Zbliżają się mistrzostwa świata w piłce nożnej w Kongo. Sam Kurtz to biznesmen, który wygrywa przetargi na budowy stadionów nie do końca legalnymi sposobami… Jego osoba wzbudza zainteresowanie mediów. Korespondent Marlow wyrusza zatem do Afryki, by przeprowadzić śledztwo. Tak zaczyna się „Jądro ciemności”, najnowszy spektakl w repertuarze Teatru Polskiego w Szczecinie. Inscenizacja miała swoją premierę na Scenie Szekspirowskiej 10 października, a wyreżyserował ją Tadeusz Pyrczak.

Świat zdominowany przez media

Przedstawienie to nie jest wierną adaptacją słynnego dzieła Josepha Conrada. Reżyser wraz z dramaturgiem Kamilem Białaszkiem przenoszą widzów w czasy współczesne, zdominowane przez medialne przekazy, w których rzetelna, udokumentowana naukowo wiedza, często przegrywa z komercyjnym, populistycznym szumem informacyjnym. W spektaklu mamy więc rewię multimedialnych przekazów, a wypowiedzi i komunikaty przekazywane są częstokroć jednocześnie ze sceny i z ekranu. Także niektóre sceny dzieją się w dwóch miejscach w tym samym czasie, co zmusza do podzielności uwagi. Na środku sceny wielki dół w ziemi, symbolizujący otchłań, w którą wkracza Krzysztof Marlow (w tej roli Michał Sztendel).

To bardzo progresywny korespondent i obserwator świata. Ze swoim mikrofonem trafia na terytorium, gdzie przenikają się wojna, migracja, kryzys i wyzysk, a on, zgodnie ze strategią swoich przełożonych, manipuluje wiedzą i informacjami, które są mu dane. Jednak charyzma Kurtza (Piotr Biernat) go przytłacza i wywiad z nim staje się autoprezentacją finansowego magnata, który zręcznie uzasadnia wszystkie swoje machinacje. 

Ekstremalny program podróżniczy

Rzeczywistość medialnych korporacji jest ukazana w tej inscenizacji z dużą dozą ironii. Spektakl wykorzystuje różne konwencje telewizyjne. Zderza format programu śniadaniowego (prowadzonego przez ambitną prezenterkę Joannę, którą kreuje Marta Uszko) z teleturniejem i programem podróżniczym (dość ekstremalnym). Pojawia się nawet Hitler (w tej roli Bartosz Buława, który kreuje też rolę producenta telewizyjnego), komentujący migrację i dyskutujący z owczarkiem, a także eksperci (jako socjolog Zbigniew). Ich wypowiedzi ubarwiają narrację, ale też nieuchronnie prowadzą do niewesołych konstatacji.

Przemoc w wyższym celu

Jak wiadomo, Friedrich Ratzel w 1901 roku wprowadził do geografii politycznej termin „Lebensraum”. Pod wpływem teorii Darwina ukazał państwa jako organizmy walczące o terytoria i zasoby ludzkie. Silniejsze z nich zagarniają ziemię oraz surowce, a politycy tłumaczą to potrzebami swych krajów. Realizatorzy spektaklu inspirowali się reportażową książką Svena Lindqvista „Wytępić całe bydło”, w której znajdujemy analizę idei i mechanizmów myślenia, pozwalających usprawiedliwiać kolonializm, niewolnictwo i ludobójstwo. Przemoc może zostać opisana jako racjonalne postępowanie, a człowiek jest jedynie jednostką zysku lub straty. „Jądro ciemności” podejmuje zatem także kwestię języka, który zaciemnia nasze widzenie świata, ukrywając niewygodne, niepasujące do koncepcji treści…

Interesujące, nietypowe kreacje

W spektaklu są też piosenki, które można traktować jako komentarz do poszczególnych sekwencji. Śpiewa je Zofia Justyńska, która kreuje role partnerki Sama oraz Pangei. „Wszyscy jesteśmy Kurtzami” – to znamienny refren jednego z wykonywanych przez nią utworów. Chociaż dialogi są dość gęste treściowo, to zdecydowanie nie jest to spektakl przegadany, a aktorzy stworzyli interesujące, zajmujące uwagę kreacje. Oprócz już wymienionych także: Maciej Szczepanik jako Lewak, Spiker oraz Rosjanin, a także Mateusz Nguyen (gościnnie) bardzo sugestywnie wcielający się w rolę imigranta z Azji. Niewątpliwie także Sławomir Kołakowski jako Wujek Zbigniew, który niedbale ubrany spędza czas przed telewizorem, rozpamiętując przeszłość, ogląda emisje swoich dawnych programów, a potem ironicznie komentuje najnowsze produkcje.

Humor występuje w spektaklu także wówczas, gdy otrzymujemy relacje z mundialu. Spikerki (Marta Uszko i Zofia Justyńska) transmitują m.in. mecz Izrael – Palestyna, który z oczywistych względów wzbudza pozasportowe emocje… Twórcy inscenizacji postarali się zatem, by ważne przekazy podać widzowi w możliwie mało moralizatorski sposób, dając publiczności także dość dużą dozę nieszablonowej rozrywki. Kostiumy Jerzego Basiury (pojawiają się m.in. postacie w egipskich maskach i z głowami psów) i elektryzująca muzyka Bartosza Dziadosza dopełniają całości.

Monolog, który zapamiętamy

W końcowej części spektaklu następuje monolog Sama Kurtza, w którym nie ekspansywnie, lecz jednak bardzo stanowczo, punktuje on naszą hipokryzję w kwestii migracji i uzasadniania własnej wyższości wobec innych. Piotr Biernat wchodzi wówczas w interakcję z widzami i pyta m.in. czy słowo „Murzyn” kiedyś się znormalizuje… Jego przemowa to bezsprzecznie jeden z najlepszych fragmentów tego ważnego przedstawienia.

„Jądro ciemności” wróci do repertuaru prawdopodobnie w przyszłym roku. Mam nadzieję, że ta inscenizacja wyjedzie też kiedyś poza Szczecin, bo zdecydowanie warto, by zobaczyli ją widzowie w innych miastach.