– Nie jest sprawiedliwe, że Bolt, Uber czy FreeNow mogą regulować swoje stawki w zależności od natężenia ruchu i pory dnia, a my musimy działać w sztywnych ramach uchwał rady miasta. Jesteśmy spętani, a to jest zamykanie konkurencyjności – mówią nam oburzeni taksówkarze ze Szczecina.
Spis Treści

„Klasyczni” taksówkarze kontra jeżdżący na aplikacjach

„Tradycyjni” taksówkarze przyznają, że mają dość trudnej konkurencji z kierowcami, którzy na co dzień wykonują kursy obsługiwane przez popularne aplikacje jak Bolt czy Uber.

Najwięcej wątpliwości budzi fakt, że stawka przejazdu z miejsce na miejsce w przypadku aplikacji jest inna w zależności od pory dnia czy natężenia ruchu, a taksówkarze regulowani są mniej dynamicznie – opłata zmienia się w zależności od stref czy od pory dnia, ale tylko do maksymalnego poziomu regulowanego przez radę miasta, a nie przez bieżącą sytuację na drogach.

– Taksówkarze raczej się nie zbuntują, ale ich frustracja i niezadowolenie jest ogromne – mówi nam jeden z taksówkarzy ze Szczecina. – Sytuacja jest taka, że np. w noc sylwestrową taksówki Bolta miały nawet 20 złotych za kilometr jazdy, co jest znacznie powyżej poziomu ustalonego przez radę miasta. Taksówkarze jeżdżący tradycyjnie, ale mający też umowę z Boltem, rezygnują z tradycyjnej jazdy i jeżdżą z aplikacją, bo to się bardziej opłaca. Ceny z aplikacji są często nawet kilkukrotnie wyższe niż w przypadku tradycyjnych taksówek – mówi nam inny taksówkarz.

– Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że klasyczna taksówka bywa tańsza niż jazda z aplikacjami. Coraz więcej kierowców odchodzi z zawodu albo zaczyna jeździć na aplikacjach. Konkurencja nie jest łatwa, bo na tych aplikacjach jeżdżą też osoby z zagranicy, które często nie mają sprawdzanych np. zaświadczeń o karalności w swoich krajach. Ten rynek się bardzo zepsuł – słyszymy.

Sprawą zajął się także radny Prawa i Sprawiedliwości Krzysztof Romianowski.

– Mam wrażenie, że sytuacja jest nierówna, bo Bolt czy Uber mogą regulować swoje stawki w zależności od natężenia ruchu, a standardowi taksówkarze mają uchwałą uregulowane stawki startowe i w ciągu dnia. Może się okazać, że odcinek w centrum miasta, który taksówką kosztować będzie 15 złotych, w Uberze będzie kosztować 40 złotych – mówi radny PiS.

Krzysztof Romianowski przygotował interpelacje w tej sprawie, która trafiła do magistratu.

Magistrat: „Nie wpłynęły skargi udokumentowane paragonami czy fakturami”

Urząd Miasta w Szczecinie odpowiedział na nasze pytania, przyznając jednak, że problem zgłaszany przez taksówkarzy nie jest zagadnieniem, które wcześniej było przez urząd analizowane.

– Ceny mają charakter cen maksymalnych za przewozy taksówkami w granicach administracyjnych gminy miasto Szczecin. Obowiązek ich stosowania dotyczy wszystkich przedsiębiorców wykonujących przewozy taksówką, niezależnie od tego, czy taksówka jest wyposażona w taksometr, czy w aplikację. Organ wydający licencję kontroluje przewoźników pod kątem dokumentów potwierdzających spełnienie wymogów ustawowych posiadania licencji, np. aktualności badań lekarskich i psychologicznych kierowców wykonujących przewozy, ich niekaralności w zakresie wymienionym w ustawie, posiadania polskiego prawa jazdy czy prawidłowości oznakowania pojazdów – mówi Dariusz Sadowski ze szczecińskiego magistratu.

Instytucjami, które weryfikują rzetelność pobieranych należności za przejazdy, są Inspekcja Handlowa i Krajowa Administracja Skarbowa. Te organy wykonując przejazdy kontrolne, weryfikują stawki poprzez porównanie tych widniejących na paragonie do tych określonych w uchwale rady miasta.

– Do UM Szczecin nie wpłynęły żadne skargi udokumentowane paragonami czy fakturami, które wskazywałyby na to, że kierowcy jeżdżący na aplikacji nie stosowaliby się do uchwały w sprawie cen za przejazd taxi – mówi Dariusz Sadowski.