Bywa na większości wydarzeń kulturalnych w mieście, zwiedza Europę, a po szczecińskim Międzyodrzu pływa kajakiem. Poznajcie Olka – czarnego kundelka, który pokazuje, że „pieskie życie” może być bardzo atrakcyjne.

To chyba najbardziej sympatyczna para, jaką można spotkać podczas szczecińskich wydarzeń kulturalnych. Pani Basia Olszewska stara się być wszędzie tam, gdzie warto. Zdjęcia uśmiechniętej kobiety z charakterystycznymi czerwonymi włosami możemy później oglądać podczas relacji z większości wystaw, wernisaży, spotkań autorskich czy koncertów. Bardzo często towarzyszy jej niewielki, czarny piesek. Olek.

- Jest taki brzydki, że aż ładny – śmieje się pani Basia. - To piesek pobidulowy, wzięłam go ze schroniska. Nie miałam z kim go zostawiać, więc zaczął chodzić ze mną praktycznie wszędzie. Zawsze zabieram go tam, gdzie mogę, gdzie wiem, że są przyjaciele zwierząt. To spokojny, ułożony piesek, wzbudza powszechną sympatię.


Olek na wernisażu w galerii Kafle

Nie znosi siedzieć w domu
Rzeczywiście. Gdy siedzimy razem w galerii Kafle przy ul. Koński Kierat, to Olek jest największą gwiazdę. Niemal każdy podchodzi, by się z nim przywitać, pogłaskać. Olek chętnie odwzajemnia te czułości, choć cały czas tęsknym wzrokiem spogląda na stół ze słodkim poczęstunkiem.

- Kiedyś, gdy do Trafostacji przyjechali Francuzi, Olek miał całą sesję zdjęciową, takie wzbudzał zainteresowanie – mówi pani Basia.





Olek najbardziej nie lubi siedzieć w domu. Jest przyzwyczajony do głośnej muzyki, nie męczy go hałas, kontakt z ludźmi. Jest szczęśliwy, gdy dużo się wokół niego dzieje, choć wcale nie daje głośno o tym znać. Nigdy nie szczeka, więc nie przeszkadza pozostałym gościom.

- Oczywiście, żeby pies mógł chodzić na takie wydarzenia musi być do tego przygotowany i dobrze się zachowywać. Nie każdy się nadaje na takie wizyty. Olek jest grzeczny, przyjazny, mały, nie sprawia nikomu kłopotu. Choć rzecz jasna są takie miejsca jak choćby Filharmonia, które wiadomo, że nie są miejscem dla psa. Każdy właściciel musi kierować się zdrowym rozsądkiem, zabierając ze sobą swojego pupila – mówi pani Basia.



Krótsze i dłuższe podróże Olka
Szczecinianie mogą spotkać Olka nie tylko podczas wydarzeń kulturalnych, ale również na... Odrze. Bardzo lubi pływać ze swoją panią kajakiem. Ma nawet własny kapok. A podczas wypraw po szczecińskich kanałach zachowuje się z dostojeństwem godnym kapitana żeglugi wielkiej.

Olek ma na koncie również dalsze wyprawy. W rodzinie pani Basi oczywistym było, że psy jeżdżą ze swoimi właścicielami również na wakacje. Jej poprzedni podopieczni zwiedzili niemal całe południe Europy. Byli we Włoszech, Czechach, Austrii i na Węgrzech. Olek był „tylko” w Niemczach: m.in. w Berlinie, w Poczdamie i w Magdeburgu. Nie wszyscy jednak podchodzą w ten sposób do kwestii planowania wakacji. Wobec piętrzących się trudności związanych z zabraniem ze sobą psa, czasami decydują się na najprostsze i najgorsze dla zwierząt rozwiązanie.

- Właśnie latem najwięcej psów jest porzucanych. Zakaz posiadania zwierząt w wielu ośrodkach wczasowych jest zupełnie nieuzasadniony. Gdyby go znieść, na pewno byłoby dużo mniej tych najtragiczniejszych przypadków, gdy psy są w wakacje przywiązywane do drzewa, gdzieś w głębi lasu – tłumaczy pani Basia.


archiwum prywatne pani Basi


archiwum prywatne pani Basi


archiwum prywatne pani Basi

Czy w Polsce jesteśmy tolerancyjni i życzliwi wobec psów?
Zagraniczne wojaże pozwalają porównać jak psy w przestrzeni publicznej traktowane są za naszą zachodnią granicą. Mogą bez przeszkód spacerować po najbardziej znanych ogrodach w Europie, takich jak królewski St. James’s Park w Londynie i Tulipanowe Ogrody w Keukenhoff (Holandia). U nas psy w takich zadbanych parkach nie są mile widziane. Jeszcze trudniej jest wejść ze swoim pupilem do muzeum czy restauracji (na salę, nie do miejsca, gdzie jest przygotowywane jedzenie). A na zachodzie raczej nie ma z tym problemu.

- Każdy menel czy brudas, jeśli tylko ma pieniądze, może wejść do restauracji. Za to psy mają powszechny, moim zdaniem niczym nieuzasadniony zakaz. Często podobnie jest ze sklepami, do których nie wolno nawet wejść z psem na rękach. I nie mówię tutaj o sklepach spożywczych, ale nawet o sklepach budowlanych – podkreśla pani Basia. – Generalnie wszystko zależy od człowieka. Wiele osób nie lubi zwierząt, zawsze będą im przeszkadzały i dlatego wymyśla różne zakazy. Często te same osoby, które nie znoszą zwierząt, nie lubią również innych ludzi.


archiwum prywatne pani Basi

Dlatego przed Olkiem cały czas trudna misja przekonania wszystkich szczecinian, że spokojny, dobrze ułożony pies, nikomu w publicznym miejscu nie przeszkadza. A tempo z jakim zdobywa kolejnych przyjaciół, pokazuje, że do realizacji tej misji jest coraz bliżej. Świadczą o tym nawet proste gesty wielu restauratorów.

- W życzliwych psom pubach i restauracjach, takich jak np. Stojaki, wystawiane są dla nich miski z wodą. To teraz w lecie bardzo ważne – podkreśla pani Basia.


archiwum prywatne pani Basi