Jestem przerażona konsumpcjonizmem młodych ludzi. Tym, że cokolwiek się pojawi w sklepie, na reklamach, w Internecie - zaraz chcą to posiadać - mówi Renata Ramola-Piórkowska, projektantka. - Trzeba uświadamiać, jaka jest konsekwencja ich zakupów, co będzie jak założysz kupioną rzecz dwa razy i wyrzucisz. Czyż nie wyrośnie kolejna wyspa z ubrań, która będzie pływać w oceanie.


Płaszcz jutra

Płaszcz jutra Renata Ramola-Piórkowska utkała z przędzy zawierającej nasiona różnych roślin jadalnych. Najpierw jednak trzeba było znaleźć materiał stanowiący opakowanie trzymające ziarna. Inspiracją stały się rozpuszczalne nici chirurgiczne i opakowania kapsułek do prania. Z połączenia nasion i opatulającej je rozpuszczającej się w wodzie folii powstało około 1,5 tys. metrów unikatowej przędzy, z której projektantka splotem płóciennym utkała płaszcz. Płaszcz odpowiedzialny za środowisko, którym chciała zwrócić uwagę na zagadnienia związane z ekologią.

- Chciałam, żeby się zastanowić co by było, gdyby nasze tkaniny były stuprocentowo biodegradowalne i po porzuceniu przez człowieka, nadal żyły w całkowitej symbiozie z naturą - tłumaczy Renata Ramola - Piórkowska. Na ich pomysł wpadła chodząc z psem na spacer i widząc wyrzucane na łąkach, w lasach śmieci, w tym ubrania. - Chodząc wielokrotnie tą samą trasą obserwowałam, jak przyroda próbuje sobie poradzić z tymi ubraniami, jak oplata je mchem, zasłania liśćmi - opowiada.

Dla niezwykłego płaszcza wybrała krój pałatki: - Może być zarówno okryciem, jak i namiotem, co może symbolizować schronienie i dom. Bo przecież ubranie jest po to, żeby nas chronić i nasza planeta jest naszym schronieniem - tłumaczy.

Pracę „Jutro - tkaniny z użyciem nasion” wysłała na dziewiątą edycję konkursu „Młodzi na start” magazynu „Elle Decoration”. Tematem przewodnim był design XXI wieku i jurorzy oczekiwali odpowiedzi na pytania, czym jest design przyszłości, jakie materiały będą dla niego charakterystyczne, co będzie ważniejsze mieć czy być?

Pałatka szczecińskiej projektantki wygrała tamten konkurs.

W lipcu stroje z tkanin z nasion Renaty Ramoli-Piórkowskiej będą nosić modelki w finale międzynarodowego konkursu Off Fashion w Kielcach.

Postawa projektanta

Wałkujemy kwestię ekologicznego podejściu do mody. Prawda jest taka: - Jeśli ubranie jest z bawełny to się rozłoży i nie będzie negatywnych skutków dla środowiska, ale jeśli są tkaniny syntetyczne, to zostaje. Większość ubrań w sklepach jest teraz z materiałów syntetycznych. Nie zawsze to co się błyszczy jest czymś pięknym. Cekiny są bardzo szkodliwe dla środowiska - mówi Renata Ramola-Piórkowska. - Inna rzecz, że tkaniny naturalne jak bawełna stają się droższe, bo panuje rozszalały konsumpcjonizm, kupujemy ciągle nowe ubrania i bawełna nie nadąża rosnąć. Wycina się drzewa, żeby zasadzić nowe pola bawełny.

Dalej: - Do tego jeansy są bawełniane, ale do wyprodukowania jednej pary potrzeba tyle wody, ile dwie osoby wypiją przez 10 lat. Dlatego wszystko co mam na sobie jest z second handu. Jestem zwolenniczką przerabiania ubrań, powierzania ich krawcowym. Płaszcz babci jest uszyty ze sto procent wełny, a dziś wełnę „setkę” już jest ciężko dostać.

Poprzednia kolekcja „Stereotypy”, którą chciała pokazać stereotypowe myślenie o kobietach - też była z naturalnych materiałów i z recyklingu. Zastosowała takie tkaniny jak ścierka do podłogi czy podszerstek, który wyczesała po zimie z psa husky, którego rodzina wzięła ze schroniska. Przy pomocy filcowania puchu pupila powstał materiał na białe futro dla pań, mięciutkie, ciepłe, przyjazne, ekologiczne.

Moda w pandemii

Rozmawiamy w pracowni tkaniny Wydziału Wzornictwa Akademii Sztuki. Na pytanie co z modą w czasie i po pandemii zdejmuje z manekina kurtkę, która rozkłada się do kwadratowego koca. - W kolekcjach na czas pandemii pojawiło się dużo dresów, bluz oversize, w których można się schować, otulić. W pandemii przyjemnie jest zawinąć się w koc i czuć bezpieczniej - mówi. - Przed narodzeniem byliśmy w brzuchu mamy otuleni, jak się narodziliśmy, mama pierwsze w co nas zawijała to był becik. Pandemia nas przystopowała, dała reset, może do nowych narodzin? Powinniśmy się cofnąć. Zaczerpnąć z tego co było wcześniej. Wrócić do naturalnych tkanin, kaszmiru, wełny czy jedwabiu. To będą droższe materiały, ale takie ubrania będą przechodziły z pokolenia na pokolenie. My projektanci powinniśmy zacząć projektować ubrania, które będą długo etapowo modne. Wprowadźmy modny trend na ubrania, które będą świadczyły, że noszę je 20 lat.

