Zmodernizowany Teatr Letni padł już ofiarą wandali. Zdarzenie na pewno nie pomoże mieszkańcom, którzy domagają się otwarcia bramy za sceną amfiteatru, aby korzystać z zabranego przejścia. „Prawdopodobnie będziemy musieli zdemontować część ławek i dać je do naprawy” – mówi Marcin Adamczyk ze Szczecińskiej Agencji Artystycznej.

 

Podczas ostatniej komisji ds. promocji i kultury radni powrócili do tematu Teatru Letniego. Przypomnijmy, że apel o otwarcie przejścia za sceną wystosował organizator spacerów Paweł Madejski. Wówczas stanęło na deklaracji dyrektor Szczecińskiej Agencji Artystycznej, że kiedy wydarzeń i przygotowań nie będzie, to bramy obiektu będą otwierane.

Problem jak zwykle tkwi w pieniądzach

– Na czym stoimy? W amfiteatrze od wielu tygodni nie ma wydarzeń, a bramy nadal są zamknięte – dopytywał podczas komisji ds. kultury i promocji Przemysław Słowik.

Na spotkaniu radnych Szczecińską Agencję Artystyczną reprezentował kierownik techniczny amfiteatru Marcin Adamczyk.

– Mówiliśmy, że zorganizowane wycieczki w każdej chwili mogą się do nas zgłosić. Jeżeli chodzi o otwarcie ścieżek, to próbowaliśmy je udostępnić, ale wejście od Rusałki automatycznie otwiera nam wejście na cały Teatr Letni – tłumaczył.

Zdaniem Adamczyka, odgrodzenie ścieżki to zbyt wysokie koszty, na które nie może sobie pozwolić Szczecińska Agencja Artystyczna. – Z powodów finansowych musimy drastycznie zmniejszyć ochronę osobową – argumentował.

Ławki z Teatru Letniego już do wymiany

Obawa przed otwarciem bramy Teatru Letniego związana jest także z dalszą dewastacją obiektu, która już miała miejsce. Jak sprawcy dostali się na ogrodzony obiekt, którego bramy cały czas są zamknięte? Okazało się, że wykorzystali brak fragmentu ogrodzenia, który obecnie zastąpiony jest zwykłą barierką.

– To miało być miejsce dla wjazdu food trucków, ale okazało się, że i tak nie mogą wjeżdżać. Mieszkańcy po prostu odsuwają tę barierkę i wchodzą na teren Teatru Letniego. Jacyś „wspaniali” mieszkańcy weszli i wylali czarną substancję na ławki. Prawdopodobnie będziemy musieli je zdemontować i dać do naprawy. Zauważyliśmy to po czasie i teraz przeglądamy monitoring, aby sprawdzić, kiedy dokładnie miało to miejsce – poinformował radnych Marcin Adamczyk.

Brakujący fragment ogrodzenia ma zostać wkrótce uzupełniony.

„Jak będziemy mieć nadmiar pieniędzy, to możemy się tym zainteresować”

Radni nie są jednomyślni w kwestii otwarcia bramy Teatru Letniego. Część z nich stoi po stronie władz Szczecińskiej Agencji Artystycznej, która nie chce udostępniać obiektu z obawy przed dewastacją.

– Cokolwiek by się nie stało, to pani dyrektor odpowiada za ten obiekt. Latem spacerowałam z córką w tych okolicach. Jak mi powiedziała, w Dublinie zamykają sam środek parku, kiedy robi się ciemno. W Anglii jest to samo. Popieram panią dyrektor i pana Adamczyka, którzy martwią się o to mienie – argumentowała Urszula Pańka.

– Byłem w wielu teatrach letnich, wszystkie są zamknięte i nie można wejść na ich teren. Płoty są wyższe niż u nas. Nie pamiętam też, żeby w okolicach naszego amfiteatru był jakiś szczególny ruch pieszych. Jak będziemy mieć nadmiar pieniędzy, to możemy się tym zainteresować – dodał radny Paweł Bartnik.

„Olbrzymi błąd na etapie projektowania”

Zdaniem Patryka Jaskulskiego, „prędzej czy później Szczecińska Agencja Artystyczna będzie musiała znaleźć rozwiązanie”.

– Olbrzymi błąd został już popełniony na etapie projektowania. Rozumiem, że mamy cenne mienie, ale przy odrobinie dobrej woli i chęci jesteśmy w stanie wydzielić miejsce na szlak pieszy. Mamy przystanek autobusowy, który nazywa się „Teatr Letni”, a nie ma możliwości dojścia do niego.

Ostatecznie radni uznali, że przygotują projekt uchwały z propozycją wydzielenia szlaku pieszego.

– To będzie tylko propozycja. W gestii prezydenta pozostawimy jak to będzie zrobione. Osobiście będę kontynuować te starania. Rozmawiałem z ochroniarzami, którzy pracują na miejscu. Mówili, że wcześniej bramy były otwarte i nic złego się nie działo. Jestem pełen optymizmu i zaufania do mieszkańców. Wiele razy słyszałem, że to, co nowe, zaraz będzie zniszczone. Mieszkańcy wielokrotnie pokazali, że potrafią zadbać i szanować to, co wspólne – argumentował Przemysław Słowik.