Dzięki swojej działalności uratowała nagrobek Powstańca Wielkopolskiego, a z pomocą słoików zostawianych na nagrobkach udaje jej się połączyć żyjących krewnych. „Kiedyś spotkałam się z dużym żalem dziewczyny z Australii, która poświęciła wiele lat, aby dotrzeć do swojego bliskiego. Niestety, grobu już nie było, został usunięty” - opowiada Joanna Rewucka.

Na co dzień jest kustoszem w Bibliotece Głównej Uniwersytetu Szczecińskiego. Jak zaczęło się jej zainteresowanie szczecińską nekropolią?

- Często zaglądałam na stronę „Find a Grave”, gdzie możemy znaleźć nie tylko zdjęcia nagrobków z całego świata, ale przede wszystkim nekrologi z datami urodzenia i śmierci. To dane potrzebne w mojej pracy, gdzie są konkretne wytyczne dotyczące ustalania autorów. Któregoś dnia trafiłam na Cmentarz Centralny i zobaczyłam, że brakuje wielu zdjęć – opowiada.

Miał być radziecki wojskowy, pozostała tylko żona

Zapytań i próśb o zrobienie zdjęć na szczecińskiej nekropolii było całkiem sporo. Nasza rozmówczyni uznała, że to świetny sposób na połączenie przyjemnego z pożytecznym.

– Z jednej strony mogę spacerować po pięknym parku dendrologicznym, a z drugiej strony pomagam innym. Ludzie często poszukują informacji o swoich krewnych, często tych informacji potrzebują także genealodzy, historycy, osoby zajmujące się tworzeniem drzew genealogicznych. Zależy im na ocaleniu od zapomnienia, udowodnieniu, że mają jakieś korzenie. Dla niektórych z nich to jak puzzel, element rodzinnej układanki - tłumaczy Joanna Rewucka.

Jedną z próśb otrzymała z Federacji Rosyjskiej, w której ktoś poszukiwał grobu radzieckiego wojskowego pochowanego w Szczecinie.

- Według danych administracyjnych, wojskowy został pochowany razem z żoną. Na nagrobku było jednak tylko imię i nazwisko kobiety - dodaje.

Grób założyciela pierwszej szkoły muzycznej

Przez 2 lata Joanna Rewucka zrobiła ponad 17 tysięcy zdjęć i spełniła ponad 200 próśb.

- Pewnego dnia uderzyło mnie coś, co jest znane nam wszystkim, ale człowiek nigdy się nad tym nie zastanawia. Wszyscy Polacy, którzy urodzili się przed 1945 rokiem, a zostali pochowani w Szczecinie, nie pochodzą stąd. Zaczęłam się zastanawiać, po co tutaj przyjechali. Kto ich do tego zachęcił i jak to zrobili? Czy Szczecin był może tylko przystankiem w ich większej podróży?

Spacer po Cmentarzu Centralnym w Szczecinie zaczynamy klasycznie - od bramy głównej. Zatrzymujemy się przy monumentalnym nagrobku Wacława i Czesławy Piotrowskich. On był muzykologiem, pionierem i twórcą powojennego szkolnictwa muzycznego w Szczecinie, ona – pianistką.

Po raz pierwszy przyjechał do Stettina w 1905 roku. Przez dwa lata uczył w ówczesnym konserwatorium gry na skrzypcach i teorii muzyki. Jesienią 1945 roku przyjechał razem z żoną do już polskiego Szczecina. Wacław Piotrowski otrzymał zlecenie z Ministerstwa Kultury i Sztuki, by organizować w mieście życie muzyczne i szkolnictwo. W marcu 1946 roku uruchomił pierwszą szkołę muzyczną. Miał wtedy 70 lat.

Była ulubienicą szczecińskiej publiczności

- Ludzie przyjeżdżali do Szczecina z naprawdę różnych stron. Niektórzy wracali z robót przymusowych i obozów koncentracyjnych, inni przyjechali do nas z Kresów. W podróż zabierali ze sobą cały majątek, a na dworzec przeważnie docierali wyłącznie tak, jak stali. Aby dotrzeć do Szczecina, pociągi musiały przejść przeprawę przez rzekę, na którą składał się prowizoryczny most. Tam czekali już ci, którzy napadali. Kryli się za kołami pociągów i strzelali. Dziki zachód - opowiada Joanna Rewucka.

Kawałek dalej zatrzymujemy się przy skromnym pomniku warszawskiej aktorki Stanisławy Angel-Engelówny. Zadebiutowała w 1935 roku w „Dożywociu” Aleksandra Fredry w Teatrze Narodowym. Szerszej publiczności znana jest z filmu „Wrzos”. Wybuch wojny przerwał jej dobrze zapowiadającą się karierę.

