Nie planowała być fotografką. Myślała o projektowaniu i architekturze wnętrz. Dopiero po drodze odkryła, że to właśnie aparat pozwala jej powiedzieć najwięcej. – Sztuka jest czymś więcej niż zawodem, bo niesie za sobą ładunek emocjonalny – mówi Aleksandra Medvey-Gruszka, która ma za sobą kilka indywidualnych wystaw.

Aleksandra Medvey-Gruszka od ponad dekady pracuje jako fotografka, rozwijając swój autorski styl. Jedną z jego emanacji jest cykl zdjęć „INtonacje”, który był prezentowany na wystawie w szczecińskiej filharmonii. Jest także autorką wystawy w Galerii Prezydenckiej Urzędu Miasta dla Stowarzyszenia „My Niewidzialni”. – Tam mogłam pokazać, co mi w duszy gra, o czym myślę i jaki mam styl fotografii w stu procentach. Praktycznie bez retuszu, co dzisiaj jest chyba rzadkością – mówi fotografka.

Jej droga nie prowadziła od początku do kariery fotografki. Na szkołę średnią wybrała liceum plastyczne. – W końcu poczułam, że mogę robić to, co lubię – mówi.

Choć naturalnym dalszym kierunkiem rozwoju wydawała się jej architektura wnętrz, życie szybko zweryfikowało te plany. Na studiach jej zainteresowania zaczęły się zmieniać, a fotografia pojawiła się początkowo jako jeden z elementów projektowania.

– Dopiero na studiach magisterskich zaczęłam się zajmować fotograficznymi projektami (…) poczułam, że praca architekta wnętrz nie do końca jest dla mnie – opowiada. – Czułam, że jestem większym introwertykiem i praca z aparatem daje mi taką zasłonę, że mogę się ukryć, ale mimo tego mogę dalej wyrażać siebie.

Z czasem fotografia szybko zaczęła zajmować coraz więcej miejsca w życiu Aleksandry Medvey-Gruszki. Z aparatem coraz częściej udawała się na wesela.

– Moje koleżanki ze studiów wzięły ślub i te eventy to był zapalnik, aby pójść w stronę weddingową. (…) poczułam, że jest to coś fajnego, coś, co zaczęło mnie kręcić.

W 2018 roku międzynarodowy portal Junebug Weddings wybrał najlepsze zdjęcia ślubne 2018 roku. Wyróżnienia powędrowały do 50 osób z całego świata. Wśród nich znalazła się Aleksandra Medvey-Gruszka.