W budynku Rady UE w Brukseli, gdzie odbywają się unijne szczyty, Czerny zawiesił instalację z symbolami przedstawiającymi państwa członkowskie Unii. – A co przedstawiało Polskę? Kartoflisko, na którym księża w sutannach wznoszą gejowską flagę.

 

W „Więzi” ukazał się „list 27 zwykłych księży”, którzy zaapelowali m.in. o zaprzestanie używania religii do celów politycznych i niedopuszczanie do dyskryminowania kogokolwiek z powodu orientacji czy rasy. – Kościół został wciągnięty w debatę o charakterze politycznym – mówi ojciec Tomasz Dostatni z klasztoru dominikanów w Szczecinie, jeden z sygnatariuszy apelu. – Kościół nie musi się bronić przed ludźmi, którzy mają inne poglądy. Kościół to otwarta brama.

Szczecin miasto otwarte

Z urodzenia poznaniak, przez 20 ostatnich lat był związany z Lublinem, gdzie żegnając go pisano: „Lublin stracił ważną instytucję kultury”. Z woli przełożonych w wakacje w szczecińskim klasztorze dominikanów zamieszkał o. Tomasz Dostatni.

Rozmawiamy w małym pokoju gościnnym w klasztorze. – Uczę się Szczecina – odpowiada na pytania przyjaciół, jak tam jest na krańcu Polski.

Pierwszy typ nauki to spacery, samotne albo ze zaznajomionymi szczecinianami, którzy pokazują mu swój Szczecin. I dają opowieść o mieście i ludziach.

Jeszcze nie wiedział, że dzielnica, w której założono klasztor to Niebuszewo, a jeden z pierwszych samotnych spacerów, może pierwszy, doprowadził go do starego budynku z czerwonej cegły przy rondzie Giedroycia, do najdłużej działającej w Polsce szkoły żydowskiej, od 1946 do zamknięcia w 1969 roku, kiedy wyjechali jej ostatni uczniowie. – Zajmowałem się dialogiem polsko - żydowskim, żydowsko - chrześcijańskim – uśmiecha się. Z serdecznych rozmów Tomasza Dostatniego z byłym ambasadorem Izraela Szewachem Weissem, o Bogu, wierze, kulturze, diable, niemieckich samochodach, wyszła wspólna książka „W dwóch światach”.

Drugi typ „wchodzenia w Szczecin” to czytanie książek o Szczecinie. Już kilka lat temu ciekawy wątek szczeciński spotkał w książce reportera Dionisiosa Sturisa „Nowe życie. Jak Polacy pomagali uchodźcom z Grecji”, który opisuje historię komunistycznej emigracji, uciekającej przed wojną domową, która pod koniec lat 40. znalazła tu schronienie. Przypłynęli statkiem, szpitalem polowym, i w Dziwnowie na wyspie Wolin przy pomocy wojska stworzono dla nich wielki szpital.

Od przyjaciela na drogę o. Tomasz Dostatni dostał „Bambino” Ingi Iwasiów. (Przeczytał, napisał o tym felieton, który ukazał się w „Monitorze Szczecińskim”, postawił pytanie: „Czy mieszkający tu ludzie są szczęśliwi?”).

W ogrodzie ciszy

– Jednym z pierwszych miejsc, które świadomie chciałem zobaczyć jest Ogród Ciszy i Medytacji Dietricha Bonhoeffera w Zdrojach – mówi dominikanin. – Ja jestem człowiekiem, który dużo zawdzięcza tekstom Bonhoeffera, jego listom więziennym, tekstom teologicznym.

Kiedy o. Dostatni kierował dominikańskim wydawnictwem W drodze, wydał „Naśladowanie” Bonhoeffera.

W latach 1935–1937 ewangelicki pastor i filozof Dietrich Bonhoeffer, członek ruchu oporu antynazistowskiego, prowadził w Zdrojach Seminarium Kaznodziejskie dla młodych teologów (tu napisał „Naśladowanie”). Na osobisty rozkaz Hitlera został stracony na miesiąc przed końcem II wojny światowej.

– Wokół postaci Dietricha Bonhoeffera chodzą mi po głowie pomysły dla Szczecina – mówi o. Tomasz Dostatni. – Jako katolicy powinniśmy umieć dostrzegać męczenników w innych Kościołach chrześcijańskich. Bonhoeffer przyczynił się do duchowej odnowy Niemiec. Jego myśli były ważne dla polskiej opozycji demokratycznej w PRL.

Nad granicą niemiecką

W Lublinie o. Dostatni prowadził Fundację Ponad granicami.

