Nigdzie indziej w Szczecinie nie zobaczymy swojego odbicia w szmaragdowej tafli jeziora, nie dotkniemy ścian zabytkowej willi, którą przesunięto o 45 metrów, i nie poczujemy smaku lodów z maszyny skonstruowanej przez pracowników NASA. - Lepiej dojeżdżać do centrum, niż mieć hałas pod oknami. Wolimy spokój, ciszę i otaczającą osiedle zieleń - podkreślają nasi przewodnicy po Zdrojach.

Agnieszka Rogowska tutaj się urodziła i wychowała, ale zdążyła sprawdzić, jak mieszka się w Śródmieściu Szczecina. Przez około pięć lat jej rodzina zajmowała mieszkanie przy ul. Krzywoustego nad bardzo wówczas popularną, dziś już nieistniejącą, kawiarnią Kaprys.

- To była tragedia. Pod oknami co chwilę przejeżdżał głośny tramwaj. Spaliśmy w pokoju od strony kina Kosmos, a przed nim, na niezabudowanym jeszcze placu, w każdy weekend była jedna wielka zabawa. Tam kończył się imprezowy szlak prowadzący od klubów przez Bar Rab. Nigdy więcej - kręci głową nasza rozmówczyni, która na stałe wróciła do Zdrojów.

Paweł Załęski wychował się w Śródmieściu, ale zawsze z sentymentem patrzył na prawobrzeżną część miasta.

- Moi dziadkowie mieszkali po tej stronie Odry. Bardzo często do nich jeździłem i zawsze mi się tutaj podobało. Zresztą moja żona też jest z Prawobrzeża. Sześć lat temu zamieszkaliśmy w cichych i spokojnych Zdrojach - słyszymy.

Pani Agnieszka i Pan Paweł

Rondo „cudów” i piękny dąb ze smutnymi informacjami

Zanim jednak poznamy to „ciche i spokojne” oblicze osiedla, zaczynamy od bardzo głośnego miejsca. Z naszymi przewodnikami spotykamy się przy jednym z większych skrzyżowań w mieście. Kiedyś była to „krzyżówka Zdroje”, przebudowana później na rondo Ułanów Podolskich. O patronach przypomina głaz upamiętniający ten oddział kawalerii.

- Tutaj odbywają się uroczystości podczas Święta Niepodległości. Często są organizowane z dużym rozmachem. Po mszy w kościele rekonstruktorzy przejeżdżają konno pod głaz. Raz był wśród nich nawet odtwórca wcielający się w rolę marszałka Józefa Piłsudskiego - wspomina pan Paweł.

Wokół przejeżdżają dziesiątki samochodów, otacza nas beton chodników, asfalt i parkingi sklepów rozlokowanych przy rondzie. Nawet jednak w takim miejscu wyróżnia się imponujący zielony akcent. Między jezdniami rośnie stary dąb z rozległą, symetryczną koroną. Na jego pniu przypięto klepsydrę z informacją o pogrzebie. Jak słyszymy, to już tradycja, że takie informacje pojawiają się w tym miejscu.

Pani Agnieszka i pan Paweł wywalczyli u urzędników, żeby naprawić spróchniałą ławkę stojącą przed drzewem.

- Uwielbiam to miejsce. Często siadam tutaj z psem, gdy wracamy ze spaceru. Nie tylko podziwiamy drzewo, ale też patrzymy, jak ludzie jeżdżą samochodami. A można powiedzieć, że to rondo cudów. Każdy jeździ, jak chce, rzadko korzystając z wewnętrznego pasa. Za to trąbią, zajeżdżają sobie drogę i ostro hamują - opowiada pani Agnieszka.

Dzieciństwo nad Jeziorem Szmaragdowym i dyskoteki wśród stalaktytów

To, jak zmienia się ta okolica, śledzi od lat. Urodziła się w szpitalu w Zdrojach w czasie, gdy między ul. Batalionów Chłopskich a ul. Młodzieży Polskiej nie stały jeszcze wieżowce, tylko dużo niższe, przedwojenne budynki. W jednym z nich spędziła pierwsze lata swojego życia.

Stara zabudowa

- Mieszkali tam również dziadkowie. Kilka rodzin, jedna klatka, dwa piętra i toaleta na zewnątrz. Łazienki w ogóle nie było, myliśmy się wszyscy w kuchni w misce. Pod koniec lat 70. rozpoczęła się w tym miejscu budowa osiedla i przenieśliśmy się o kilkaset metrów do nowego budynku - mówi nasza rozmówczyni.

Dzieciństwo w Zdrojach wspomina bardzo dobrze. - Było super. Większość wolnego czasu spędzaliśmy nad Jeziorem Szmaragdowym. Mieliśmy bardzo blisko, a w Zajeździe Szmaragd organizowano różne imprezy. W sztucznej grocie przy jeziorze był lokal, w którym później dorabiałam jako kelnerka. W tygodniu była to lodziarnio-restauracja, a w weekend przychodził czas na dyskoteki - opowiada pani Agnieszka.

