Zaczynał od aktorstwa
Rozmowę w Willi Lentza poprowadził Damian Romaniak. Poprzedziła ją projekcja dokumentu „Kostka cukru” z 1987 roku – reportażu, za który Bławut został nagrodzony „Brązowym Lajkonikiem” podczas Ogólnopolskiego Festiwalu Filmów Krótkometrażowych w Krakowie.
Pierwsze pytania dotyczyły m.in. początków zainteresowania Jacka Bławuta kinem. Reżyser opowiadał, że urodził się na zamku Grodno koło Wałbrzycha i jako dziecko zagrał w realizowanym tam filmie „Biały rycerz”. Później występował także w innych produkcjach i postanowił zdawać do szkoły aktorskiej, jednak nie został przyjęty. Następnie próbował dostać się na wydział operatorski łódzkiej Filmówki, gdzie ostatecznie ukończył studia.
Film może być terapią
Jako operator pracował m.in. z Krzysztofem Kieślowskim przy „Dekalogu 10” oraz z Markiem Koterskim przy filmach „Życie wewnętrzne” i „Dzień świra”. O Kieślowskim mówił:
– To był świetny człowiek, bardzo dbający o współpracowników, osoba o wielkiej wrażliwości. Pomysł, by każdy odcinek „Dekalogu” powstawał z udziałem innego operatora, był bardzo motywujący i przyniósł interesujące efekty, bo każdy z nas ma przecież trochę inny system pracy. Cieszę się, że także mogłem być częścią tego przedsięwzięcia.
Pytany o własną wizję dobrego dokumentu, odpowiadał:
– Najważniejsze jest to, by być blisko drugiej osoby i otworzyć siebie. Trzeba dużo dać z siebie, by móc też coś otrzymać od swojego bohatera. Bardzo istotne jest zaufanie. Mam taką zasadę, że realizuję film tylko wtedy, gdy mój bohater naprawdę tego chce. Nie ma innej możliwości, zważywszy że zaangażowanie emocjonalne po obu stronach jest bardzo duże. Michał, któremu poświęciłem film „Szczur w koronie”, zmagał się z chorobą alkoholową i praca nad tym obrazem była dla niego formą terapii. W przypadku „Wojownika” było tak, że realizacja dosłownie trzymała Piotrowskiego przy życiu, bo jego stan zdrowia był bardzo poważny. Spadł z najwyższego piętra, z jakiego można było spaść, i widziałem, że każdy dzień zdjęć bardzo wiele mu dawał.
Kilka minut spotkania poświęcono również „Kostce cukru”. Ten dziewięciominutowy obraz, mimo upływu lat od powstania, nadal wywołuje duże wrażenie.
To, co zobaczyłem, mnie poraziło
– Realizowałem film o dżokeju Leonie Chatizowie, który miał bardzo ciekawą biografię. Był m.in. łącznikiem generała Kleeberga oraz wielkim znawcą i miłośnikiem koni. Pojechałem na Wielką Pardubicką i to, co zobaczyłem, mnie poraziło. Jak trudna, wręcz mordercza jest to rywalizacja. Wielki Taxis to niesamowita przeszkoda i bywa tak, że podczas zawodów żaden koń nie dobiega do mety. To wręcz rzeź. Postanowiłem więc zrobić osobny film o Leonie, a ujęcia z Pardubic wykorzystać w nowym projekcie. Chciałem stworzyć film mocny i bezkompromisowy, w którym zdjęcia mówią same za siebie, bez komentarza...
Ludzie w sytuacji krańcowej
Innym ważnym doświadczeniem zawodowym był z pewnością film „Orzeł. Ostatni patrol” – opowieść o ostatnich godzinach na pokładzie okrętu, który zaginął wraz z całą załogą podczas II wojny światowej na Morzu Północnym, na przełomie maja i czerwca 1940 roku. Za tę produkcję Bławut otrzymał m.in. nagrodę za reżyserię na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni.
– Można powiedzieć, że to także jest w pewnym sensie dokument. Film pokazujący ludzi w sytuacji beznadziejnej, w obliczu nieuchronnego końca. Stworzyłem aktorom takie warunki, by byli bardzo wiarygodni w ukazaniu tych emocji. Klaustrofobiczne zawężenie przestrzeni sprawiło, że grało ciało, a nie głowa. To właśnie ciałem przekazywali cały dramat i napięcie. Pamiętam, że Daniel Olbrychski opowiadał mi, iż wręcz dusił się podczas oglądania „Orła...” i kilka razy chciał wyjść z sali kinowej. Udało mi się więc wciągnąć widzów w tę historię i sprawić, że poczuli się tak, jakby byli w samym środku wydarzeń.
Bławut odpowiadał także na pytania uczestników spotkania obecnych w Willi Lentza. Opowiadał m.in. o planach stworzenia filmu o Beacie Tyszkiewicz, swojej pracy pedagogicznej oraz przytoczył kilka anegdot związanych ze słynnym pudlem, który wystąpił w filmie „Jeszcze nie wieczór”.
Portal wSzczecinie.pl jest patronem medialnym całego wydarzenia.
Komentarze