Dramat, humor i refleksyjny dystans
Przytoczony cytat mógłby wskazywać na to, że przedstawienie jest dramatem, który w bardzo poważnym tonie ukazuje sytuację współczesnych kobiet. Po części tak właśnie jest, ale podobnie jak w literackim pierwowzorze sekwencje mówiące wprost o cierpieniu, bólu, dyskomforcie są tutaj przefiltrowane przez humor i refleksyjny dystans.
Wanda Hagedorn, autorka tekstu w memuarze „Twarz, brzuch, głowa” urodziła się w Szczecinie. W 1986 roku wraz z mężem i dwójką dzieci wyemigrowała do Australii. Przez pewien czas pracowała w organizacjach pozarządowych zajmujących się tematem gender i zapobieganiem przemocy wobec kobiet. W Polsce stała się znana, kiedy wydała (wraz z ilustratorem Jackiem Frąsiem) swój pierwszy memuar graficzny „Totalnie nie nostalgia”. Także ta pozycja zdecydowanie mogłaby zostać zaadaptowana na deski sceniczne (i może to kiedyś nastąpi), ale to właśnie „Twarz, brzuch, głowa” okazała się „debiutantką”.
Cztery aktorki i lalka
Spektakl „Historia pierwszej zmarszczki” podejmuje tylko niektóre wątki z tej liczącej 240 stron książki. Cztery aktorki (Magdalena Dudek, Marta Łągiewka, Grażyna Nieciecka-Puchalik i Edyta Niewińska-Van der Moeren) inscenizują różne sytuacje, których doświadczyła główna bohaterka. Pomaga im w tym lalka, dzięki której spektakl jest urozmaicony, a przy tym umożliwia wychodzenie z teatralnej formy. „Zawiązanie akcji” następuje w momencie, kiedy Wanda pojawia się w salonie urody, by zmienić kolor włosów na „modny młodzieżowy imbir” i uświadamia sobie, że pracownica traktuje ją jak… starą kobietę. Po tej wizycie niemalże wpada w panikę i stara się wszelkimi sposobami „ulepszyć” swoją twarz, by przeciwstawić się negatywnemu osądowi (postanawia m.in. zaaplikować sobie botoks).
Być jak Królewna Śnieżka
Aktorki w kolejnych minutach przekazują nam różne refleksje dotyczące m.in. tego, że już od najmłodszych lat dziewczynkom wpaja się, by wyglądały zgodnie z obowiązującymi „regułami” piękna („Wciągnij brzuch!”) i muszą się one liczyć z presją otoczenia, wymagającego od nich dostosowania się do określonego wizerunku, założenia odpowiedniej maski.
Presją, która jest odzwierciedlona także w dziecięcych lekturach, bo przecież Królewna Śnieżka i inne bohaterki, są szczupłe i zgrabne. Mowa jest także o tym, jak gusta i kanony ubioru kształtowały „Burda”, „Przyjaciółka” i „Vogue”, także uczestniczące w wielkim projekcie „dyscyplinowania brzucha” i „ukobiecania”…
Susan Sontag i Filipinki
W spektaklu przywoływane są także cytaty z pism aktywistek i pisarek takich jak Susan Sontag, Melanie Safka czy Rebecca Solnit. Słyszymy również piosenki, dające musicalowy oddech i przymrużenie oka (w jednej z nich odnajdujemy cytaty z utworu „Rówieśnicy” wykonywanego przez Filipinki). Choreografia (stworzona przez Monikę Jarosińską) jest eklektyczna – znajdziemy w niej elementy kabaretu, epoki lat 20.–30., a także estetykę MTV, czyli lat 90. ubiegłego wieku, co daje widzom przegląd zmieniających się form tanecznej ekspresji. Kostiumy (głównie w granatowej tonacji) mogą przywodzić na myśl uniformy, również ukazujące wtłoczenie w pewną formę, ograniczenie indywidualnego wyrażania siebie…
Otrzymujemy zatem przedstawienie sprawnie łączące ważny temat z empatyczną, dowcipną swobodą, a nawet z… konkretnymi poradami (np. o sposobach, jak poprawić sobie usta). Oczywiście zainteresuje przede wszystkim kobiecą widownię, ale panowie też nie powinni być tym godzinnym spektaklem rozczarowani.
Kolejne prezentacje „Historii pierwszej zmarszczki” zaplanowano na 25 i 26 września.
Komentarze