Surrealizm w NRD? I to ze Szczecinem w tle! Brzmi jak prowokacja, a jednak za żelazną kurtyną wyobraźnia potrafiła wymknąć się ideologicznym ramom. Na nowej wystawie czasowej „Przestrzenie tęsknoty" w Neubrandenburgu można odkryć między innymi twórczość Maca Zimmermanna – jednego z najważniejszych przedstawicieli niemieckiego realizmu fantastycznego, urodzonego w Szczecinie malarza snów, niepokoju i światów wymykających się logice. Jego rodzinne miasto do dziś zdaje się o nim niemal nie pamiętać.

Neubrandenburg nieustannie mnie zadziwia. Przede wszystkim bezczelnością porządku zaskakująco szlachetnej socmodernistycznej architektury z dominującym nad miastem Palcem Kultury (Kulturfinger), czyli wieżowcem Domu Kultury i Oświaty (HKB – Haus der Kultur und Bildung). Do tego dochodzi jeszcze niepowtarzalna atmosfera i zjawiskowa przyroda, a ostatnio także intensywność oraz jakość życia artystycznego, szczególnie związanego ze sztukami wizualnymi. Za sprawą akustycznych walorów słynnego Konzertkirche oraz działalności orkiestry Neubrandenburger Philharmonie dobrze tu się dzieje w przestrzeni muzycznej. Neubrandenburg słynie jeszcze z festiwalu filmowego dokumentART, który przez szereg lat odbywał się także w Szczecinie. Jego następcą czy kontynuatorem jest Szczecin Film Festival. 

Wysoka świadomość wartości własnych zbiorów oraz odwaga ich konfrontowania z kolejnymi obiektami i kolekcjami wydaje się kluczem ostatnich sukcesów Kunstsammlung Neubrandenburg. Duże uznanie zyskała wystawa „Caspar i ja | Teraźniejszość spotyka romantyzm” (Caspar und ich | Gegenwart trifft Romantik) będąca hołdem współczesnych meklemburskich twórców dla związanego z Neubrandenburgiem Caspara Davida Friedricha. W bieżącym roku przy Große Wollweberstraße 24 zorganizowano jeszcze znakomitą ekspozycję „Kompleks Mieszkaniowy – Neubrandenburg. Sztuka i życie w domach z prefabrykatów” (Wohnkomplex – Neubrandenburg. Kunst und Leben im Plattenbau). 

Teraz czas na spotkanie z surrealizmem i realizmem magicznym rodem z NRD. To zresztą specjalność miejskiej galerii, która została założona w 1982 roku i była jedną z czterech instytucji we wschodnich Niemczech zajmujących się sztuką współczesną. Jej zadaniem było nie tylko wystawianie, ale przede wszystkim budowanie kolekcji współczesnej sztuki plastycznej. Obecnie instytucja posiada ponad 8500 dzieł i dokumentacji artystycznych.

Co ciekawe, przed wojną Neubrandenburg miał już swoją kolekcję sztuki, która powstała w 1890 roku w oparciu o zbiory malarza Henry'ego Stolla. W 1945 roku jej siedziba – Palais Neubrandenburg – spłonęła. Los ogromnej części zbiorów do dziś pozostaje niewyjaśniony. Mówi się nawet o 15 tysiącach dzieł, które miały zostać ewakuowane na zachód, ale nie udało się tego dotąd jednoznacznie potwierdzić. W 2006 roku podczas wykopalisk na rynku znaleziono fragmenty zbiorów – między innymi porcelanę i elementy rzeźb. Dziś są one prezentowane w galerii jako część opowieści o utraconej kolekcji. Zwiedzając wystawę czasową, warto zajrzeć do znakomicie opracowanych gabinetów – Czarnego i Białego. To muzealny performance Simona Schuberta – w Gabinecie Białym oglądamy próbę rekonstrukcji kolekcji, a w Czernym porażające destrukty dzieł sztuki. To jednocześnie upamiętnienie tragicznych wydarzeń z końca wojny, gdy Neubrandenburg… stopił się albo, jak niektórzy mówią – ugotował. Zachowane niemal w całości średniowieczne mury otaczają miasto niczym monumentalny gar czy patelnia. To jednak zupełnie inna historia.

