Balkanoid rozkręcił szczecińską publiczność, podczas środowego koncertu w Rockerze. Mimo że ludzi nie zgromadziło się wiele, w klubie było głośno i wesoło. Szczecinianie klaskali, piszczeli, śpiewali i śmiali się do rozpuku. Początkowo słuchali koncertu w lożach, ale szybko dali namówić się na pląsy pod sceną.

Już po samym przyjściu do Rockera, miejsce to wydało mi się inne niż dotychczas. Było inaczej oświetlone, muzykę wyłączono. Najbardziej zauważalna była scena, a na niej piękna czerwono – bordowa perkusja, w którą wpatrywałam się podczas godzinnego oczekiwania. Obręcze bębnów błyszczały wyraźnie w przyćmionym świetle scenicznego oświetlenia. Wewnątrz dało wyczuć się patetyczne napięcie, czasami rozładowywane głośnym śmiechem jakiejś kobiety. Ludzie niecierpliwili się odrobinę, kręcili nerwowo na krzesłach, poprawiali koszule. Nie przyszły tłumy, ale większość miejsc siedzących była już zajęta. 
 
„Uwaga, uwaga” – „Disco balkan”, proszę Państwa
 
Muzycy z Hamburga nie zagrali koncertu, oni rozkręcili dobrą imprezę. Tańce pod sceną były bardzo dynamiczne, rytmiczne, ludzie oddawali się zabawie z nieznajomą kulturą. Bałkańska muzyka budzi pierwotne muzyczne instynkty, pozwalając w tańcu i muzyce odnaleźć radość i wolność.  Było trochę salsy, Bonda, słońca i jazzu. Balkanoid prezentuje szeroki wachlarz muzycznej frajdy, zagranej z taką energią, która nie pozwala siedzieć nieruchomo w miejscu. Bardzo podobało mi się wyświetlanie szeregu powtarzanych kadrów, które tylko pogłębiały klimat bałkańskiej rozkoszy. Widok skaczącej publiczności, na tle murzynki z gołymi piersiami tańczącej na pustyni -  bezcenny. Bez wstydu i ograniczeń – taka jest muzyka Balkanoid. 
 
Autor: Diana Marczewska