Fani gitary klasycznej bardzo czekali na ten dzień! Płyta „Slavic Sessions” znalazła się w gronie pięciu albumów nominowanych do nagrody Grammy 2026 (w kategorii Best Chamber Music/Small Ensemble Performance). Zatem koncert w wykonaniu twórców tego albumu – Mateusza Kowalskiego i Maka Grgicia – musiał być nieprzeciętnym wydarzeniem! Artyści wystąpili w sali kameralnej w szczecińskiej filharmonii 28 października.

Dwie nagrody Pro Arte

Mateusz Kowalski pochodzi z Koszalina. Występował między innymi w wiedeńskim Musikverein i Shanghai Grand Theatre oraz koncertował w Nowym Jorku, Los Angeles, Paryżu czy Londynie. W 2023 roku na festiwalu Chopin i jego Europa jako pierwszy wykonał publicznie Koncert fortepianowy f-moll Chopina w opracowaniu na gitarę i orkiestrę. Niedawno, bo dokładnie w czwartek, 22 października, już po raz drugi odebrał nagrodę Pro Arte, przyznawaną przez Marszałka Województwa Zachodniopomorskiego za wybitne osiągnięcia artystyczne, ochronę dziedzictwa kulturowego i upowszechnianie kultury na Pomorzu Zachodnim.

Muzyka bałkańska i flamenco

Mak Grgić, urodzony w Lublanie słoweński gitarzysta, jest muzykiem bardzo wszechstronnym. Jego repertuar to klasyka łączona z muzyką bałkańską, flamenco, muzyką współczesną, a nawet eksperymentami mikrotonowymi. Nominacja za „Slavic Sessions” była już jego czwartą nominacją do Grammy!

Na początku wieczoru każdy z muzyków wystąpił solo. Mateusz Kowalski wykonał „Wariacje na temat La ci darem la mano” W.A. Mozarta op. 6 autorstwa Jana Nepomucena Bobrowicza oraz „Mazurki op. 7 nr 1, 3 i 4” Chopina (w aranżacji Bobrowicza), natomiast Grgić przedstawił tradycyjne melodie „Shepherd’s Paths” i „The Mill”, w opracowaniach kompozytora i pianisty Leona Firšta.

Dwanaście pięknych miniatur

Obaj muzycy opowiadali o poszczególnych utworach, przytaczając różne anegdoty, od początku nawiązując dobry kontakt z publicznością. Kiedy połączyli siły i zaczęli grać w duecie, z wielką wrażliwością i kunsztem, zaprezentowali „Impresje polskie” Marka Pasiecznego, czyli dwanaście miniatur na dwie gitary, w których można było rozpoznać motywy z takich pieśni tradycyjnych jak „W murowanej piwnicy” czy „Hej, od Krakowa jadę!”.

Grgić opowiadał o bogactwie muzyki bałkańskiej i wówczas zabrzmiały „Macedonian Girl” i „Chicho” w opracowaniu Miroslava Tadicia – pochodzącego z Bośni gitarzysty i kompozytora.

Później zaś usłyszeliśmy dynamiczne i zróżnicowane „Tańce słowiańskie” op. 46 i op. 72 Antonína Dvořáka. Kowalski wspomniał wtedy, że gitara może brzmieć jak orkiestra w miniaturze, gdyż muzyk grając na niej naśladuje wiele instrumentów, sprawiając, że utwory pisane na duże składy także w uproszczonej formie są godne uwagi.

Nadprogramowe arcydzieła

Można było się o tym przekonać także podczas kolejnej prezentacji. Publiczność owacjami wymogła na muzykach wykonanie nadprogramowych utworów i pierwszym z nich była wspaniała „Rapsodia rumuńska” George Enescu. Na finał zabrzmiał natomiast kolejny klasyk – „Intermezzo Op. 118 No 2” Johannesa Brahmesa. To był zatem bardzo obfity we wrażenia wieczór, zwłaszcza że po zakończeniu koncertu widzowie mogli się spotkać z muzykami w holu.