Pod koniec lat 60-tych, kiedy w dorosłe życie wkraczało pierwsze powojenne pokolenie, szczególnie odczuwalny był głód nowych mieszkań. Lekarstwem miała być technologia wielkopłytowa oraz wprowadzenie systemów prefabrykacji. Było ich kilka, a jeden zaprojektował autorski zespół ze szczecińskiego "Miastoprojektu". W "systemie szczecińskim" powstały takie osiedla, jak warszawski Ursynów, poznańskie Piątkowo, łódzkie Retkinia oraz Radogoszcz. Czym się wyróżniał? Dlaczego był lepszy od pozostałych?

 

W 1969 roku zespół autorski z "Miastoprojektu" Szczecin przekazał gotową do realizacji pracę konkursową dla budownictwa mieszkaniowego z elementów wielkowymiarowych, która kilka lat później stała się znana w całym kraju jako "system szczeciński". Zespół tworzyli Wacław Furmańczyk, Henryk Nardy, Witold Jarzynka, Zbigniew Przybysz, Józef Szkwarek, Henryk Arczyński i Jerzy Garczyński.

Mieszkanie złożone w ciągu jednej zmiany

W Szczecinie pierwsze budynki w lokalnym systemie zaczęto budować w 1973 roku. Natomiast w Warszawie, Gdańsku, Bydgoszczy i Łodzi już wtedy pracowały fabryki domów zakupione w ZSRR, które w skali przemysłowej wytwarzały mieszkania w oparciu o "system szczeciński". "Do kolejnego rozruchu przygotowywane są trzy dalsze fabryki domów - w Szczecinie, Poznaniu i Legionowie. Tak więc i my szczecinianie doczekamy się realizacji mieszkań, dla których projekt i koncepcja narodziły się w naszym mieście", pisała miejscowa prasa w 1973 roku.

- W okresie PRL fabryki domów były zakładami, w których powstawały gotowe żelbetowe elementy do produkcji domów - tłumaczy architekt Marcin Szneider. - Początkowo były to jedynie prefabrykowane stropy i schody. Później, po opracowaniu całych systemów prefabrykacji, były to również ściany z otworami okiennymi, a nawet gotowe kabiny sanitarne.

System szczeciński znacznie podnosił wartość użytkową mieszkania, a architekci mogli indywidualnie projektować osiedla i budynki. Jedną z jego podstawowych cech było znaczne zmniejszenie ilości robót wykończeniowych podczas budowy. Elementy wyprodukowane w fabryce otrzymywały gotową fakturę i przejścia instalacyjne. Dzięki temu prace wykończeniowe ograniczane były do 20 procent, a pozostałą część wykonywały brygady montujące mieszkania. Podobno jeden zespół 8-osobowy był w stanie złożyć jedno mieszkanie w ciągu zmiany.

Prefabrykacja lekiem na deficyt mieszkaniowy

- O prefabrykacji budownictwa myślano jeszcze przed II wojną światową. Tego typu projekty zaczęto realizować na masową skalę dopiero po jej zakończeniu. W Polsce bodźcem był gwałtowny skok demograficzny oraz napływ ludzi do miast - tłumaczy architekt Szneider. - Pod koniec lat 60., kiedy w dorosłe życie wkraczało pierwsze powojenne pokolenie, szczególnie odczuwalny był głód nowych mieszkań.

Jak tłumaczy Marcin Szneider, władze państwowe zdecydowały o uprzemysłowieniu procesu budowlanego, który pomimo zmiany form architektonicznych, wciąż był prymitywny. Celem było przyspieszenie technologii, a przez to wzrost liczby oddawanych mieszkań.

- Liczono również na poprawę jakości budowanych obiektów. Ograniczono rolę biur projektowych i wprowadzono dyktat państwowych przedsiębiorstw budowlanych. Projektanci musieli dostosować się do możliwości realizacyjnych wykonawców i technologii prefabrykacji, jakie stosowano w pobliskich zakładach - opisuje tamte realia nasz rozmówca.

Niestety, liczba wznoszonych mieszkań nie wzrosła znacząco. Powodem była sama produkcja w fabrykach domów, które wykorzystywały skromny procent swoich możliwości.

