Takie koncerty chciałoby się przeżywać jak najczęściej! 12 marca wraz ze swoim zespołem w Filharmonii wystąpił Wallace Roney i nie ma wątpliwości, że ten punkt programu festiwalu Szczecin Jazz należał do najbardziej emocjonujących.

Grał z najlepszymi
Ten znakomity muzyk grał już chyba ze wszystkimi liczącymi się jazzmanami. Ma w swoim cv współpracę z takimi sławami, jak Art Blakey, Elvin Jones, Cindy Blackman-Santana, Sonny Rollins czy Dizzy Gillespie. Przez lata pracował w zespołach innych liderów, ale od 1987 roku nagrywa też solowe płyty. Utwory z nich właśnie usłyszeliśmy w poniedziałkowy wieczór w Filharmonii, wypełnionej niemalże do ostatniego miejsca.

Bardzo mocne otwarcie

O randze tego wydarzenia świadczy to, że na widowni zasiadł Billy Harper - saksofonista, który jest zaprzyjaźniony ze Szczecinem i grał tu wiele razy, choćby na Zmaganiach Jazzowych.

Na scenie obok lidera pojawił się zaś inny świetny muzyk, który często nasze miasto odwiedza - perkusista Eric Allen (długoletni przyjaciel i współpracownik Roneya). Mam wrażenie, że tego dnia zagrał jeden z najlepszych koncertów w Szczecinie. Jego partie były bardzo ekspresyjne i dynamiczne. Free-jazzowe otwarcie całego show było pretekstem do mocnej, intensywnej „kanonady” w jego wykonaniu, prawie że przykrywającej dźwięk innych instrumentów.

Wyrafinowane improwizacje

Pozostali muzycy - Emilio Modeste (saksofon tenorowy i sopranowy), Curtis Lundy (kontrabas), Oscar Williams (fortepian) też pokazali, że zostali wybrani przez Wallace'a na pewno nieprzypadkowo. Wyróżniał się zwłaszcza pierwszy z nich – najmłodszy w składzie, a już dysponujący bardzo efektownym brzmieniem, perfekcyjnie dialogował z partiami Roneya. Lider dawał zresztą dużo pograć swoim kolegom. Lundy, Williams i Allen, wielokrotnie zostawali na scenie we trzech, popisując się w takich momentach wyrafinowanymi improwizacjami.

Spełnione oczekiwania
Williams okazał się wszechstronnym pianistą. Grał bardzo dobrze nie tylko dynamiczne sekwencje, ale czasem wpadał także w liryczne tony, ubarwiając znacząco poszczególne kompozycje. Oczywiście to jednak Roney wzbudzał największy aplauz na widowni, bo melodyjne, finezyjne solowe partie trąbki bezsprzecznie spełniły oczekiwania nawet najbardziej wymagających fanów. To było show, które pewnie zapamiętamy długo!

Tymaczasem Szczecin Jazz tak naprawdę jeszcze się nie kończy. 9 kwietnia odbędzie się koncert dodatkowy. Wtedy w Filharmonii zaśpiewa Gino Vannelli (po raz pierwszy w Polsce!). Bilety na to wydarzenie już powoli się kończą. Więcej informacji o tym koncercie można znaleźć tutaj 









FOTO: Wojciech Lisowski