– Granica między zaborem niemieckim i rosyjskim biegła np. pod Pyzdrami w Wielkopolsce, ponad sto lat – opowiada. – Przyszła I wojna światowa i było wiadomo, że granice będą upadały, pytano więc mieszkańców, po której stronie chcą mieszkać, a oni odpowiadali: „Wszystko jedno, byle nad granicą”. Granica ma swoje specyficzne warunki. Ludzie z granicy żyją. To już nie jest ta granica, którą czułem jako dziecko, kiedy jeździliśmy do NRD. To już nie jest granica między Polską a Czechosłowacją, którą znałem w latach 80. (O. Dostatni pięć lat mieszkał w Pradze). Ja w tej chwili granicy tak mocno nie czuję, jesteśmy w Unii Europejskiej.

W 1965 roku biskupi polscy napisali do biskupów niemieckich orędzie, w którym padło zdanie „Przebaczamy i prosimy o wybaczenie”. To był jeden z najważniejszych momentów pojednania polsko - niemieckiego po II wojnie światowej. Dziś jesteśmy w okresie pogorszonych politycznie stosunków polsko - niemieckich. Jak może pomóc Kościół?

– Kościół może pomóc tak jak to robił w czasach komunistycznych. Próbować obniżyć emocje i napięcie polityczne, które często jest ideologiczne i oparte na mnóstwie stereotypów – odpowiada o. Tomasz Dostatni. – Potrzeba zobaczyć, że po jednej i po drugiej stronie mieszkają ludzie, którzy mają podobne doświadczenia. Na przykład najstarsze pokolenie powojenne w Szczecinie, pewnie już nieżyjące, to byli ludzie często wypędzeni ze wschodnich terenów Rzeczypospolitej. A po drugiej stronie granicy w NRD, często mieszkali ludzie wypędzeni z terenów przedwojennych Niemiec. My jesteśmy sąsiadami od tysiąca lat i będziemy dalej sąsiadami. Musi następować poznawanie, w każdym pokoleniu, żebyśmy budowali więzi poziome.

O. Dostatni prowadzi vlog „Otwarta Brama” na YT. Pierwszy odcinek nagrany w Szczecinie poświęcił nowemu opracowaniu tekstów z paryskiej Kultury – „Przeciw wrogości. Kultura wobec Niemiec i sąsiedztwa polsko - niemieckiego”, pod red. Bazyla Kerskiego, dyrektora Europejskiego Centrum Solidarności.

Dominikanin: – Dla mnie było ważne zdanie, które JP II wypowiedział podczas swojej pielgrzymki w 1997 roku, w Gnieźnie, do prezydentów Europy Środkowej. Po upadku muru berlińskiego budujemy w swoich sercach nowy mur, który przebiega przez ludzkie serca, jest on zbudowany z lęku i agresji, z egoizmu politycznego i gospodarczego, z osłabienia wrażliwości. I apel, żeby przekraczać mury, bo jesteśmy w jednej kulturze, a ta kultura może być wielobarwna.

Granice w sztuce

O. Dostatni to duszpasterz artystów, więc pytam też o granice w sztuce. – Sztuka jest jednym z elementów wyrazu człowieka – mówi zakonnik. Przywołuje rzeźby czeskiego artysty Davida Czernego. Jego „Sikający” sikają na kontur Republiki Czech, a św. Wacław, patron ojczyzny dosiada odwróconego do góry nogami, zdechłego konia. W budynku Rady UE w Brukseli, gdzie odbywają się unijne szczyty, Czerny zawiesił instalację z symbolami przedstawiającymi państwa członkowskie Unii. Kontury Niemcy pokrywała wielka siatka autostrad, w której niektórzy wypatrzyli kształt swastyki. Bułgarię obrazowała sucha toaleta (Bułgarzy dostali szału). – A pamięta pani, co przedstawiało Polskę? Kartoflisko, na którym księża w sutannach wznoszą gejowską flagę.

– Czechom rzeźby Czernego pozwalają na dystans, na spojrzenie na własną historię inaczej – tłumaczy. – Jest takie stare powiedzenie, że artystom wolno więcej. Artystom wolno więcej, jeśli chcą na coś zwrócić uwagę, coś bardzo ważnego nam powiedzieć

Dalej o. Dostatni: – Jak następowały takiego rodzaju napięcia w Lublinie, to ja apelowałem: władza nie jest od interpretowania sztuki. Władza jest od tego, żeby dawała przestrzeń, żeby sztuka powstawała. Jeśli dając pieniądze na sztukę, władza będzie chciała stawiać jakieś granice, jakieś ideowe projekty, jak w przypadku instalacji „Zatrute źródło” Kaliny, to będzie to grób dla prawdziwej sztuki.

Reportaże Ewy Podgajnej co drugi poniedziałek na portalu wSzczecinie.pl

AUTOR ZDJĘCIA: fot. Wojciech Bigus

AUTOR ZDJĘCIA: fot. Wojciech Bigus

AUTOR ZDJĘCIA: fot. Wojciech Bigus

AUTOR ZDJĘCIA: fot. Wojciech Bigus

AUTOR ZDJĘCIA: fot. Wojciech Bigus

AUTOR ZDJĘCIA: fot. Wojciech Bigus

AUTOR ZDJĘCIA: fot. Wojciech Bigus