Tymczasem mamy nadprodukcję rzeczy złej jakości. - Jestem przerażona konsumpcjonizmem młodych ludzi. Tym, że cokolwiek się pojawi w sklepie, na reklamach, w Internecie - zaraz chcą to posiadać - martwi się Renata Ramola - Piórkowska. - Trzeba ich uświadamiać, jaka jest konsekwencja tych zakupów, co będzie jak założysz kupioną rzecz dwa razy i wyrzucisz. Czyż nie wyrośnie kolejna wyspa z ubrań, która będzie pływać w oceanie.

Droga do Akademii

Po Technikum Odzieżowym chciała wyjechać studiować projektowanie w Łodzi (wtedy to były czasy projektanta Antkowiaka i kolekcje z naturalnych lnów), ale rodzice nie chcieli puścić, jedyną artystyczną uczelnią w Szczecinie była wtedy architektura na Politechnice Szczecińskiej, którą ukończyła.

Założyła firmę projektowania wnętrz, specjalizowała się w tkaninie, którą otulała wnętrza. Zbierały z koleżanką stare krzesła i fotele i je odnawiały, potem jak odnawiać meble uczyły innych.

Od jednej z koleżanek usłyszała, że na Akademii Sztuki powstaje nowy kierunek - wzornictwo i projektowanie ubiorów. „Już bliżej przyjść nie mogło”. Po czterdziestce uwolniła w sobie nastolatkę z Technikum Odzieżowego i poszła na drugie studia.

W dzieciństwie miała maskotkę, którą powiększyła do 4,5 m. Wielkiego misia do przytulania pokazała w Witrynie Obiektu Kreatywnego Jadwiga. Renata z uśmiechem: - Jak go przywiozłam na uczelnię, to każdy chciał się wtulić.

Zieleń Szczecina

Dzieciństwo spędzała na podlubelskiej wsi. - Jako dziecko dużo obcowałam z przyrodą i ją pokochałam - mówi. Kiedy zawiozła swoje dzieci, żeby pokazać im te magiczne miejsca, była przerażona: - Jako dziecko skakałam po pięknych dużych drzewach, a teraz jak wyglądają sady? To patyki z owocami usztywniane betonowymi palami.

Renata Ramola - Piórkowska działa w Społecznej Straży Ochrony Zieleni w Szczecinie: - Mamy sukcesy, ale z wielkim smutkiem powiem, że nie udało nam się uratować drzew na skarpie zamkowej. To był naturalny parawan dla Zamku, przeciw spalinowy, dźwiękochłonny.

Rozmarzonym wzrokiem projektantki widziałaby na zamkowej skarpie ścieżki „esy - floresy” pomiędzy drzewami, nawet betonowe, żeby palami wesprzeć skarpę. Do tego dobrałaby klimatyczne oświetlenie, nie wielgachne lampy, tylko klimatyczne lampiony. Zieleń i świecące kule. - Naprawdę można było tą przyrodę uratować - stwierdza. - Ja mieszkam za miastem, blisko lasu, ale walczę, bo wiem, jakie konsekwencje będą z chwilą kiedy wytniemy przyrodę w mieście. Miasto powinno być zielone, bo przyroda daje nam mikroklimat, oddech, życie.

Na koniec. Gatunki lip różnią się od siebie tygodniami kwitnienia i przed wojną tak je sadzono w Szczecinie, żeby jak przekwita jedno drzewo obok kwitła druga lipa, żeby jak najdłużej rozchodził się po ulicach miasta zapach drzew.

 

 

AUTOR ZDJĘCIA: Wojciech Bigus

AUTOR ZDJĘCIA: Wojciech Bigus

AUTOR ZDJĘCIA: Wojciech Bigus

AUTOR ZDJĘCIA: Wojciech Bigus

AUTOR ZDJĘCIA: Wojciech Bigus

AUTOR ZDJĘCIA: Wojciech Bigus

AUTOR ZDJĘCIA: Wojciech Bigus

AUTOR ZDJĘCIA: Wojciech Bigus

AUTOR ZDJĘCIA: Wojciech Bigus

AUTOR ZDJĘCIA: Wojciech Bigus

AUTOR ZDJĘCIA: Wojciech Bigus

AUTOR ZDJĘCIA: Wojciech Bigus

AUTOR ZDJĘCIA: Wojciech Bigus

AUTOR ZDJĘCIA: Wojciech Bigus

AUTOR ZDJĘCIA: Wojciech Bigus

AUTOR ZDJĘCIA: Wojciech Bigus

AUTOR ZDJĘCIA: Wojciech Bigus

AUTOR ZDJĘCIA: Wojciech Bigus

AUTOR ZDJĘCIA: Wojciech Bigus

AUTOR ZDJĘCIA: Wojciech Bigus

AUTOR ZDJĘCIA: Wojciech Bigus

AUTOR ZDJĘCIA: Wojciech Bigus