Cykl imprez pod hasłem Lato Bardów w szczecińskim Tetarze Małym został zakończony mocnym akcentem - dwoma koncertami „In my sceret ... live” podczas których ballady Leonarda Cohena zagrali i zaśpiewali – Maciej Zembaty i Elżbieta Dębska. Ja wybrałem się na pierwszy z tych recitali, który odbył się w czwartek 30.08.

Wśród widzów oczekujących na trochę opóźniające się rozpoczęcie występu odezwał się głos „ ...może jest aresztowany” (jako reakcja na wydarzenia polityczne tego dnia). Jakby w odpowiedzi na te słowa pan Maciej, kiedy usadowił się na scenie rozpoczął od dość długiego monologu zawierającego m.in. niecenzuralną rymowankę skierowaną do prezydenta, a także garść wspomnień o tym jak nadopiekuńcza mama dwójki najsłynniejszych polskich braci doprowadzała ich do szkoły ... Po tym słownym wstępie duet artystów wykonał pierwszą kompozycję Cohena - „Diamenty w kopalni”. Po niej nastąpiła kolejna przerwa, w której Maciej Zembaty potwierdzał swój niewątpliwy talent konferansjerski (oraz satyryczny) Ela Dębska chyba już jest przyzwyczajona do komentarzy swego partnera wypowiadanych z właściwą mu dezynwolturą.
Ironicznie odnosi się on do znanych osobistości ze świata polityki, nie kryjąc swoich poglądów i antypatii, co zazwyczaj wzbudzało wybuchy śmiechu na widowni. Kiedy artystka wtrąciła uwagę „może byś coś zaśpiewał ?” pan Maciej odpowiedział „wolę gadać”. Już obawiałem się, że dalszy występ będzie przebiegał w takim samym stylu, ale na szczęście tak nie było. Potem bowiem popłynęły ze sceny dźwięki kolejnych utworów już rzadziej przerywanych dygresjami i opowieściami muzyków.

Swym charakterystycznym ciepłym głosem, idealnie pasującym do tych piosenek pan Maciej zaśpiewał m. in. „Ptaszka na drucie”, „Słynny niebieski prochowiec”, „Siostry Miłosierdzia”, „Maleńka, nie wolno się żegnać w ten sposób” czy „Tańcz mnie po miłości kres” i na finał „Alleluja”. Elżbieta Dębska odpowiadała swym głosem doskonale dopełniając liryczny dialog. Pokazała też, że jest dobrą instrumentaliską brawurowo wykonując standard bluesowy.

Oprócz klasycznych już piosenek Cohena w repertuarze recitalu pojawił się też jeden nowszy utwór – „Listy” z albumu „Dear Heather”. Jak powiedział pan Maciej, właściwie tylko ten numer z ostatniej jego płyty zrobił na nim wrażenie.
Jednak nie tylko dokonania kanadyjskiego barda złożyły się na repertuar tego recitalu. Zebaty sięgnął też nową własną kompozycję „Trzecia nad ranem” oraz przypomniał utwory efemerycznego własnego zespołu STGS, które z powodu niecenzuralnych tekstów nie zaistniały w mediach.

Artysta co pewien czas zachęcał widzów do czynnego uczestnictwa w koncercie, proponując wspólne śpiewanie refrenów piosenek. Myślę, że to mu się udało choć żartobliwie wskazywał na oponentów mówiąc np. „ a ten facet w trzecim rzędzie nie spiewa”. W każdym razie udowodnił, że mimo siwych włosów, nadal jest charyzmatycznym twórcą, a jego występy dostarczają odbiorcom wielu wrażeń.

Foto: www.wspolczesny.szczecin.pl