„Wyjątkowa noc w Alter Ego! Za mikrofonem pojawi się jeden z najlepszych polskich nawijaczy i wokalistów, "liryczny innowierca" Pablopavo.” Tak zapowiadano koncert, który odbył się 30 marca w klubie Alter Ego.

Start imprezy zaplanowano na godzinę 21:00. Od tej godziny w lokalu zaczęło przybywać coraz więcej fanów jamajskich brzmień. Niedługo po dziewiątej pojawił się także Radrik. Zasiadł za konsoletą i zaczął wprowadzać w pozytywny nastrój przybyłych tego wieczoru ludzi. Na parkiecie powoli rosła liczba konsumentów dań, jakie serwował szef kuchni Radrik. W powietrzu unosił się pozytywny bit, ale rosło także zniecierpliwienie oczekiwaniem na główną gwiazdę wieczoru, a także solenizanta Pablopavo (przyp. 30 marca obchodził 29 urodziny).
Jeden z najbardziej znanych nawijaczy w Polsce, pojawił się na scenie przed godziną dwunastą. Trzeba nadmienić, że soundsystem w składzie Pablopavo i Radrik to debiut, spotkali się po raz pierwszy. Zaraz po gromkich brawach, Pablopavo i freestyle w jego wykonaniu rozkręcił publikę. Można powiedzieć, że warto było czekać na taki początek. Następnie wokalista przywitał wszystkich i zaprosił do wspólnej zabawy.

Przez resztę trwania imprezy pojawiał się i znikał ze sceny, każde „objawienie” było nie lada wydarzeniem i spotykało się z bardzo żywym odbiorem ze strony fanów. Jest jednak pewien niedosyt, w moim osobistym odczuciu, Radrika było dużo, a Pablopavo mało. DJ stanął na wysokości zadania i potrafił rozkręcić publikę, co bardzo mu się chwali.
Rozglądając się po „koncertujących” widziałem, że większość bawiła się bardzo dobrze. Nie mogłem jednak odrzucić wrażenia, że tak samo bawiliby się gdyby Pablopavo w ogóle nie pokazywał się na scenie, lub robił to jeszcze rzadziej.

Gwoździem programu był Radrik i muzyka, jaką prezentował, a ludzie, no cóż ci, którzy przyszli, taką muzykę po prostu czują i to ona ich bawiła, a nie główna gwiazda wieczoru. Zaznaczam, że jest to moje osobiste odczucie i dodam, że nie można mieć Pablopavo nic za złe. Impreza była udana, były to przecież to jego urodziny. A w taki dzień każdemu jubilatowi należy się dobra biba. Ważne, że nie „olał” fanów, a bawił się razem z nimi (za co wielki plus), szkoda tylko, że nie pokazywał się częściej przy mikrofonie.

Należy dodać jeszcze, że Alter Ego to klub, miejsce jakich w Szczecinie brakowało, nie żaden kolos, a lokal w którym klimat pozytywnych emocji jest namacalny. Czekam zatem kolejnych ciekawych wydarzeń w Klubie Sztuki Niepopularnej „Alter Ego”.