Kolejny koncert z cyklu "Karnawał w Filharmonii", który odbył się 18 stycznia, mógł zaspokoić gusta nawet bardzo różnych odbiorców. <br>Przede wszystkim jednak usatysfacjonowani byli melomani, którzy mogli usłyszeć opracowanie utworów jazzowych w klasycznym wydaniu, <br>a także dwa utwory muzyki poważnej.

W pierwszej jego części wieczoru zaprezentowało się Trio Janusza Strobla z towarzyszeniem Orkiestry Filharmonii Szczecińskiej pod dyrekcją Zygmunta Rychtera , wykonując utwory skomponowane przez swego lidera. W słowie wstępnym ten znakomity gitarzysta, kompozytor i aranżer przypomniał słowa swej córki, która będąc jeszcze w wieku szkolnym, stwierdziła, że to co tworzy tata to "muzyka brzydka i trudna" Po tym komentarzu Trio, w którego składzie wystąpił też Zbigniew Wrombel na kontrabasie i Piotr Biskupski zasiadający za zestawem perkusyjnym, rozpoczęło koncert od utworu "Cień" by zaraz po nim przedstawić "Pajęczynę". W dalszej cęści usłyszeliśmy także m.in "Preludium No 5", "Lekki Rys Szaleństwa", "Duszę Ogrodu" - wszystkie wykonane z udziałem Orkiestry. Jej muzycy mogli trochę odpocząć kiedy samo tylko Trio zagrało "Sambę For Teryks". Wówczas Piotr Biskupski,mógł zaprezentować swoje możliwości techniczne. Przed utworem "Łza" Janusz Strobel opowiedział o swojej przyjaźni z Henrykiem Alberem, bardzo cenionym muzykiem, z którym razem tworzył gitarowy duet
- głównie w latach 70-ych i z którym często grali wraz z Orkiestrą Politechniki Sczecińskiej. Okazja dla przypomnienia tej postaci była niestety bardzo smutna. Dokładnie tydzień temu Henryk Alber zmarł w szpitalu w Międzylesiu, a wykonanie "Łzy", która ukazała się na pierwszej płycie duetu było rodzajem hołdu dla niego. Czy rzeczywiście kompozycje Strobla są tak trudne jak to określono na wstępie ? Na pewno nie są łatwe do sklasyfikowania, bo to dżwięki czerpiśące z różnych źródeł: z jazzu, bossa novy, muzyki klasycznej. Misterne, wręcz koronkowe formy nie uciekają jednak od melodii, tak więc bez wątpienia nie jest to przekaz hermetyczny i strawny tylko dla tzw. koneserów. Zaaranżowane na orkiestrę, utwory, te z pewnością zabrzmiały jeszcze okazalej i niż w swej pierwotnej formie.Doceniła to publiczność, która wyklaskała kilka numerów więcej ponad główny program. W drugiej części koncertu Orkiestra Filharmonii Szczecińskiej zaprezentowała "Walce szlachetne i sentymentalne" Maurice Ravela oraz "Fontanny rzymskie" Ottorino Respighiego, jednego z czołowych twórców poczśątku ubiegłego wieku.Zanim jednak zabrzmiały pierwsze dźwięki tych utworów, odbyła się jeszcze uroczystość poświęcona trzem muzykom Orkiestry, którzy właśnie w tym roku odchodzą na emeryturę. Dyplomami i kwiatami uhonorowano skrzypaczkę Grażynę Karpowicz, fagocicstę Lecha Olejnika oraz kontrabasistę Czesława Lewickiego. Tym razem, po raz pierwszy zasiedli oni na widowni, a nie na scenie, co nie znaczy, ze jeszcze na nia nie wrócą, bo takze emerytowani muzycy nierzadko wspomagają swoich kolegów, gdy jest taka potrzeba.