Już niedługo mieszkańcy Szczecina będą mogli wypłynąć na szerokie wody Morskiego Centrum Nauki. Mało kto jednak pamięta, że pierwotnie na Łasztowni miała stanąć inna instytucja. Muzeum Morskie, choć kilkukrotnie bliskie realizacji, nie miało tyle szczęścia.

 

Idea budowy Muzeum Morskiego pojawiła się w 2001 roku, niedługo po powołaniu Lecha Karwowskiego na dyrektora Muzeum Narodowego w Szczecinie. Pierwsze, co musiał zrobić, to zdefiniować problemy instytucji, aby określić strategię rozwoju.

Idea waterfrontu spada z nieba

– Muzeum Narodowe w Szczecinie to materiał na trzy instytucje. Muzeum Historii i Tradycji Szczecina, Muzeum Morskie i Narodowe, czyli typowo humanistyczne, podobne do sześciu innych w kraju – mówi Lech Karwowski. – Warto przypomnieć, że tak zwany skansen morski na terenie nadbrzeżnym, pod jezdniami Trasy Zamkowej, był marzeniem mojego poprzednika, profesora Władysława Filipowiaka.

na zdj. Lech Karwowski, dyrektor Muzeum Narodowego w Szczecinie/fot. Szymon Pawlik

Okazja do rozpoczęcia lobbowania za pomysłem Muzeum Morskiego nasunęła się sama. Na początku XXI wieku w Szczecinie modna stała idea waterfrontu (teren na styku lądu i wody), czyli zagospodarowania Łasztowni jako części, a nawet serca miasta.

– Okazało się, że projektanci koncepcji przewidywali w tym miejscu działalność muzealną. Nie pozostało nic innego, jak przyłączyć się do tego ruchu i rozpocząć lobbing – opowiada nasz rozmówca.

Łasztownia wydawała się wręcz idealnym miejscem dla Muzeum Morskiego. Był jednak jeden problem – jej tereny były własnością portu. Minie kilka lat, zanim działki przejdą w ręce miasta.

Kluczowym dla rozwoju projektu był 2006 rok, kiedy to doszło do spotkania dwóch komisji kultury – Sejmiku Zachodniopomorskiego i Rady Miasta Szczecina. Wówczas radni uchwalili postulat budowy Muzeum Morskiego, co ostatecznie zaowocowało podpisaniem porozumienia w sprawie współpracy między ówczesnymi marszałkiem i prezydentem.

Czas na propozycje architektów

Droga do realizacji była jednak długa. Samo pozyskanie terenu trwało kilka lat, a był to przecież dopiero początek.

– Miałem nadzieję, że uda się pozyskać większy obszar wraz z magazynem portowym. Myślałem o tym, by wykorzystać to, co było. Jednak magazyn nie nadawał się już do eksploatacji i został rozebrany. Stało się jasne, że trzeba wybudować nową siedzibę – opowiada Lech Karwowski.

Jednocześnie zmieniło się samo muzealnictwo. Nowoczesne Muzeum Morskie musiało być również technicznym centrum edukacji. Pozostała także kwestia pozyskania europejskich środków finansowych. – Byliśmy już blisko. W 2008 roku nasz projekt znalazł się na liście priorytetów województwa i podpisaliśmy umowę na przygotowanie rozbudowy Muzeum Narodowego w Szczecinie – dodaje Lech Karwowski.

Wróćmy do bryły. W 2010 roku ogłoszony został konkurs na budynek Muzeum Morskiego-Centrum Nauki. W składzie sądu konkursowego znaleźli się architekci Ewa Nosek, Bohdan Paczkowski, Jakub Dąbrowski, Antoni Domicz, Henryk Łaguna, Jan Tarczyński, Wojciech Bal oraz Lech Karwowski i Jerzy Litwin.

Najlepszym projektem okazał się ten, przygotowany przez architekta Piotra Płaskowickiego. Jego koncepcja to budynek przypominając kadłub statku. – Miałem innego faworyta – przyznaje Lech Karwowski. – Bardziej przypominał jacht, ale nie znalazł uznania w oczach architektów i dostał trzecią nagrodę.

