Minęło 30 lat, ale nie sposób o tym zapomnieć. Seria wybuchów, która zniszczyła reaktor i blok energetyczny elektrowni atomowej w Czarnobylu w kwietniu 1986 roku oprócz skażenia wielkiego obszaru przyniosła też potężne konsekwencje społeczne i polityczne. „Gęstość zaludnienia. Historia wybuchu” - nowa propozycja Teatru Kana, w reżyserii Krzysztofa Popiołka, nie jest rekonstrukcją tych wydarzeń. To bardziej próba odpowiedzi na pytanie, czym dla jednostki jest katastrofa i jak nas zmienia.

Przyroda zamarła
Na początku były żarty (np. o zwierzętach na pastwiskach owiniętych w celofan) i zabarwione niepokojem niedowierzanie. Dopiero później, kiedy na Białorusi przyroda zamarła i zaczęły się rodzić zdeformowane dzieci, człowiek zaczął się mierzyć ze świadomością, co się naprawdę stało. Po 20 latach od katastrofy Swietłana Aleksijewicz, zebrała w swej książce „Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości” relacje mieszkańców skażonych terenów o wydarzeniu, które nieodwracalnie zmieniło ich życie. Ten reportaż jest podstawą dramaturgiczną „Gęstości zaludnienia”.

Kto jest winny?

Popiołek postanowił przerażające wspomnienia i opowieści zebrane przez noblistkę zogniskować w głosach czterech postaci. To likwidator, który ma rozstrzeliwać napromieniowane zwierzęta. Lekarka, zaczynająca pracę w szpitalu, przytłoczona liczbą cierpiących na choroby mnożące się po wybuchu (których leczenie bardzo często jest niemożliwe). Dziewczyna, która rejestruje powolne odchodzenie ukochanego, umierającego na chorobę popromienną. Wreszcie jest kobieta, która rodzi niepełnosprawne dziecko i nie może się otrząsnąć z poczucia własnej winy.


foto: Bartek Warzecha

Gorzka pamięć i taniec zatracenia

Obok nich jest jeszcze starszy mężczyzna (w tej roli Dariusz Mikuła), który we wstępie inscenizacji pakuje w kartony swój dobytek, wszystkie przedmioty, które miały mu uprzyjemnić życie, ale chyba nie zdołały tego dokonać... Pozostała gorzka pamięć i radykalne gesty, które mają uśmierzyć ból. Takie jak zanurzenie głowy w akwarium czy ekstatyczny taniec w rytm ludowej muzyki, taniec w którym ten człowiek chce się wręcz zatracić by oderwać się od tego, co złe. To na pewno jeden z mocniejszych fragmentów "Gęstości...", ale nie jedyny na pewno. Ciekawym zabiegiem jest też np. wykorzystanie sztankietu, anektującego znacząco przestrzeń i świecącego w oczy widzów w innej scenie.

Mocne ostrzeżenie
W ostatnich minutach spektaklu słyszymy nagrane wypowiedzi osób w różnym wieku, które odpowiadają m.in. na pytania: co to jest katastrofa?, co byś zrobił(a), kiedy wybuchłaby wojna? Ktoś spakowałby się i wyjechał, ktoś inny chce bronić swego kraju. Reakcje i opisy są bardzo różne. Ten epilog, to zwrócenie się w stronę współczesności i poszerzenie przekazu o bardziej uniwersalne tony. Mam jednak wrażenie, że ta „ankieta” (choć padają w niej słowa istotne i ważne) nieco osłabia mimo wszystko wymowę wcześniejszych, tak poruszających, sekwencji. Tragedia w Czarnobylu była (i nadal jest) ostrzeżeniem i oskarżeniem, którego nie trzeba moim zdaniem „dopowiadać”... Tak czy owak spektakl wywołuje silne refleksje i nie pozwala nam zapomnieć o tym, co może się kiedyś stać raz jeszcze...

Spektakl "Gęstość zaludnienia" na deskach Teatru Kana będzie można zobaczyć m.in. w najbliższy weekend, tj. 9 i 10 czerwca o godz. 19:00 oraz 11 czerwca o 17:00. Bilety kosztują 20 i 25 zł.