W październiku zaplanowali dość dużą trasę po Polsce. Objeżdżają m.in. Kraków, Warszawę, Leszno czy Wrocław. Cieszy niewątpliwe to, że SBB przyjechało również do Szczecina. W Złotej Sali w Filharmonii zespół zagrał długi, bardzo udany koncert.

Poprzedni występ SBB w Szczecinie został zorganizowany w klubie Kosmos, gdzie akustyka nie była zbyt dobra i nie pozwalała na uzyskanie optymalnego brzmienia. Tym razem śląskie trio mogło rozwinąć skrzydła. W Złotej Sali pojawił się Józef Skrzek, który śpiewał, grał na klawiszach, minimoogu i gitarze basowej, a obok niego zobaczyliśmy Anthimosa Apostolisa (gitara) oraz Jerzego Piotrowskiego (perkusja). Długi i intensywny „Odlot” otworzył cały występ, będąc znakomitym wstępem, zwiastującym, że zespół jest w bardzo dobrej dyspozycji.

Następnie zabrzmiał „Freedom with us”, czyli kolejny klasyk w dyskografii SBB. W programie przeważała muzyka z lat 70. (ku zadowoleniu większości widzów, jak sądzę). Zatem panowie zagrali jeszcze takie utwory jak „Rainbow man”, „Z których krwi krew moja”, „Walkin' around the stormy bay”, „Memento z banalnym tryptykiem”, lecz także nowsze kompozycje, jak „Pieśń stojącego w bramie” z albumu „Nastroje” wydanego w 2002 roku.

W drugiej godzinie wydarzenia Piotrowski zagrał długie perkusyjne solo, wykorzystując cały arsenał różnych zagrywek. Następnie do drugiego zestawu bębnów, który stał na scenie, zasiadł Apostolis. Wtedy rozpoczęła się regularna bitwa dźwiękowa. Apostolis miał trudne zadanie, bo Piotrowski dysponował bardziej rozbudowanym zestawem werbli i talerzy, jednak pokazał, że on także potrafi wiele wykrzesać ze swego sprzętu i był to jeden z lepszych fragmentów wieczoru.

W sumie Ślązacy grali dwie godziny i pewną ciekawostką było wykonanie kompozycji „Toczy się koło historii”, która od pewnego czasu znajduje się w repertuarze koncertowym zespołu, a pierwotnie została zarejestrowana na albumie solowym Skrzeka „Ojciec chrzestny Dominika”. Brzmienie, jakie uzyskali, było mocne i selektywne, a partie solowe poszczególnych instrumentalistów zdecydowanie wzbogacały cały przekaz. Ktoś kiedyś powiedział, że ten zespół wciąż się rozwija i coś w tym jest, bo to nie było rutynowe odegranie znanych tematów. To sprawia, że nawet ci widzowie, którzy byli na ich występach wiele razy, wciąż przychodzą na kolejne... 

Krótko po zakończeniu koncertu trzej muzycy znaleźli się w holu filharmonii, by przeprowadzić jeszcze sesję autografową. Podpisali wszystkie okładki płyt dostarczone przez fanów, a kolejka do ich stolika była długa...