Centrum Dialogu Przełomy było pierwsze

Dodajmy, że w tamtym czasie powstała jeszcze jedna muzealnicza idea, zwana wtedy Muzeum Przełomów. Miał to być pomnik obywatelskiej świadomości Szczecina i jego udziału w kolejnych rewoltach społecznych, szczególnie w 1970 i 1989 roku. Miasto nie miało jednak na to ani pieniędzy, ani podmiotu, który mógłby prowadzić muzeum.

– Władze miejskie i marszałkowskie doszły do porozumienia, aby Muzeum Narodowe w Szczecinie rozbudować o nowy oddział, Centrum Dialogu Przełomy, a pozyskane fundusze przeznaczyć na tę inwestycję. Miasto przekazało plac Solidarności, Muzeum Narodowe podpisało nową umowę. Ogłosiliśmy konkurs architektoniczny – przypomina Lech Karwowski.

Reszta historii jest już znana. – Powstał bardzo dobry plac i ciekawy budynek, który dostał wiele międzynarodowych nagród. Ale na Muzeum Morskie-Centrum Nauki trzeba było poczekać do nowej perspektywy finansowej – dodaje Karwowski.

Następna perspektywa unijna ograniczała jednak możliwość wykorzystania funduszy na budowę samego Muzeum Morskiego. – Na szczęście nasz projekt przewidywał funkcje centrum nauki i w tym kierunku poszły kolejne decyzje programowe – wspomina dyrektor Muzeum Narodowego w Szczecinie.

Ostateczna decyzja o budowie Morskiego Centrum Nauki została podjęta przez marszałka Olgierda Geblewicza 7 lat po rozstrzygnięciu konkursu. Nie trzeba było zmieniać projektu, ale funkcje muzealne zostały mocno zredukowane.

– Muzeum doprowadziło inwestycję do momentu uzyskania pozwolenia na budowę. Potem powstała nowa instytucja, która przejęła prace. My wypożyczyliśmy około 70 eksponatów na wystawę, a z dawnej idei pozostał tylko ślad. Tym samym problem rozdzielenia muzealnictwa technicznego i humanistycznego nadal pozostaje nierozwiązany. Za to mamy bardzo cenną i nową jakość. Morskie Centrum Nauki – podkreśla Lech Karwowski.

Bez niego nie byłoby Morskiego Centrum Nauki

Należy dodać, że Morskie Centrum Nauki nie powstałoby bez udziału profesora Jerzego Stelmacha, prekursora budowy centrów nauki w Polsce. Jego współpraca z Muzeum Narodowym w Szczecinie datuje się od 2002 roku, kiedy astrofizyk zaproponował Lechowi Karwowskiemu wystawę dydaktyczną „Eureka”.

Ekspozycja znalazła miejsce na Wałach Chrobrego, gdzie gościła przez dwa lata. Po tym czasie muzeum musiało z niej zrezygnować, a Jerzy Stelmach przeniósł ją do Domu Marynarza. Po kilku latach to Lech Karwowski zwrócił się z propozycją do profesora Stelmacha.

– Powiedziałem, że centrum nauki ma szansę na realizację przez połączenie go z muzeum. Zaproponowałem mu współpracę przy tworzeniu programu. Przy udziale doktora Tomasza Budzana (kierownik działu Muzeum Morskiego) i profesora Jerzego Stelmacha powołaliśmy radę, którą tworzyli naukowcy Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego, Akademii Morskiej, Uniwersytetu Szczecińskiego. Punktem wyjścia dla ich pracy stała się zaproponowana przez nas idea „muzeum fal” – opowiada Lech Karwowski.

Nosi imię prekursora centrów nauki

Niestety, profesor Jerzy Stelmach zmarł 3 marca 2012 roku. Nie doczekał decyzji marszałka o budowie Morskiego Centrum Nauki.

– Odwiedzałem go w szpitalu, zawsze był pełen wiary, że uda się zrealizować jego marzenie. To był człowiek o ogromnym wpływie na rozwój centrów nauki w Polsce – podkreśla Lech Karwowski. – Cieszę się, że Witold Jabłoński, dyrektor Morskiego Centrum Nauki, podjął inicjatywę, aby instytucja nosiła imię profesora Jerzego Stelmacha.