Nie jest niczym niezwykłym, że superbohater potrzebuje swojej kwatery - miejsca, w którym na spokojnie może zaplanować, jak dalej nieść pomoc. Wyjątkiem nie jest Szczecińska Liga Superbohaterów, która po długiej tułaczce znalazła w końcu nowe lokum. Wymaga ono jednak jeszcze sporego nakładu pracy.

 

Liga Superbohaterów znana jest już w całej Polsce z tego, że niesie chwilę radości dzieciom w szpitalach i hospicjach. Członkowie fundacji w strojach m.in. Batmana, Spidermana czy Supergirl odwiedzają chore maluchy, wywołując u nich uśmiech na twarzy i pozwalając choć na moment zapomnieć o trudach leczenia.

Problemy zaczęły się już dwa lata temu

Pandemia koronawirusa bardzo negatywnie wpłynęła na działalność fundacji. Po pierwsze ograniczyła możliwości odwiedzin w szpitalach, po drugie zmusiła Ligę Superbohaterów do opuszczenia swojego dotychczasowego miejsca.

– W październiku 2020 roku dostaliśmy telefon, że mamy opuścić Netto Arenę, gdzie mieliśmy 75 metrów kwadratowych powierzchni magazynowej, bo będzie tam powstawał szpital tymczasowy. Dostaliśmy na przenosiny 44 godziny. Nasze rzeczy wylądowały w blaszanym garażu teścia, piwnicy mojego dziadka. Wielkie kostiumy musieliśmy wywieźć do stodoły 200 km od Szczecina. I w naszym mieszkaniu do tej pory trzymamy bardzo dużo rzeczy: meble, ploter laserowy, drukarki. Tony dokumentów. Nie jest to łatwe, gdzie żyje się z dzieckiem i nie ma miejsca, by fakturami się zająć. Trochę rzeczy też nam niestety zgniło, w blaszanym garażu dużo się zniszczyło – mówi Tomasz Gierwiatowski, założyciel Ligi Superbohaterów.

Światełko w tunelu

– Porzuciłem pracę zarobkową, aby rozwinąć fundację. Musieliśmy zadbać o naszych opiekunów, chcielibyśmy fundację rozwinąć na szeroką skalę, a to wymagało sporo czasu – mówi Gierwiatowski i przyznaje, że to nie była prosta decyzja. Sytuacja zaczęła wyglądać nieco lepiej jesienią zeszłego roku.

Od października Liga Superbohaterów zajmuje lokal przy ul. Niemcewicza.

– To miejsce było naszym wymarzonym, oglądaliśmy je z zasobów ZBiLK-u. Bardzo długo staraliśmy się o ten lokal, a teraz walczymy o obniżkę czynszu. Był u nas prezydent Krzystek, mamy nadzieję, że się wszystko uda i będziemy mieć stawkę preferowaną, przez co będziemy się mogli skupić na pracy fundacyjnej – przyznaje Gierwiatowski. – Już nie możemy się doczekać, żeby prowadzić te zajęcia. Jak na razie to odpowiadamy na telefonu rodziców dzieci terminalnie chorych i jedziemy kilkadziesiąt, kilkaset kilometrów, by je odwiedzić.

Lokal na Niebuszewie ma 160 metrów kwadratowych i osiem pomieszczeń, na które są już konkretne pomysły. Na przykład w warsztatowni odbywać się będą pojedynki na miecze świetlne, zajęcia z modelowania 3D a także warsztaty tworzenia strojów. Pracownia czysta przeznaczona będzie na drukarki 3D, pracownia brudna – na malowanie sprayami.

„Każdy będzie mógł przyjść i skorzystać z naszych zajęć”

Jednak jest pewien problem – nowa siedziba fundacji potrzebuje gruntownego remontu.

– Jeśli chcemy prowadzić tutaj zajęcia dla chorych dzieciaczków, to ten remont musi być. To stara, poniemiecka kamienica, trzeba więc wyprostować podłogi i ściany. Chciałbym, by wszystko skończyło się do wakacji, żeby móc już wtedy zrobić jakieś warsztaty czy półkolonie, ale skala jest tak ogromna, że nie wiem, czy uda się to zrobić – przyznaje Gierwiatowski. – Pomóc może każdy, wpłacając choćby złotówkę na naszą zrzutkę. Jesteśmy wdzięczni tym, którzy już to zrobili i zachęcamy do tego innych. To miejsce nie będzie tylko dla chorych dzieci i tych, które pokonały chorobę, ale dla ich rodziców i wszystkich naszych fanów. Każdy będzie mógł przyjść i skorzystać z naszych zajęć – zapowiada.

Tu można wesprzeć fundację: https://patronite.pl/LigaSuperbohaterow