Surrealizm wyrósł z buntu przeciwko racjonalnemu, uporządkowanemu obrazowi człowieka i świata, który już po I wojnie światowej zaczął wydawać się wielu artystom kompletnie niewiarygodny. Jego korzenie sięgają paryskiej awangardy przełomu lat 10. i 20. XX wieku, a szczególnie dadaizmu, który wcześniej zakwestionował tradycyjne pojęcie sztuki. Sam termin pojawił się drukiem już w 1917 roku za sprawą Guillaume’a Apollinaire’a, ale dopiero André Breton nadał mu znaczenie, które znamy dzisiaj. Za oficjalne narodziny ruchu przyjmuje się rok 1924, kiedy Breton opublikował „Manifest surrealizmu”. Zdefiniował w nim surrealizm jako sposób docierania do głębszej warstwy rzeczywistości — tej ukrytej pod powierzchnią rozumu, logiki i społecznych konwenansów. Surrealizm nie miał jednego stylu wizualnego. Obok niemal abstrakcyjnych, automatycznych kompozycji Maxa Ernsta, Joana Miró czy André Massona pojawiały się niezwykle precyzyjnie namalowane, fotograficzne niemal wizje René Magritte’a, Salvadora Dalego czy Yves’a Tanguya. 

W NRD surrealizm miał szczególny status. Oficjalna doktryna artystyczna preferowała realizm, który miał być „prawidłowy” ideologicznie: rozpoznawalny świat, robotnik, produkcja, wspólnota, optymistyczna przyszłość. 

- Artyści związani z surrealizującą wyobraźnią robili coś odwrotnego: brali rzeczywistość NRD i przesuwali ją o kilka centymetrów w stronę snu. Zamiast otwartego buntu wybierali dziwność, groteskę, deformację rzeczywistości i absurd – opowiada kuratorka niebrandenburskiej wystawy Andrea Günther. 

Surrealizm w NRD początkowo był literackim kontrapunktem wobec socrealizmu. W sztukach wizualnych eksploracja oniryzmu, absurdu i nieświadomości stała się znacznie częstsza dopiero od lat 70. XX wieku. 

- Był on związany z konfliktami politycznymi i militarnymi zimnej wojny oraz rodzącym się ruchem ekologicznym. Techniki surrealistyczne, takie jak kombinatoryka, alienacja codzienności i hybrydyczne, mityczne stworzenia, oprócz walorów estetycznych wywierały również subtelny efekt wywrotowy. Służyły zarówno jawnemu protestowi, jak i cichemu, niekiedy utopijnemu oporowi – opowiada Ulrike Pennewitz, dyrektorka Kunstsammlung Neubrandenburg.

Jednym z najciekawszych artystów wschodnioniemieckiej powojennej sztuki, o którym warto tu wspomnieć, jest Hans Ticha. Trudno jednak orzec, czy należy zaliczyć go do późnych surrealistów, czy raczej do twórców z tego nurtu wyrastających. Ticha łączy surrealistyczną deformację, groteskę, pop-art, konstruktywizm i bardzo charakterystyczną, niemal komiksową geometrię.

Choć faktycznie został „zaszufladkowany” jako jedyny przedstawiciel NRD-owskiego pop-artu, ubolewam nad jego nieobecnością na neubrandenburskiej wystawie. W wielu niemieckich muzeach widziałem prace Tichy, a kulminacją była wielka retrospektywa w Kunsthalle w Rostocku. Jego brak czyni opowieść o sztuce NRD niepełną. Andrea Günther nie chciała jednak tworzyć retrospektywy, lecz autorską opowieść. 

– W pracach prezentowanych na tej wystawie surrealizm jawi się mniej jako spójny ruch, a bardziej jako stylistyczny środek wyrazu w sztuce NRD. Poprzez eksperymenty wizualne, odniesienia literackie i zakodowane symbole artyści badali granice tego, co można pokazać i powiedzieć, otwierając w ten sposób alternatywne formy ekspresji. Jest to również próba nawiązania do tradycji europejskiej awangardy, potępionej w latach 50. XX wieku, i powiązania jej ze specyficznymi doświadczeniami współczesnej sfery artystycznej i społecznej NRD. Rezultaty sięgają od krytyki i napomnień po utopijną samoświadomość i przejawy głębokiego kunsztu artystycznego. 

