Ten pianista od wielu lat ma zapewnioną stuprocentową frekwencję na swoich występach.Tak też było wczoraj, kiedy Leszek Możdżer pierwszy raz odwiedził nową szczecińską Filharmonię, po to by zagrać "Błękitną rapsodię" Georga Gershwina.

Publiczność zobaczyła pana Leszka dopiero około godziny 21.00, bo pierwsza część wieczoru to był czas dla innych twórców. Miłosz Wośko w ramach programu "Kompozytor-rezydent"  stworzył kolejny utwór. Zatytułowany został "Relacje" i on zabrzmiał premierowo właśnie wczoraj. Rolę pierszoplanową autor powierzył akordeonowi.Na tym instrumencie zagrał Maciej Frąckiewicz.
W  dalszej częśći koncertu szczecińscy filharmonicy (tego wieczoru pod batutą Jakuba Chrenowicza) zaprezentowali  "II Suitę Jazzową" Dymitra Szostakowicza, kompozycję b.różnorodną, pokazującą jak bardzo wszechstronnym twórcą był jej autor.
 
  
Po  przerwie zabrzmiał "Amerykanim w Paryżu" Gershwina, a później  fortepian "wjechał" na środek sceny i nastąpił ten moment na który najbardziej oczekiwała publiczność. Przy instrumencie zasiadł Leszek Możdżer i zabrzmiały pierwsze takty  "Błękitnej Rapsodii". Kiedy do orkiestry dołączyły dźwięki fortepianu  widzowie zostali całkowicie zaabsorbowani grą pianisty, a ten ze swobodą wykonywał nawet najtrudniejsze partie.Zinterpretował ten  utwór w taki sposób, że pewnie wiele osób zapamięta ten wieczór na długo. Reakcja widzów była oczywiście bardzo ciepła,a artysta odwdzięczył się dodatkowymi, już krótszymi kompozycjami.  
  
  
 
W "dogrywce" zagrał m.in. kołysankę z filmu "Dziecko Rosemary"skomponowaną przez Krzysztofa Komedę. oraz imponującą improwizację, na bazie utworu"Suffering" znanego z płyty "The Time" , którą nagrał  z Danielssonem i Fresco. Wszyscy, którym udało się zdobyć bilety (a sprzedały się one bardzo szybko) byli więc zapewne bardzo zadowoleni z tych finałowych, nadprogramowych niespodzianek.