Świat zdominowany przez media
Przedstawienie to nie jest wierną adaptacją słynnego dzieła Josepha Conrada. Reżyser wraz z dramaturgiem Kamilem Białaszkiem przenoszą widzów w czasy współczesne, zdominowane przez medialne przekazy, w których rzetelna, udokumentowana naukowo wiedza, często przegrywa z komercyjnym, populistycznym szumem informacyjnym. W spektaklu mamy więc rewię multimedialnych przekazów, a wypowiedzi i komunikaty przekazywane są częstokroć jednocześnie ze sceny i z ekranu. Także niektóre sceny dzieją się w dwóch miejscach w tym samym czasie, co zmusza do podzielności uwagi. Na środku sceny wielki dół w ziemi, symbolizujący otchłań, w którą wkracza Krzysztof Marlow (w tej roli Michał Sztendel).
To bardzo progresywny korespondent i obserwator świata. Ze swoim mikrofonem trafia na terytorium, gdzie przenikają się wojna, migracja, kryzys i wyzysk, a on, zgodnie ze strategią swoich przełożonych, manipuluje wiedzą i informacjami, które są mu dane. Jednak charyzma Kurtza (Piotr Biernat) go przytłacza i wywiad z nim staje się autoprezentacją finansowego magnata, który zręcznie uzasadnia wszystkie swoje machinacje.
Ekstremalny program podróżniczy
Rzeczywistość medialnych korporacji jest ukazana w tej inscenizacji z dużą dozą ironii. Spektakl wykorzystuje różne konwencje telewizyjne. Zderza format programu śniadaniowego (prowadzonego przez ambitną prezenterkę Joannę, którą kreuje Marta Uszko) z teleturniejem i programem podróżniczym (dość ekstremalnym). Pojawia się nawet Hitler (w tej roli Bartosz Buława, który kreuje też rolę producenta telewizyjnego), komentujący migrację i dyskutujący z owczarkiem, a także eksperci (jako socjolog Zbigniew). Ich wypowiedzi ubarwiają narrację, ale też nieuchronnie prowadzą do niewesołych konstatacji.
Przemoc w wyższym celu
Jak wiadomo, Friedrich Ratzel w 1901 roku wprowadził do geografii politycznej termin „Lebensraum”. Pod wpływem teorii Darwina ukazał państwa jako organizmy walczące o terytoria i zasoby ludzkie. Silniejsze z nich zagarniają ziemię oraz surowce, a politycy tłumaczą to potrzebami swych krajów. Realizatorzy spektaklu inspirowali się reportażową książką Svena Lindqvista „Wytępić całe bydło”, w której znajdujemy analizę idei i mechanizmów myślenia, pozwalających usprawiedliwiać kolonializm, niewolnictwo i ludobójstwo. Przemoc może zostać opisana jako racjonalne postępowanie, a człowiek jest jedynie jednostką zysku lub straty. „Jądro ciemności” podejmuje zatem także kwestię języka, który zaciemnia nasze widzenie świata, ukrywając niewygodne, niepasujące do koncepcji treści…
Interesujące, nietypowe kreacje
W spektaklu są też piosenki, które można traktować jako komentarz do poszczególnych sekwencji. Śpiewa je Zofia Justyńska, która kreuje role partnerki Sama oraz Pangei. „Wszyscy jesteśmy Kurtzami” – to znamienny refren jednego z wykonywanych przez nią utworów. Chociaż dialogi są dość gęste treściowo, to zdecydowanie nie jest to spektakl przegadany, a aktorzy stworzyli interesujące, zajmujące uwagę kreacje. Oprócz już wymienionych także: Maciej Szczepanik jako Lewak, Spiker oraz Rosjanin, a także Mateusz Nguyen (gościnnie) bardzo sugestywnie wcielający się w rolę imigranta z Azji. Niewątpliwie także Sławomir Kołakowski jako Wujek Zbigniew, który niedbale ubrany spędza czas przed telewizorem, rozpamiętując przeszłość, ogląda emisje swoich dawnych programów, a potem ironicznie komentuje najnowsze produkcje.
Humor występuje w spektaklu także wówczas, gdy otrzymujemy relacje z mundialu. Spikerki (Marta Uszko i Zofia Justyńska) transmitują m.in. mecz Izrael – Palestyna, który z oczywistych względów wzbudza pozasportowe emocje… Twórcy inscenizacji postarali się zatem, by ważne przekazy podać widzowi w możliwie mało moralizatorski sposób, dając publiczności także dość dużą dozę nieszablonowej rozrywki. Kostiumy Jerzego Basiury (pojawiają się m.in. postacie w egipskich maskach i z głowami psów) i elektryzująca muzyka Bartosza Dziadosza dopełniają całości.
Monolog, który zapamiętamy
W końcowej części spektaklu następuje monolog Sama Kurtza, w którym nie ekspansywnie, lecz jednak bardzo stanowczo, punktuje on naszą hipokryzję w kwestii migracji i uzasadniania własnej wyższości wobec innych. Piotr Biernat wchodzi wówczas w interakcję z widzami i pyta m.in. czy słowo „Murzyn” kiedyś się znormalizuje… Jego przemowa to bezsprzecznie jeden z najlepszych fragmentów tego ważnego przedstawienia.
„Jądro ciemności” wróci do repertuaru prawdopodobnie w przyszłym roku. Mam nadzieję, że ta inscenizacja wyjedzie też kiedyś poza Szczecin, bo zdecydowanie warto, by zobaczyli ją widzowie w innych miastach.
Komentarze