Co najbardziej zaskakujące znakomita większość surrealistycznych alegorii do dziś niewiele straciła na aktualności, a przede wszystkim na wartości artystycznej.

Na wystawie możemy zobaczyć aż 80 prac, z czego ponad 50 dzieł to wypożyczenia z różnych muzeów, galerii oraz prywatnych kolekcji. Są tu obiekty z kolekcji m.in. Kunstsammlung der Berliner Volksbank, Pommersches Landesmuseum w Greifswaldzie, Sammlung Thoms Mühlhausen, Kunstsammlung Jena, Galerie Himmel Dresden oraz Kunstsammlung Gera.

Zdecydowanie największe wrażenie zrobiły na mnie obrazy Maca Zimmermanna. Nie dlatego, że urodził się w Stettinie, lecz z uwagi na znakomite kompozycje, odważne barwy oraz tematykę. Szkoda, że dziś polski Szczecin nie pamięta o nim. Jedynym momentem, gdy miasto zaprezentowało swojego wybitnego syna, była kameralna wystawa w 2012 roku z okazji 100. rocznicy jego urodzin, przygotowana wspólnie z partnerami z Greifswaldu, gdzie po śmierci malarza trafiła znaczna część jego dorobku. Co ciekawe kilka prac trafiło także do zbiorów Muzeum Narodowego w Szczecinie. Niestety, obecnie Muzeum Narodowe w Szczecinie zostało przejęte przez kadrę, która ponad sztukę stawia remont kanalizacji oraz klatek schodowych. W obecnym zespole tej instytucji nie ma nikogo, kto mógłby pielęgnować pamięć o jednym z najwybitniejszych surrealistów epoki. Być może sytuację zmieni rozstrzygnięcie konkursu na nadal nieobsadzone stanowiska kierownika Działu Sztuki Europejskiej (po odejściu dra Szymona Piotra Kubiaka – jednego z kuratorów wystawy sprzed 14 lat). 

W „Powrocie syna marnotrawnego” (Heimkehr des verlorenen Sohnes), obok tytułowej sekwencji, zobaczymy fragmenty rozerwanego balonu, które przywodzą na myśl fantastyczne światy znane z obrazów Salvadora Dalego czy Giorgia de Chirica. 

Z kolei w „Podwójnej Ofelii” (Doppelte Ophelia) jest więcej mroku i ciężkiej atmosfery szekspirowskich dramatów. Jednak Zimmermann nie ilustruje Szekspira, a rozszczepia jego bohaterkę między dwie rzeczywistości. Na pierwszym planie ciało Ofelii rozpływa się w wodzie, roślinności i fantastycznej materii, a wgłębi obserwujemy symboliczne pokazane wcześniejszą akcję dramatu z portretem pojedynku Hamleta i Laertesa.

 Jeszcze ciekawsze jest płótno zatytułowane „Odrzuceni” (Refüsierte) z 1954 roku, w którym można dostrzec ewidentne nawiązania do politycznych represji czy prześladowań. 

Zupełnie odmienny styl i znaczenie posiadają „Kobiece fryzury z Fajum” (Faljumitische Frauenfrisuren). To dziwny malarski zbiór kobiecych twarzy i fryzur, a co za tym idzie – charakterów. Zimmermann tworzy katalog cywilizacji Fajum, która zasłynęła z portretów zmarłych. I choć malarz sięga do naukowego, archeologicznego języka, opowiada o nierealnym świecie. Wystarczy spojrzeć na te głowy…

Teoretycznie Zimmermann nie powinien znaleźć się na neubrandenburskiej wystawie, bo przecież nie tworzył w realiach państwa Ulbrichta ani Honeckera, nie próbował obchodzić reguł socjalistycznej polityki kulturalnej. A jednak jego obecność jest niezwykle znacząca. Nie tylko z uwagi na fakt, że urodził się w tak nieodległym od Neubrandenburga Stettinie, ale także dlatego, że pokazuje, surrealizm jako gotowy język europejskiej wyobraźni. Język, który stał się dla części artystów NRD sposobem na rozszerzenie granic oficjalnej rzeczywistości. Zimmermann po wojnie stał się jednym z najważniejszych przedstawicieli niemieckiego fantastycznego realizmu. Dziś jego obrazy znajdują się między innymi w prestiżowych kolekcjach, choćby w berlińskiej Neue Nationalgalerie. Zatem jego obecność na wystawie w Neubrandenburgu można odczytać jako coś w rodzaju prologu. Pokazuje język, który artyści NRD przejęli, przekształcili i nasycili własnym doświadczeniem.