W 1949 roku na zaproszenie Zbigniewa Sawana przyjechała do Szczecina, gdzie występowała w Państwowym Teatrze Polskim, a następnie w Państwowych Teatrach Dramatycznych . W 1956 roku otrzymała Nagrodę Miasta Szczecin za całokształt działalności artystycznej.

Uratowany pomnik powstańca wielkopolskiego

- Ten grób jest przeznaczony do likwidacji. Nie ma opłaty, w związku z czym zostanie usunięty – Joanna Rewucka wskazuje na czarny grób związany z pierwszymi mieszkańcami Szczecina. – Miałam nadzieję, że skoro Cmentarz Centralny został pomnikiem historii, to nie będą usuwać starych grobów. Podobnie jest na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie.

Czasem jednak udaje się ocalić niektóre z tych najstarszych. Tak było m.in. w przypadku nagrobku uczestnika powstania wielkopolskiego Zygmunta Owczarzaka.

- Jest zapadnięty, a kiedy na niego trafiłam, dodatkowo był bardzo zarośnięty. Tak bardzo, że wyrosło na nim dwuletnie drzewko. W miarę możliwości posprzątałam go, a moja przyjaciółka, która zajmuje się historiami powstańców, od razu złożyła wniosek do IPN-u, aby zatrzymać proces likwidacji - opowiada Joanna Rewucka.

Napis na nagrobku jest już ledwo widoczny. Zygmunt Owczarzak w wieku 19 lat brał udział w powstaniu wielkopolskim, a w wieku 39 lat - w II wojnie światowej. Nie wiadomo, dlaczego przyjechał do Szczecina, ale wiadomo, że znalazł tutaj pracę w branży spożywczej.

Belgijska baronówna, która osiadła w Szczecinie

Na Cmentarzu Centralnym w Szczecinie znajdziemy również miejsce pochówku belgijskiej baronównej. Emilia Budrewicz-Kuczwara była doktorem medycyny, córką belgijskiego barona i matką słynnego reportażysty Olgierda Buczwary.

Urodziła się w Antwerpii, ale życie związała z Polską. Jej pierwszy mąż , Kazimierz Budrewicz, zmarł w 1935 roku. W czasie II wojny światowej przebywała w Warszawie, gdzie jej syn zaangażował się w działalność konspiracyjną pod wodzą Armii Krajowej. Po wojnie osiadła w Szczecinie, gdzie poznała i wyszła za mąż za Oswalda Kuczwarę.

- Grób miał iść do likwidacji, ale tych kwiatów i znicza nie było jeszcze rok temu - zwraca uwagę Joanna Rewucka. - Fascynujące jest odkrywanie tych wszystkich historii. Codziennie odkrywam coś nowego. Cmentarz Centralny jest miejscem, gdzie człowiek potyka się wręcz o historię.

„Często-gęsto tylko przez cmentarz możemy skontaktować się z żyjącymi”

Idziemy dalej. Czasem na nagrobku znajdziemy informację od zarządcy cmentarza, czasem w pustych zniczach widzimy reklamy z ofertami sprzątania lub usługami kamieniarskimi, a czasem znajdziemy… słoik z kartką. Jak się okazuje, to może być prośba o kontakt dalekich krewnych w ramach akcji „kartka na grobie”, choć oczywiście nie brakuje tych, którzy mogą to wykorzystać.

- Dane osoby zmarłej są ogólnodostępne, nie obowiązuje ich RODO. I często-gęsto tylko przez cmentarz możemy skontaktować się z dalekimi krewnymi. Kiedyś spotkałam się z dużym żalem dziewczyny z Australii, która poświęciła wiele lat, aby w ten sposób dotrzeć do swojego bliskiego. Niestety, grobu już nie było, został usunięty. Ale zdarzają się również pozytywne finały tych akcji, kiedy udaje się nawiązać kontakt - opowiada Joanna Rewucka.

Podczas naszego spaceru docieramy do jednego grobu, na którym ponad rok temu Joanna Rewucka postawiła słoik z wiadomością od krewnych. Stoi cały czas.

- Widać, że nikt go nie odwiedza. Może po prostu nie ma kto - zastanawia się Joanna Rewucka. - Słoik wydaje mi się sympatycznym przekazem. Deszcz nie zmoczy kartki z prośbą, bo słoik jest zakręcony. Jednocześnie zwraca uwagę. Najbardziej przykre sytuacje są wtedy, gdy muszę przekazać odpowiedź negatywną. Współczuję ludziom, że im się nie udaje.

Powoli kończymy nasz spacer. Przypomnijmy, że po 11 latach starań Cmentarz Centralny w Szczecinie został objęty najwyższą formą ochrony zabytków. To zarazem 134 w Polsce, 4 w Zachodniopomorskiem i pierwszy w Szczecinie zabytek, który uzyskał tytuł pomnika historii.