Jedyna 50-metrowa pływalnia w Szczecinie była przez kilka miesięcy zamknięta ze względu na remont naruszonej konstrukcji dachu. Pływacy wrócili na Floating Arenę dopiero w marcu. Dach nie stwarza już zagrożenia, ale… nadal przecieka.
Do tej pory wydano 2,6 mln zł, jednak na kompleksową modernizację potrzebne są większe środki. Najpierw szacowano je na 4 mln zł, ale teraz już wiadomo, że to też będzie za mało. A w budżecie miasta cały czas brakuje pieniędzy.
– Dlatego musimy zburzyć dach. Floating Arena to bardzo udana inwestycja. Problemy są tylko z dachem. Rozwiązanie jest proste – usunąć źródło kłopotów. Czy ktoś powiedział, że pływalnia musi mieć dach? – pyta nas jeden z wysoko postawionych urzędników.
Bez dachu będzie dużo lepiej
Szczecinianie zresztą świetnie pamiętają takie rozwiązanie. W miejscu Floating Areny przez lata istniał odkryty basen 50-metrowy. To na nim pływali rekreacyjnie mieszkańcy i trenowali sportowcy.
– Wtedy mieliśmy sukcesy! Na odkrytym basenie wychowali się szczecińscy mistrzowie świata. Teraz pływacy mają za dobrze. Nie marzną, nie pada im na głowę, nie wykuwają charakterów w trudnych warunkach. I medali nie ma – mówi pan Janusz, którego spotkaliśmy w kolejce po kebaba.
Odkryta Floating Arena będzie miała charakter kąpieliska. Z leżakami, piaskiem wysypanym na parkingu i food truckami z lodami oraz przekąskami. Co ciekawe, basen ma być otwarty przez cały rok.
– Już teraz dostajemy zapytania od klubów morsów, które chcą zarezerwować tory na grudzień. Liczymy, że dzięki zburzonemu dachowi, Szczecin stanie się polską stolicą morsowania. A moja mama zawsze mówiła – zimna woda, zdrowia doda – tłumaczy jeden z autorów projektu.
„Słynna scena balkonowa z „Romea i Julii”, a nad publicznością prawdziwe gwiazdy”
Szczecin od dawna ma problemy z dachami. Przeciekała Netto Arena, przeciekał Teatr Polski. Żeby nie dopuścić do podobnych kłopotów w przyszłości, kolejne budynki użyteczności publicznej będą budowane od razu bez dachów. Udało nam się nieoficjalnie ustalić, że na pierwszy ogień pójdzie nowy gmach Teatru Współczesnego.
– Wyobraźmy sobie, na scenie odgrywają słynną scenę balkonową z „Romea i Julii”, a nad publicznością prawdziwe gwiazdy. Romantiko! Albo inscenizacja „Opowieści Wigilijnej” w grudniu, a widzom sypie się za kołnierze prawdziwy śnieg. Bajka! – zachwyca się pan Jan, znany szczeciński teatrofil, meloman i grafoman.
Spróbują sprzedać wielkie siodełko rowerowe
Urzędnicy bardzo żałują, że niepotrzebnie zadaszono Teatr Letni (pojawiły się już problemy ze skraplającą się wodą). Trwają analizy, czy można sprzedać konstrukcję dachu Muzeum Guggenheima w Nowym Jorku, jako pomnik wielkiego siodełka rowerowego.
Komentarze