Przedwojenny przemysł w Szczecinie to nie tylko prężnie działające zakłady na północnych oraz nadodrzańskich terenach miasta. To także budynki o wyjątkowej wartości architektonicznej. Niestety, część z nich została zniszczona w wyniku bombardowań wojennych bądź wyburzona z powodu wieloletnich zaniedbań. „Szczecin nie ma szczęścia do właściwego rozpoznania i ochrony tych cennych reliktów swojej industrialnej przeszłości” – uważa miejski konserwator zabytków Michał Dębowski.

 

Jeszcze do niedawna ocalała po wojnie architektura poprzemysłowa była niedoceniana i pomijana. Niewielu zdawało sobie sprawę z wartości, jaką ze sobą niosła, co często skutkowało jednym – wyburzeniem. Dopiero na przestrzeni ostatnich lat inwestorzy dostrzegli potencjał w industrialnych przestrzeniach, które najczęściej dostosowane są do funkcji mieszkalnych i usługowych.

Wieloletnie zaniedbania na nabrzeżu „OKO"

Wśród niechlubnych przykładów rozbiórek architektury poprzemysłowej znajduje się m.in. ta, która dotknęła budynek administracyjny przedwojennej olejarni „Stettiner Ölwerke A.G.”. Gmach został wybudowany według projektu George’a Rosenbauera – wybitnego architekta niemieckiego Werkbundu (organizacja skupiająca architektów, artystów i inżynierów) i kierownika Szczecińskiej Szkoły Rzemiosła Artystycznego.

Olejarnia „Stettiner Ölwerke A.G.” rozpoczęła działalność w lipcu 1910 roku, w miejscu młyna przemysłowo-handlowego „Stettiner Walzmühle”. Zakłady zajmowały rozległy obszar położony po obu stronach ulicy Dębogórskiej, a zabudowania skupione były przy dwóch dziedzińcach – górnym oraz dolnym przy nabrzeżu portowym „OKO”.

To właśnie nad wodą znajdował się modernistyczny budynek administracyjny z 1937 roku. Kilkanaście lat po wojnie obiekt przejęło Przedsiębiorstwo Połowów Dalekomorskich i Usług Rybackich „Gryf”, które w 1992 roku zostało podzielone na trzy firmy. Wówczas zakład przy ul. Dębogórskiej stał się własnością Przedsiębiorstwa Przemysłu Spożywczego „Gryfryb”. Niestety, połowy dalekomorskie nie były już wtedy opłacalne i firma ogłosiła upadłość.

Budynek z nabrzeża „OKO” przeszedł do historii latem 2016 roku. Powodem rozbiórki były wieloletnie zaniedbania, które doprowadziły do opłakanego stanu. – Niestety, ten przykład nie jest odosobniony – zwraca uwagę Michał Dębowski.

Dbałość o detal i szlachetność proporcji nie pomogła

W podobnym czasie z przemysłowego krajobrazu miasta zniknął przykład wczesnomodernistycznej architektury. Mowa o budynku garażowym na terenie dawnej fabryki mostów i konstrukcji stalowych Gollnow&Sohn przy ul. Konarskiego. Obiekt został wybudowany według projektu Hansa Poelziga, jednego z najbardziej uznanych architektów tamtych lat, członka Werkbundu. – Jego największe dzieła: Teatr Wielki w Berlinie, Wieża Górnośląska w Poznaniu czy Pawilon Czterech Kopuł we Wrocławiu, zaliczane są do kamieni milowych modernistycznej architektury – podkreśla Michał Dębowski.

W tym zestawieniu może się wydawać, że w Szczecinie według jego projektu powstał tylko zwykły garaż.

­– Jednak już pierwszy rzut oka na archiwalną fotografię zdradza szlachetność proporcji budynku, niezwykle przemyślaną kompozycję architektoniczną oraz dbałość o detal. Widoczne jest to zwłaszcza w niezwykłej, płynnej formie nitowanej klatki schodowej – podkreśla M. Dębowski. Niestety, wartości architektoniczne nie wystarczyły, aby na pozór zwykły budynek garażowy mógł przetrwać do czasów współczesnych. Podobny los spotkał część zabudowy dawnej Cukrowni na Gumieńcach, gdzie obecnie znajduje się osiedle mieszkaniowe.

„Znikają w sposób niezauważony”

Michał Dębowski ubolewa, jak łatwo można przeoczyć wartościowe dzieła architektury przemysłowej, „zwłaszcza te modernistyczne, pozbawione neostylowego sztafażu wieżyczek, ozdobnych szczytów i powtarzalnych detali”. Jednocześnie zwraca uwagę, że dziedzictwo poprzemysłowe Szczecina to nie tylko zabytki z epoki modernizmu, ale przede wszystkim „obiekty powstałe w okresie największego rozwoju przemysłowego miasta”.

– Trudność w ochronie tego dziedzictwa stanowi brak dostatecznego rozpoznania jego zasobów – tłumaczy nasz rozmówca. – Problemem jest również to, że wiele obiektów wciąż jest użytkowana, co generuje kolejne przekształcenia budowlane i skutkuje znacznymi ingerencjami w substancję poszczególnych zabytków – dodaje Michał Dębowski.

Tym samym wartości historyczne i naukowe schodzą na drugi plan. Poświęcane są w imię modernizacji przemysłu lub apetytu deweloperów, którzy poszukują terenów pod „mieszkaniówkę”.

Wbrew opinii malkontentów

Obecnie duża część dobrej klasy architektury przemysłowej znajduje się na terenach zamkniętych szczecińskiego portu i obszarach stoczniowych. Michał Dębowski zwraca uwagę, że często jedynym gwarantem istnienia tych obiektów jest „utrzymywanie w nich pierwotnych lub zbliżonych funkcji”. Dodaje przy tym, że „wbrew opinii malkontentów, mamy w Szczecinie wiele przykładów bardzo udanych adaptacji”.

– Mam tu na myśli między innymi dawne zajezdnie tramwajowe. Przy ulicy Kolumba powstało centrum biurowo-konferencyjne, a przy ulicy Niemierzyńskiej mamy siedzibę Muzeum Techniki Komunikacji. Dawne budynki fabryczne firmy Stoewer zostały zaadoptowane na budynki biurowo-usługowe. Przykładów jest oczywiście znacznie więcej – podkreśla.

Warto w tym miejscu podać również przykład modernistycznego gmachu miejskich zakładów mięsnych przy ul. Krasińskiego 79/80. Budynek został wybudowany w 1929 roku według projektu architekta Wilhelma Würffela. Obecnie swoją siedzibę ma tam zarząd „Społem” PSS.

„Inwestorzy dostrzegają potencjał”

Pomimo strat w architekturze poprzemysłowej, Michał Dębowski cieszy się, że „coraz więcej inwestorów prywatnych i publicznych dostrzega potencjał postindustrialnych przestrzeni. Przyznaje również, że wiele obiektów wciąż czeka na swoje drugie życie, jak m.in. nadodrzańska zabudowa „szczecińskiej wenecji”, czy stary budynek produkcyjny olejarni przy ul. Dębogórskiej, który niebawem zostanie wystawiony na sprzedaż.