Przyjazd nowojorskiego Suffocation do naszego miasta to niewątpliwie była duża atrakcja dla fanów death metalu w naszym regionie. Ten powstały w 1990 roku zespół ma dość silną pozycję wśród najlepszych zespołów tego gatunku. Praktycznie każda płyta Amerykanów jest wydarzeniem dla fanów ciężkiego grania, tak więc koncert tej grupy, który odbył się we wtorek 3 kwietnia był dla wielu z nich okazją do zweryfikowania jej koncertowej formy. Dzień wcześniej panowie zagrali w Pradze, a już 5 kwietnia mieli zaplanowany koncert w Danii, tak więc wybrali Szczecin, by po drodze nie marnować czasu.

Wcześniej zapowiadano, że na tym koncercie rolę supportów spełniać będą zespoły Shadows Land i Enthrallment, ale nastąpiły zmiany w programie i na deskach sceny w „Słowianinie” około godz. 20-ej pojawił się szczeciński Wishmaster. Pół godziny które muzycy tej grupy otrzymali do dyspozycji wykorzystali na to by skutecznie rozgrzać przybyłych do klubu widzów. Zespół gra muzykę zbliżoną do dokonań gwiazdy wieczoru, tak więc został przychylnie przyjęty przez publikę. Po przerwie technicznej na scenę wkroczyli Derek Boyer (bas), Terrance Hobbs (gitara), Guy Marchais - gitara elektryczna, vocalista Frank Mullen i Mike Smith, który zasiadł za perkusją. Swój występ rozpoczęli od przytłaczającego, potęznie brzmiącego numeru z debiutanckiej płyty formacji – „Infecting The Crypts”. Po takim wstępie chyba nikt nie miał wątpliwości, że to będzie dobry koncert. Muzycy nie zwolnili tempa już do końca serwując nam kolejne perły ze swej dyskografii takie jak „Catatonia”, „Tomes of Acrimony” czy też utwory z wydanej pod koniec ubiegłego roku ostatniej płyty zespołu „Suffocation” („Abomination Reborn”, „Entrails of You”, „Prelude to Repulsion”). Nie mogło też zabraknąć tytułowej kompozycji z albumu „Pierced From Within”. Przed jej wykonaniem jedyny krótkowłosy członek zespołu - czyli Frank -przepraszał publiczność za to, że dopiero teraz, po tylu latach działalności zespół po raz pierwszy przyjechał do Polski, ale obiecał, że wkrótce znów się u nas pojawią. W sumie cały występ potrwał około 65 minut, ale za to był to bardzo intensywny przekaz. Masywne, wręcz miażdżące brzmienie gitar i brutalny vocal Mullena były jego głównymi elementami. Można było się przekonać, że Suffocation na żywo prezentuje się równie dobrze jak na swych studyjnych albumach. Gdyby tak jeszcze zagrali coś na bis byłoby już blisko ideału ...