Mieli niebywały wpływ na rozwój sztuki współczesnej w Szczecinie, a wspomniane w publikacji plenery artystyczne były jednymi z najważniejszych w Polsce XX wieku. „Wyobraźmy sobie artystów, którzy przyjeżdżają do totalnie zrujnowanego Szczecina. Kontrasty były niesamowite. Na Wałach Chrobrego koczują Niemcy, nie ma wody, chleba, panuje głód. A Marian Tomaszewski przyjeżdża, aby tworzyć plastykę i dostaje 7-pokojowe mieszkanie przy Wielkopolskiej” – opowiada Wojciech Ciesielski, autor publikacji „Sztuka. Komiks Szczeciński”.

 

„Sztuka. Komiks Szczeciński” to autorski projekt Wojciecha Ciesielskiego, który w jednej książce zebrał siedem krótkich nowel. Publikacja wyszła nakładem wydawnictwa Granda na początku maja tego roku. Mogą ją czytać zarówno znawcy sztuki, jak i ci, którzy nie mają z nią na co dzień do czynienia.

Od powieści o krasnoludkach do mrocznego grabarza

Wojciech Ciesielski urodził się w 1979 roku. Ukończył muzealnictwo na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Pracował w Muzeum Sztuki Współczesnej, oddziale Muzeum Narodowego w Szczecinie. Swój pierwszy komiks stworzył, jak sam się zastanawia, w wieku 4, może 5 lat.

– Dokładnie nie pamiętam, ale nie chodziłem jeszcze wtedy do szkoły. To była trzytomowa powieść o krasnoludkach, a dymki z tekstami pisał dla mnie brat – mówił podczas Tygodnia Sztuki Otwartej. Dodajmy, że spotkanie autorskie poprowadziła Kinga Rabińska, a Andrzej „Graba” Grabowiecki udostępnił przestrzeń swojej pracowni fotograficznej przy ul. Bałuki.

Wróćmy jednak do Wojciecha Ciesielskiego. W domu rodzinnym naszego bohatera nie było wielu komiksów, ale właśnie ta forma szczególnie przypadła mu do gustu. Kilka lat po krasnoludkowym debiucie przyszedł czas na mroczniejsze klimaty.

– Wspólnie z kolegą wymyśliliśmy postać grabarza. Kserówki komiksu umieszczaliśmy na afiszach, planszach, domach akademickich, stołówkach. Tak wyglądała nasza dystrybucja – wspomina z uśmiechem.

Potem przyszedł czas na kolejne publikacje. Na swoim koncie ma komiks „Zosia. Pierwsze loty” oraz blogi – „Komiks TV” i „Komiks Ciesielski”. Ostatnio, nakładem wydawnictwa Granda, wyszła „Sztuka. Komiks Szczeciński”. Pięć nowel opowiada o szczecińskich artystach, a pozostałe dwie – o plenerach artystycznych w Karlinie i Osiekach. Niegdyś były to najważniejsze wydarzenia artystyczne w Polsce, których współorganizatorem był tata Wojciecha Ciesielskiego.

Marazm, i duchota, czyli plenery w Karlinie

– Bardzo dobrze wspominam czas w Karlinie. To było niesamowite miejsce. Swego czasu miał to być polski Kuwejt, ponieważ odkryto tam ropę. Ale nie było jak jej wydobyć. W mieście była jedna fabryka płyt wiórowych, która podupadła pod koniec lat 80. Dokładnie pamiętam tamten czas i atmosferę, która panowała w kraju – wspomina Wojciech Ciesielski. – Było gorąco, duszno, parno. Czuć było oczekiwanie, tylko nie było wiadomo na co. Wszyscy wiedzieli, że system zaraz się rozsypie.

To właśnie wtedy artyści postanowili pojechać na plenery do Karlina i tam uprawiać sztukę. Mieszkali w hotelu robotniczym, w pokojach bez toalet. Jadali w gospodach, gdzie były tylko golonki.

– O schabowym to oni mogli zapomnieć – śmieje się komiksiarz. – Potem było snucie się po mieście w upale, dymie i wszechobecnym marazmie. Z hotelu wychodzili nad rzekę, gdzie wysiadywali na brzegu, a potem szli do spichlerza, aby popracować. Tak właśnie wyglądały moje wakacje.