Na długo zatrzymałem się przed obrazem „Aleksandra i Ja” (Alexandra und ich) Hansa-Petera Müllera z 1970 roku. Malarz należy do drugiego pokolenia tzw. szkoły lipskiej. Jego malarstwo jest bardzo charakterystyczne – figuratywne, niezwykle precyzyjne, „staroświecko” malarskie, ale jednocześnie pełne mitów, symboli, metamorfoz i sytuacji niemożliwych. Można go sytuować pomiędzy symbolizmem, surrealizmem i realizmem magicznym. Tytułowa Aleksandra ma w rękach kryształową kulę, jest zatem kimś w rodzaju medium, wróżki, wizjonerki albo osobą, która widzi więcej. Za nią stoi mężczyzna, ale jego ciało i spojrzenie skierowane są w przeciwną stronę. Kobieta patrzy na widza, a on poza obraz. Ona wie (!), a on nie chce albo nie potrafi zobaczyć… Mowa o tym, co dzieje się za oknem, bo to właśnie apokaliptyczny miejski pejzaż najbardziej przykuwa uwagę. Czy to wojna? Apokalipsa? A może tylko efekty wielkiego uprzemysłowienia Niemieckiej Republiki Demokratycznej ku szczęśliwości jej obywateli? A może to po prostu obraz tej „wspaniałej” krainy…

Kolejnym artystą wartym wyróżnienia jest Manfred Kastner. To on jest autorem obrazu „Melancholia”, który trafił na plakat promujący wystawę w Kunstammlung Neubrandenburg. Kastner (1943–1988), związany ze Stralsundem i Rugią, budował swoje obrazy z motywów architektonicznych, pejzażu i zagadkowych sytuacji. Jego malarstwo określane jest jako „magicznie sugestywne” i celowo wieloznaczne. Historycy sztuki podkreślają wyraźne inspiracje Giorgiem de Chirico, twórcą malarstwa metafizycznego. Na sąsiedniej ścianie, obok „Melancholii”, możemy zresztą zobaczyć znakomite płótno „Hommage à Giorgio de Chirico”, czyli NRD-owski hołd dla mistrza surrealizmu. Kastner, wykorzystując motywy z jego stylu, tworzył przestrzenie, w których rzeczywistość NRD zastępował przestrzenią nieograniczonej wyobraźni. To ucieczka w niezwykle barwne, niemożliwe światy, stanowiące kontrast dla codziennej szarości. 

Z kolei Heinz Zander zachwycił mnie operowaniem światła. Każde z jego płócien rozświetlają niesamowite refleksy, godne romantycznych krajobrazów Caspara Davida Friedricha. Jednym z wyrazistszych dzieł wystawy jest także „Biały szum” (Das Weiße Rauschen) – przyciągający uwagę surrealistyczny portret z barokowym zacięciem.

Zaciekawiły mnie mityczne alegorie obrazów Ericha Kissinga, a rozbawiły rozczulające sceny z płócien Joefa Novinki. Intrygujące zderzenie klasycznych motywów z ikonami socmodernistycznej architektury – od Plattenbau po monumentalne silosy zbożowe – zaprezentował Horst Sakulowski. Notabene jego obraz zatytułowany jest „Konfrontacja” (Konfrontation). W kolejnych dziełach zbliżył się już do światów znanych z wrażliwości Dalego, a nawet Beksińskiego.

Z pewnością warto na dłuższą chwilę zatrzymać się jeszcze przy pełnych humoru i frywolności pracach Alberta Eberta. 

Pozostali artyści – Carlfriedrich Claus, Hubertus Giebe, Bernd Hertel, Karl-Georg Hirsch, Anette Krisper-Belšić, Carl Marx, Alexandra Müller-Jontschewa, Claus Müller-Schloen, Hermann Naumann, Heinz Plank, Arno Rink, Werner Tübke – udowodnili, że można uciec ze smutnej i represyjnej rzeczywistości, która twierdzi, że jest jedynym możliwym i słusznym światem.

