyrektor Naczelny USK-1 PUM w Szczecinie.

Mila i Maks rozwijają się prawidłowo

Pani Olga urodziła w 37. tygodniu ciąży przez planowane cięcie cesarskie. Na świat przyszli Mila i Maks. Chłopiec w nienaruszonym worku owodniowym, czyli okazał się być „w czepku urodzonym”. To rzadka sytuacja, która zwykle kojarzona jest ze szczęściem i pomyślnością.

Mama nie ma powikłań neurologicznych, a Maks i Mila rozwijają się prawidłowo. We wtorek odwiedzili szpital przy Unii Lubelskiej.

- To był bardzo trudny czas. Bałam się nie tylko o siebie, ale przede wszystkim o Milę i Maksa. Od początku czułam jednak, że jesteśmy w dobrych rękach i że nad naszym bezpieczeństwem czuwa wiele osób. Jestem ogromnie wdzięczna zespołowi „Jedynki”, wszystkim lekarzom, położnym, pielęgniarkom i całemu personelowi, który się nami opiekował - za wiedzę i profesjonalizm, ale również za spokój, cierpliwość, serce i poczucie bezpieczeństwa, które mi dawali. Dzisiaj najważniejsze jest dla mnie to, że Mila i Maks są zdrowi, a ja mogę być razem z nimi, ich starszym bratem Filipem oraz mężem - podkreśla Olga Bratkowska.