Miasto kontrastów i Pierwsza Wystawa Plastyków

Kartki „Sztuka. Komiks Szczeciński” wypełnione zostały także historiami pięciorga artystów związanych ze Szczecinem i Pomorzem Zachodnim. Publikację otwiera nowela o Marianie Tomaszewskim – pionierze szczecińskiej plastyki i organizatorze życia artystycznego. Uruchomił w mieście Związek Polskich Artystów Plastyków. Wojciech Ciesielski nie poznał go osobiście – artysta zmarł na długo przed jego narodzinami.

– Ale zetknąłem się z jego twórczością i byłem zszokowany jej jakością przy jednoczesnym braku rozpoznania tej twórczości. Marian Tomaszewski próbował działać w Szczecinie, ale ostatecznie wrócił do Warszawy. Wcale mu się nie dziwię. To, co go spotkało w pierwszych latach, nie napawało optymizmem – zaznacza Ciesielski.

Marian Tomaszewski miał to szczęście, bądź nieszczęście, że sztukę tworzył w Szczecinie. Przyjechał we wrześniu 1945 roku, a w grudniu odsłonił Pierwszą Wystawę Plastyków w siedzibie Urzędu Informacji i Propagandy. Niestety, trzy dni po premierze wystawa spłonęła, a wraz z nią cały dorobek artystów.

– Wyobraźmy sobie artystów, którzy z ówczesnej stolicy Polski przyjeżdżają do totalnie zrujnowanego Szczecina. Kontrasty były niesamowite. Na Wałach Chrobrego koczują Niemcy, nie ma wody, chleba, panuje głód. A Marian Tomaszewski przyjeżdża do Szczecina, aby tworzyć plastykę i dostaje 7-pokojowe mieszkanie przy Wielkopolskiej.

Nie ma tej najtrudniejszej

Wojciech Ciesielski podkreśla, że każda historia wiązała się z innymi wyzwaniami. Trudno mu wskazać nowelę, która była dla niego najtrudniejsza.

– Najsłabiej narracyjnie byłem przygotowany do historii o Osiekach. Tam było za dużo wątków, które chciałem poruszyć. Pogubiłem się w tym, co trzeba wyciąć, a co zostawić. Dla mnie to był zbiór scenek, które usłyszałem. Próbowałem je skleić w historię, która ciągnie czytelnika – mówi. – Przy Brunonie Tode dużym wyzwaniem było przeczytanie jego książki. I to kilkukrotnie – śmieje się i dodaje: – Ale najlepiej pracowało mi się przy tej noweli o Janie Szewczyku.

Jak tłumaczy, przy tworzeniu komiksów poszedł tropem „własnych fascynacji i pamięci o tym, co zna”. Każda z historii jest inaczej poprowadzona, nacechowana i narysowana. Ale to komiks o Danucie Dąbrowskiej, artystce postkonceptualnej, jest zupełnie inny od pozostałych. To kolaż oparty na pracach i wierszach artystki.

– Chciałem pokazać twórczość Danuty, a nie pasowała mi jakakolwiek inna formuła. Skorzystałem z twórczości quasi-poetyckiej. Jej ostatnie prace oparte są o myśli naukowe, analityczne i syntetyczne, ale jednocześnie obszyte są tęsknotą za lirycznością – tłumaczy autor publikacji i zapewnia, że nauka i sztuka „potrafią świetnie ze sobą współgrać”. – Starałem się to pokazać w tym komiksie. Dorzuciłem właśnie spostrzeżenia i stworzyłem kopie prac Danuty.

Trafić do jak najszerszego grona

Jak pisze we wstępie Łukasz Musielak: „Sztuka. Komiks szczeciński” to nie tylko rzecz o Szczecinie, związanych z tym miastem artystach i w ogóle polskim środowisku artystycznym XX wieku, ale także o sztuce i naszej obecności w świecie przez nią zapośredniczonej oraz o samym snuciu opowieści.

Głównym założeniem publikacji jest trafienie do jak najszerszego grona odbiorców. Nie tylko tych, którzy są zainteresowani sztuką współczesną, ale także do wielbicieli komiksów czy historii i kultury. W ten sposób wiedza o tych artystach i wydarzeniach ma szansę dotrzeć poza wąski krąg specjalistów.