W niedzielę (23.09.2007 r.) odbyły się dalsze pokazy filmów biorących udział w konkursie Europejskiego Festiwalu Filmów Dokumentalnych dokumentART. Najpierw widzowie oglądali filmy w Kinie Zamek, następnie konkurs przeniósł się do Kina Pionier, gdzie także odbyła się rozmowa z twórcami filmów.

Zamek rozpoczął projekcję o godzinie 15. Wyemitowano drugi i trzeci blok konkursowy, łącznie dziewięć filmów. Z mojej obserwacji wynika, że obejrzało je więcej osób, niż poprzedniego dnia. A było warto. Ci, którzy niestety nie mogli przybyć, mogą się zapoznać z programem na stronie organizatora ( http://www.officyna.art.pl/ ).

Filmy pokazywane na Zamku i w Kinie Pionier były bardzo interesujące i godne uwagi. Intryguje tematyka podejmowana przez twórców, którzy nie boją się mówić o rzeczach zwyczajnych (nie przejmując się, że nieprzychylni uznają to za mało interesujące, myląc się, bo wszystkie filmy muszą o kimś opowiadać i większość ludzkich historii, gdy się je zagłębi, jest ciekawa), czy niezwykłych.

Ujrzeliśmy między innymi historię skrzypka(Niemcy, 2007, Monika B. Beyer) , który tworzy bardzo męczącą muzykę, którą śmiało można podciągnąć do kategorii noise i jak twierdzi bohater filmu, mało kto ją rozumie – tytuł zatem nadano filmowi idealnie Gdybym pochodził z Chin, rozumiano by mnie – być może Azjaci, gdzie ekstrema jest bardziej popularna niż u nas, pojęliby tego artystę.

Widzami mógł wstrząsnąć film O Soni i jej rodzinie (Słowacja, 2006, Daniela Rusnokova) opowiadający o romskiej rodzinie mieszkającej na Słowacji, w której żona stale rodzi dzieci. Zasmucająca była historia Mieszkającego w Finlandii Japończyka (Po prostu sushi , Finlandia, 2006, Petri Hagner), którego restauracja bankrutuje, a On powtarza wciąż: Samuraj musi być silny. Samuraj musi być odważny. Samuraj musi być prawdomówny. Samuraj musi być skromny – słowa te dają siłę bohaterowi i pokazują przywiązanie do ojczyzny, pozwalają nam zrozumieć uczucia starszego Japończyka, który uważa, że należy do ostatniej generacji szanującej kulturę samurajów.

Gratuluję organizatorom, że udało się stworzyć coś tak ciekawego w Szczecinie. Czekam z niecierpliwością na werdykt polsko – niemieckiego jury, który zapadnie dziś w Neubrandenburgu.