Zdeformowane postacie, nierzeczywiste pejzaże, tajemnicze stworzenia, architektury przypominające teatralne dekoracje. Świat, który znamy, przestaje tutaj zachowywać się według swoich reguł. W tej niezwykłej szczelinie pomiędzy rzeczywistością a snem pojawia się jedna z najciekawszych historii sztuki NRD. Te dzieła pokazują ucieczkę z rzeczywistości komunistycznych Niemiec, są jednocześnie wyjątkową formą wolności. Szczególnie interesujące jest to, że obrazy nie muszą być polityczne, żeby okazać się politycznie znaczące.

– Realizm i surrealizm pozwoliły artystom w NRD rozwinąć wizualną poetykę wykraczającą poza tematyczne i formalne ograniczenia, w której nadzieja, zwątpienie, opór i rezygnacja stały się głównymi tematami wizualnych światów, które wykroczyły poza konformistyczne opisy rzeczywistości i wkroczyły w sferę magii – i do dziś nie straciły nic ze swojej fascynacji – tłumaczy Andrea Günther.

Tytuł wystawy „Przestrzenie tęsknoty” (Räume der Sehnsucht) to nie tylko malarska egzemplifikacja coraz „modniejszej” w dzisiejszych Niemczech tzw. ostalgii. Tęsknota nie musi oznaczać tęsknoty za konkretnym miejscem. Może być tęsknotą za przestrzenią, której jeszcze nie ma. Za możliwością. Za innym układem świata. Za rzeczywistością, której nie można było znaleźć za oknem, więc trzeba ją było stworzyć na płótnie.

Szczególnie mocno wybrzmiewa to właśnie w Neubrandenburgu, który miał być „socmodernistycznym miastem idealnym”, miejscem urbanistycznego i architektonicznego eksperymentu NRD. To tu powstał pierwszy WBS-70, czyli blok zbudowany z prefabrykowanych elementów. To tu nad miastem dominuje Kulturfinger.

Beton miał tu stworzyć nowy świat. Tymczasem w tutejszym Kunstsammlung możemy dziś oglądać obrazy artystów, którzy próbowali stworzyć świat innymi środkami. Na przekór tamtej rzeczywistości – z wyobraźni. Nieograniczonej.

Dziś, gdy z każdej strony docierają do nas przejmujące i przerażające informacje, taka ucieczka w magiczne światy wydaje się absolutnie bezcenna.

Wystawa „Przestrzenie tęsknoty – surrealizm i realizm magiczny w sztuce NRD” w Kunstsammlung Neubrandenburg jest czynna do 3 stycznia 2027 roku. Galeria mieści się przy Große Wollweberstraße 24, w południowej części starego miasta. Bilet wstępu dla osoby dorosłej kosztuje 5 euro, ulgowy – 2,50 euro. Wystawa jest czynna od środy do niedzieli, w godzinach 10.00–17.00.

Do Neubrandenburga można szybko i łatwo dotrzeć ze Szczecina czy Pomorza Zachodniego zarówno własnym autem, jak i komunikacją zbiorową. Do miasta prowadzi autostrada nr 20 – zjazd Neubrandenburg-Ost. Podróż zajmuje nieco ponad godzinę, to tylko około 120 km.

W podobnym czasie dotrzemy tu także koleją – RE4. Pociąg kursuje w takcie dwugodzinnym – pierwszy kurs ze Szczecina o 7.01, ostatni o 21.01. Najlepszą opcją powrotu z Neubrandenburga jest pociąg o 19.30, który dociera do Szczecina przed 21.00.

Autor: Daniel Źródlewski

[1/39]
[2/39]
[3/39]
[4/39]
[5/39]
[6/39]
[7/39]
[8/39]
[9/39]
[10/39]
[11/39]
[12/39]
[13/39]
[14/39]
[15/39]
[16/39]
[17/39]
[18/39]
[19/39]
[20/39]
[21/39]
[22/39]
[23/39]
[24/39]
[25/39]
[26/39]
[27/39]
[28/39]
[29/39]
[30/39]
[31/39]
[32/39]
[33/39]
[34/39]
[35/39]
[36/39]
[37/39]
[38/39]
[39/39]