Taka biografia to wręcz gotowy temat na scenariusz. Historia Jana Banasia, piłkarza z wielkim talentem, który osiągnął znacznie mniej niż powinien, sprowokowała Jana Kidawę-Błońskiego do stworzenia kolejnej śląskiej opowieści. Tym razem rozgrywającej się głównie w Zabrzu, bo tam „Gwiazdy” były realizowane.

Bohater Zabrza, urodzony w Berlinie

Czekaliśmy na inny film tego reżysera. Superprodukcja wojenna o okręcie ORP Orzeł na razie jednak utknęła w fazie przygotowań. Kidawa-Błoński zdecydował się więc podjąć temat też de facto historyczny, ale dotyczący sportu. „Gwiazdy” to film o Janie Banasiu (w tej roli Mateusz Kościukiewicz), piłkarzu urodzonym w Berlinie, który największe sukcesy odnosił w Górniku Zabrze. Nie jest to jednak fabuła wierna stuprocentowo faktom z jego życiorysu, bo scenarzyści dodali kilka wątków, które miały uatrakcyjnić dramaturgię.

 

Emocje sportowe i uczuciowe

Przede wszystkim na pierwszy plan wprowadzili rywalizację między Janem, a jego kolegą z podwórka, Ginterem (Sebastian Fabijański). Ta postać jest częściowo wzorowana na historii Gintera Gawlika – innego gracza Górnika Zabrze. Kidawa-Błoński obiektem potyczek obu zawodników czyni urokliwą Marlenę (Karolina Szymczak). W filmie nie brakuje więc emocjonujących akcji na stadionie (kariera Banasia nabiera rozpędu i zawodnik trafia do reprezentacji), ale też scen miłosnych. Poza tym istotną postacią w scenariuszu jest ojciec Jana – Hans Vilmeier (Paweł Deląg), który ofiaruje mu pierwszą piłkę, a w przyszłości namawia do ucieczki na Zachód, bo tylko tam Jan może zrobić prawdziwą karierę.

 

Szlaban na mistrzostwa

Ta próba wspięcia się na drabinę do raju, okazuje się brzemienna w nieprzewidziane skutki. Banaś co prawda kontynuuje karierę klubową, ale ta reprezentacyjna jest już bardzo ograniczona, a Ginter utrudnia ją jak może w ramach prywatnych porachunków dotyczących Marleny. W „Gwiazdach” pokazano wyraźnie, że stało się tak z przyczyn pozasportowych. Reżyser wmontował w fabułę także archiwalne zdjęcia i wypowiedź trenera kadry Kazimierza Górskiego, który dyplomatycznie tłumaczy „szlaban” Banasia na grę w Mistrzostwach Świata, ale kibice na pewno wiedzieli swoje.

 

Profesjonaliści w drugim planie

Cały film jest więc dość atrakcyjną podróżą w czasy świetności polskiego sportu, a że w rolach drugoplanowych widzimy takich profesjonalistów jak Marian Dziędziel, Magdalena Cielecka czy Adam Woronowicz, to rzeczywistość lat 60. i 70. (ze śpiewającą z ekranu Farridą i koktajlami z robota kuchennego firmy Predom) jawi się jeszcze barwniejsza.