- Nie udało się również poprawić jakości budownictwa. W około 30 procentach prefabrykatów znacznie przekraczano zakładane wymiary, co w konsekwencji prowadziło do ogromnych problemów z dopasowaniem elementów na placu budowy. W efekcie powstawały budynki nieszczelne, zimne i ulegające zawilgoceniu. Na szczęście masowe docieplanie styropianem od połowy lat 80. dość skutecznie niwelowało te wady - dodaje M. Szneider.

System "szczeciński" lepszy od swoich poprzedników?

W systemie szczecińskim powstawały mieszkania od M1 do M7. Dzięki zestawowi 140 prefabrykatów możliwa była realizacja budynków 5 i 11-kondygnacyjnych w układzie klatkowym, korytarzowym lub punktowym. Najwięcej mieszkań w jednym bloku było typu M3 i M4 – 75 procent.

Mieszkań M5 i M7 było 10 procent, a M2 – 15 procent.

"Układ urbanistyczny zależeć będzie tylko od pomysłowości i polotu projektantów, ponieważ system ten pozwala budować budynki o różnej wysokości i przy zastosowaniu aż 11 wariantów elewacji" - zachwalali twórcy systemu.

W systemie szczecińskim powstawały mieszkania nieco większe od tych budowanych w innych systemach w technologii wielkopłytowej. Najmniejsze mieszkanie typu M1 miało powierzchnię 20,2 m kw., a największe M7 – 75 m kw.

- Mieszkania w systemie szczecińskim były funkcjonalne, części gospodarcze w pełni wyposażone, a standard wykończenia dość wysoki, jak na tamte czasy - dodaje architekt M. Szneider.

W systemie szczecińskim można było zastosować 16 przykładowych rozwiązań układu mieszkań. Jego autorzy założyli również, że w pokojach dziennych mieszkań typu od M4 do M7 nie będzie miejsc do spania. Wiele mieszkań posiadało też balkony lub loggie.

Każdy z lokali wyposażony był w pawlacze i szafy ubraniowe, a kuchnie posiadały jednolite wyposażenie - obudowany zlewozmywak dwukomorowy z baterią na ciepłą i zimną wodę, kuchnię gazową czteropalnikową z piekarnikiem, szafy-spiżarki z blatem roboczym i miejscem na lodówkę, wiszące szafki kredensowe i stół kuchenny

W "systemie szczecińskim" powstały takie osiedla, jak warszawski Ursynów, poznańskie Piątkowo, łódzkie Retkinia oraz Radogoszcz. W Szczecinie w ten sposób powstało osiedle Przyjaźni, część osiedla Kaliny (cztery budynki w systemie leningradzkim), osiedla Zawadzkiego i Słoneczne.

Niewydolność ekonomiczna i zmiany ideowe

W latach 80. zaczęto masowo rezygnować z wielkiej płyty, a powody tej decyzji były dwa.

- Niewydolność ekonomiczna PRL w latach 70. i 80. oraz kiepskie nastroje polityczne spowodowały poluzowanie polityki mieszkaniowej. Władze państwowe pozwalały na coraz większą swobodę i realizację inicjatyw budowlanych przez spółdzielnie i małych inwestorów prywatnych. Druga przyczyna to zmiany ideowe w środowisku architektów. Już w połowie lat 70. zaczęto zauważać wady osiedli z wielkiej płyty. Coraz powszechniej krytykowane były powtarzalność brył, anonimowość przestrzeni i monotonia.

Od kilku lat widać jednak powrót do techniki prefabrykacji - także w budownictwie mieszkaniowym.

- Przyczyn należy szukać w rosnących kosztach pracy oraz chęci ograniczenia czasu budowy do minimum. Coraz bardziej istotny jest też aspekt ekologiczny. Produkcja gotowych elementów żelbetowych w wysoce wyspecjalizowanym zakładzie jest bardziej efektywna i wykorzystuje mniej zasobów. Również na szczecińskich budowach wykorzystywane są duże elementy prefabrykowane. Na przykład trybuny modernizowanego stadionu Pogoni powstają w zakładzie prefabrykacji w Poznaniu. Również konstrukcja budynku Centrum Szkolenia Dzieci i Młodzieży przy stadionie powstała w tym zakładzie - podsumowuje architekt Marcin Szneider.