Wspomnianą grotę zbudowano w 1888 roku na zlecenie Alberta Toepffera, potentata w produkcji cementu portlandzkiego. W Zdrojach wydobywał kredę i wapień, na nabrzeżu Regalicy miał cementownię Stern, a w Puszczy Bukowej okazałą rezydencję, którą rozebrano po wojnie.

Grota ma pokazywać możliwości konstrukcyjne cementu. Wrażenie zawsze robiły starannie odtworzone stalaktyty, dziś jednak ich nie zobaczymy, gdyż lokal jest od dawna zamknięty. Natomiast niedawno samorząd województwa wskrzesił Zajazd Szmaragd z ofertą gastronomiczną i edukacyjną.

fot. Kapitel, wikipedia.org

„Zawsze odkrywam jakiś detal, na który wcześniej nie zwróciłem uwagi”

Jezioro Szmaragdowe znają wszyscy Szczecinianie, ale w Zdrojach jest dużo więcej spokojnych miejsc na spacery. Można wybrać się nad Regalicę, przechodząc tuż przy tunelach z uprawami, których kiedyś było znacznie więcej (nieopodal wciąż działa Centrum Edukacji Ogrodniczej). Ale wystarczy też w samym centrum osiedla skręcić w klimatyczną ulicę Jaracza ze starymi domami i szpalerem drzew. Nie brakuje tam architektonicznych smaczków. Przed wojną był tu nawet hotel, w którym później uruchomiono kino Szmaragdowe.

Regalica

- Zawsze, gdy tędy przechodzę, odkrywam jakiś detal, na który wcześniej nie zwróciłem uwagi. To charakterystyczne dla Zdrojów, że wystarczy kilka kroków i widzimy całkowicie inną architekturę. Jeszcze przed chwilą byliśmy przy blokach z lat 70. i 80., a tutaj stoją już poniemieckie domy - opowiada pan Paweł.

W tej części Zdrojów warto zapuścić się na dłuższy spacer krętymi uliczkami. Można dotrzeć m.in. nad oczko wodne przy ul. Przytulnej, które na mapach nosi nazwę - Staw przy Torach, ale miejscowi nazywają je Kaczym Stawem.

- Rada osiedla poprzedniej kadencji chciała zagospodarować to miejsce, postawić wiaty ze stołami, ale okoliczni mieszkańcy aktywnie się temu sprzeciwili. Obawiali się, że powstanie w ten sposób zadaszone miejsce dla ludzi, którzy przychodzą tutaj wieczorami pić alkohol - tłumaczy pan Paweł.

Najlepsze miejsce dla młodych rodziców, niekoniecznie dla młodzieży

Zielone fragmenty Zdrojów przyciągają amatorów imprez pod gołym niebem. Nasi rozmówcy tłumaczą, że to również dlatego, iż na osiedlu brakuje miejsc przeznaczonych dla młodzieży.

- Zdroje są bardzo przyjaznym osiedlem, ale przede wszystkim dla młodych rodziców - uważa pan Paweł. - Jest gdzie wychodzić na spacery z wózkiem, blisko mamy Puszczę Bukową i inne tereny zielone. Gdy dziecku znudzi się jeden plac zabaw, to idziemy na następny. Natomiast dla młodzieży tych miejsc rozrywki po prostu nie ma.

Pani Agnieszka podsuwa jednak sprawdzone rozwiązanie - Szczeciński Szybki Tramwaj i autobus pospieszny linii B. Dzięki nim można sprawnie skorzystać z rozrywkowej oferty Śródmieścia lub osiedla Słonecznego.

- Mój syn dziś jest już dorosły i mówi, że nie wyobraża sobie, żeby mieszkać gdzieś indziej niż w Zdrojach. Dojazdy nie są uciążliwe, nie trzeba nawet mieć samochodu - słyszymy.

Kiedyś była słodka Poziomka i najlepsze ptysie

Jednego mieszkańcy Zdrojów z całą pewnością nigdy nie musieli szukać w innych częściach Szczecina - słodkości. W czasach PRL zamiast do Lucynki i Paulinki czy Duetu mogli wybrać się do Poziomki. Dziś w pawilonie w pobliżu ronda (ul. Walecznych 93) mieści się sklep z odzieżą na wagę, ale gdy tylko do niego podchodzimy, nasza przewodniczka się ożywia.

Dawna Poziomka

- Tutaj była nasza słynna Poziomka, do której chodziliśmy na desery. Pamiętam lody Casate z trzema kolorami smaków - czerwonym, białym i kakaowym. Kupowało się też lody Bambino na patyku w ciemnej czekoladzie. Siadało się na kawę, herbatę, ciasto czy robiony na miejscu deser - wspomina pani Agnieszka.

