Dwie bardzo żywiołowe formacje zobaczyliśmy wczoraj w finale tegorocznej edycji Szczecin Music Fest. Na dziedzińcu Zamku Książąt Pomorskich wystąpiły grupy Firewater i Balkan Beat Box, wprowadzając nas w trzygodzinny folk-punkowy trans.

Firewater, mimo iż otrzymał tego dnia rolę supportu, to bynajmniej nie poprzestał na krótkim zaprezentowaniu swych możliwości. Ta dowodzona przez Toda A. formacja zafundowała nam prawie 80 minutową dawkę world punku, czyli mieszankę różnych stylów od jazzu, folku do muzyki klezmerskiej. Takie utwory jak „Ex-Millionaire Mambo”, „Dead Man Boots” czy „This Is My Life” zabrzmiały bardzo soczyście, a kiedy w dwóch utworach do zespołu dołączył jeszcze Ori Kaplan (saksofonosta Balkan Beat Box), to brzmienie zyskało jeszcze ciekawszy wymiar. Publiczność zwłaszcza w drugiej części występu Firewater, przejęła wibracje aplikowane przez ten multinarodowy zespół (jak powiedział Tod „pochodzimy z sześciu różnych krajów) i wiele osób tańczyło pod sceną.
 
Balkan Beat Box to grupa, która już w Polsce grywała wiele razy, m.in. zaliczając poznański festiwal Ethno Port. Jej interesami w naszym kraju zajmuje się DJ Maken, który wczorajszy, szczeciński występ zapowiedział, mówiąc że czeka nas „Muzyka, ktora mowi wiele ciekawych historii”... i tak było.
 
Firewater rozbudził emocje, ale Balkan Beat Box czy w skrócie B B B to już była wręcz eksplozja rytmu. W zespole najbardziej wyróżnia się niewysoki, ale niezwykle  aktywny -Tomer Yosef (wokal, perkusjonalia) , śpiewający po hebrajsku i angielsku oraz doprawiający niektóre kompozycje elektronicznymi dodatkami. Tamir Muskat dokłada do tego atomowe uderzenia w zesataw perkusyjny, a wspomniany już Ori- swoje saxofonowe narracje. Towarzyszący im gitarzyści upiększają jeszcze ten przekaz, nadając mu wyrazistego kolorytu. Zespół ułożył bardzo zróżnicowaną set listę w której znalazły się chyba reprezentantki każdego z czterech albumów z jej dorobku. Usłyszeliśmy np. „Hermetico”, "Habibi Min Zaman", "Digital Monkey" czy „Political Fuck”, tak więc chyba zadwolił nawet najbardziej wymagających fanów...
 
Maken wszedł na scenę także pod koniec występu swych podopiecznych i pomógł szczecinianom wywołać Balkan na dogrywkę. Ostatnie kilkamaście minut tego energetycznego show to było prawie folkowe misterium. Wtedy już chyba tańczyli wszyscy widzowie, tak więc chłód późnego wieczoru był ledwie  słabo odczuwalny...