Jeśli nie do Poziomki, chodziło się do cukierni przy ul. Bukszpanowej, która dzisiaj też już nie istnieje. - A były tam najlepsze ptysie w Szczecinie! - słyszymy.

Teraz są lody z Alaski

Przetrwała natomiast cukiernio-lodziarnia Alaska przy ul. Walecznych 84/B. I miewa się świetnie. - Odkryłem ją kiedy zacząłem tutaj przyjeżdżać. Od tego czasu nie chodzę na lody nigdzie indziej. Te kręcone z maszyny smakują najlepiej właśnie tutaj - uważa pan Paweł.

Lody NASA

Alaska przyciąga jednak nie tylko smakami, ale też niebanalną historią. Lokal funkcjonuje od 1989 roku i ma związki… z NASA, czyli kosmiczną agencją Stanów Zjednoczonych.

- Inżynierowie, którzy wyprodukowali naszą maszynę, pracowali w NASA. Mamy od nich oryginalną maszynę z 1964 roku. Wprowadziliśmy tylko niezbędne poprawki - uśmiecha się Alina Majewska, właścicielka Alaski.

Po lody z takiego automatu ustawiają się kolejki. Lodziarnia działa w okresie wiosenno-letnim. Wystrój niewielkiego lokalu przypomina o czasach PRL, jednak wśród lodowych smaków znajdziemy nie tylko klasyki, ale też nowe propozycje z nietypowymi dodatkami.

- Cały czas staramy się, żeby jakość była jak najwyższa. Tak, żeby nie było u nas żadnej chemii - podkreśla pani Alina, której w prowadzeniu Alaski pomaga syn Mateusz.

Z peronu w dół na sankach

Po słodkiej rozmowie nasz spacer zbliża się ku końcowi. Po drodze zdążyliśmy wcześniej przyjrzeć się kościołowi pw. Świętego Ducha, licznym placówkom edukacyjnym i modernizowanemu przystankowi kolejowemu Szczecin Zdroje (wkrótce wróci metaloplastyka ze słoneczkami), z którego nasypu dzieci zjeżdżały kiedyś na sankach.

Zdroje to również willa słynnej rodziny organomistrzów Grünebergów, którą trzeba było przesunąć podczas budowy Szczecińskiego Szybkiego Tramwaju, targowisko i opustoszały dom dziecka w leśnym parku, który miasto od lat bezskutecznie próbuje sprzedać.

Zanim pożegnamy się przy rondzie Ułanów Podolskich, rzucamy jeszcze okiem na inny pustostan - dawną restaurację Skandia przy ul. Leszczynowej.

- To miejsce kiedyś tętniło życiem. Organizowano tutaj bardzo dużo imprez rodzinnych, ale też zabawy andrzejkowe czy sylwestrowe. Fajne miejsce, gdzie można było przyjść ze znajomymi na obiad. Brakuje teraz takiego w Zdrojach - mówi Agnieszka Rogowska.

„Na pewno tracimy przez brak rady osiedla”

To jeden z nielicznych minusów osiedla, które wymienili nasi przewodnicy. Innym jest brak rady osiedla, gdyż podczas ostatnich wyborów frekwencja była zbyt niska, aby można było ją powołać.

- To dlatego, że rada poprzedniej kadencji była mało aktywna, wykonywała tylko to, co musiała. Mieszkańcy, nie widząc efektów, przestali widzieć sens, żeby chodzić na głosowanie. Na pewno tracimy przez brak rady osiedla - ocenia Paweł Załęski, który sam ma doświadczenie w działalności społecznej jako współzałożyciel Szczecińskiej Inicjatywy Estetyki Miejskiej, zajmującej się usuwaniem bazgrołów z przestrzeni publicznej.

Na rondzie Ułanów Podolskich wsiadamy w autobus linii B. I sprawdzamy, czy rzeczywiście prawobrzeżne Zdroje są bliżej centrum niż mogłoby się wydawać. Po 13 minutach jesteśmy na Bramie Portowej.

[1/41]
[2/41]
[3/41]
[4/41]
[5/41]
[6/41]
[7/41]
[8/41]
[9/41]
[10/41]
[11/41]
[12/41]
[13/41]
[14/41]
[15/41]
[16/41]
[17/41]
[18/41]
[19/41]
[20/41]
[21/41]
[22/41]
[23/41]
[24/41]
[25/41]
[26/41]
[27/41]
[28/41]
[29/41]
[30/41]
[31/41]
[32/41]
[33/41]
[34/41]
[35/41]
[36/41]
[37/41]
[38/41]
[39/41]
[40/41]
[41/41]